środa, 19 listopada 2014

#ZAYN +18

Uśmiechałam się lekko, patrząc na chłopaka, siedzącego naprzeciw mnie. Jego ciemne włosy były postawione na żel, czyli tak jak zwykle, a ciemne oczy wpatrywały się w moje, szare. Uśmiechnął się szeroko, gdy kelner postawił przed nami nasze zamówienia, oraz szampana w kubeczku z lodem.
Spojrzałam na niego zdziwiona. Szampan? Z jakiej okazji? Jednak chłopak skutecznie omijał mój wzrok. Z dnia na dzień zaskakiwał mnie coraz bardziej. Codziennie wysyłał mi róże. Za każdym razem, gdy się spotykaliśmy, dawał mi prezenty. Jak nie kolczyki, to naszyjnik, czy inne świecące cudeńka. Z wielkim powodzeniem mogłabym otworzyć sklep jubilerski.
Kolejnym takim zaskoczeniem był fakt, że teraz siedzimy w najdroższej restauracji w całej Ameryce. Na ostatnim piętrze 50-cio piętrowego biurowca, w osobnym pomieszczeniu niż reszta ludzi, a za nami są drzwi. Nie wiem od czego i chyba boję się tego dowiedzieć.
Nieśmiało podniosłam wzrok znad talerza, pełnego pysznego włoskiego dania. Spojrzałam na garnitur, w który był ubrany Zayn. Uwielbiałam go w takim wydaniu, a czerwony krawat tylko podkreślał jego idealny wygląd. Nie wiedziałam, czy to, że ja miałam na sobie czerwoną sukienkę, było tylko przypadkiem, czy Malik ma jakieś telepatyczne zdolności. Jednak czułam, że moje policzki również robią się takiego koloru.
- Rumienisz się. - Powiedział, patrząc na mnie z uśmiechem, jakby potwierdzając moje myśli.
- Przestań - mruknęłam.
Nie lubiłam, gdy ktoś mi to wypominał. Zawsze wtedy, jak na zawołanie, rumieniłam się jeszcze bardziej. Było to irytujące. A on doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że nie cierpię, gdy tak mówi.
- Oj no, nie bocz się. Jesteś taka urocza, jak się rumienisz. - Zagruchał, a ja skuliłam się na krześle, nie dbając o to, że właśnie się garbię.
Poczułam, jak kładzie dłoń na moim kolanie i spięłam się. Nie miałam nic przeciwko jego dotykowi, uwielbiałam go. Lecz nie w takich miejscach. Stresowało mnie to.
- Rozluźnij się, Michaelle. - Powiedział i przesunął dłoń na moje udo. - Jesteśmy w osobnym pomieszczeniu, nie na sali. Nikt nas nie widzi, spójrz - wskazał ręką na około nas - same ściany.
Odetchnęłam lekko, lecz po chwili wyprostowałam, czując jego dłoń jeszcze bardziej.
- Zayn - syknęłam przez zaciśnięte zęby.
- Słucham, kotku? - Wyszczerzył zęby, patrząc mi prosto w oczy.
Bałam się tego, co w nich widziałam, mimo iż to nie był pierwszy taki raz. Wspominałam wspaniale każdą noc z tym cudownym mężczyzną. Każda następna była jeszcze lepsza niż poprzednia. I nagle się domyśliłam, od czego te drzwi. Ten fakt, oraz jego dłoń na moim udzie, coraz bardziej zbliżająca się do rąbka mojej sukienki, sprawiały, że rumieniłam się jeszcze bardziej. Nagle pożałowałam, że ubranie sięgało jedynie połowy ud. Mogłam wybrać długą do ziemi, czarną suknię, która podkreśliłaby moją oliwkową karnację, jeszcze ciemniejszą, niż ta Malika.
- Kotku? Odpłynęłaś. O czym tak intensywnie myślałaś? – Spojrzałam w przód i… nie zobaczyłam go. Dopiero po chwili skojarzyłam, że zamiast naprzeciwko, Zayn usiadł tuż obok mnie, a nasze ramiona się stykają. – Powiedz mi – szepnął mi do ucha, a moje ciało przeszył gwałtowny, ale przyjemny, dreszcz.
- O… - Starałam się wymyślić jakieś wyjaśnienie na poczekaniu, ale nagle moja głowa była pusta i nie potrafiłam niczego sensownego skleić.
- O? – Patrzył na mnie intensywnie. – O tych drzwiach za nami? Ciekawi cię, co za nimi jest? – Szeptał powabnie, muskając ustami moje prawe ucho. – Chciałabyś się dowiedzieć, Michaelle?
Nie odpowiedziałam na żadne z zadanych pytań. Zgubiłam gdzieś język. Nie byłam w stanie niczego z siebie wydusić. I wtedy ostatni raz musnął ręką moje udo i nagle poczułam obezwładniające mnie zimno, bo chłopak się odsunął i wrócił na swoje miejsce naprzeciwko.
- Smacznego, Michaelle. – Powiedział i złapał widelec, wściekle wbijając go w makaron na talerzu. Albo tylko mi się wydawało, że wściekle. Może po prostu był głodny? Ale głodny, czy głodny mnie? Na to pytanie miałam poznać odpowiedź później. Teraz jednak zajęłam się kolacją, biorąc przykład z mężczyzny siedzącego przede mną.

*

Śmiałam się i chichotałam na zmianę. W dłoni trzymałam lampkę szampana. Już piąty kieliszek. Bąbelki musowały w mojej głowie. Alkohol działał na mnie w ten sposób, że robiłam się wesoła i odważna – czyli taka, jaka nie byłam na co dzień, ze znacznym przechyleniem na tę dugą cechę.
- Oh, i wtedy Niall’owi zaburczało w brzuchu, a wzrok wszystkich, dosłownie wszystkich, zwrócił się w naszą stronę… - opowiadał roześmiany Zayn, poluzowując krwistoczerwony krawat.
Ostatni guzik miał rozpięty, przez co kołnierzyk rozchylał się lekko na boki. Włosy były zmierzwione od ciągłego ich przeczesywania – jego własnego, jak i mojego. Uwielbiałam ten stan, gdzie staliśmy, siedzieliśmy czy leżeliśmy i mogłam do woli mierzwić jego czarne kosmyki, pieszcząc, gładząc i pociągając za nie.
Malik obejmował mnie lewym ramieniem, a moja głowa opierała się o jego tors. Było mi tak miło. Jemu zresztą też. Uśmiechał się leniwie.
- Uwielbiam Nialla, mówię ci, nie znam bardziej komicznej i głodnej osoby od niego – powiedziałam ze śmiechem, a on w jednym momencie się spiął
- Uwielbiasz go bardziej niż mnie? – Spytał cicho, momentalnie psując tę wesołą aurę, która nas otaczała.
- Przecież wiesz, że nie to miałam na myśli, Zayn. – Szepnęłam.
- Więc mi to udowodnij, Michaelle… - Szepnął, a wolną dłonią, boleśnie powoli, zsunął ramiączko mojej sukienki i lekko pogładził moje nagie ramię. – Pamiętasz moje wcześniejsze pytanie, Mi? Chcesz się dowiedzieć, co jest za drzwiami? – Pytał, kusząco ocierając swoimi ustami o moje ucho, przyprawiając mnie o przyjemne deszcze.
- Chcę – odszepnęłam cicho.
- Jak bardzo? – Dopytywał szeptem, na co odpowiedziałam mu jeszcze ciszej.
- Bardzo.

*

Przeszłam przez próg i znalazłam się w ciemnym, niemal czarnym, pokoju. Czułam obecność chłopaka za mną. Zamknął za nami drzwi, przekręcając klucz w zamku. Stałam pośród tej ciemności, nie wiedząc, czego się spodziewać. Usłyszałam cichy szelest, jakby ściągał marynarkę i gdzieś ją odkładał.
- Zayn? – Spytałam cichutko.
- Nie bój się, jestem tu… - Jego szept był kojący, a strach, chociaż był tylko lekki, odpłynął jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. – Mam zapalić światło?
- Tak. Nie. Nie wiem…
- Więc może zrobimy tak… - Usłyszałam, jak mamrocze pod nosem. – Gdzie to jest. Powinno tu przecież być… A może zapomnia… Aha! Tu są! Hm, ale przecież ja ich tu nie wkładałem. Dziwne. Nieważne… - Westchnął i po chwili mrok rozjaśniła mała świeczka, którą zapalił.
Do niej dołączyła też druga i trzecia, a Zayn odłożył zapałki na bok i odwrócił się do mnie przodem. Miałam rację, odłożył gdzieś marynarkę. Stał teraz w samych czarnych, obcisłych spodniach, białej koszuli z rozpiętym kołnierzykiem i tym czerwonym, krwistym, rozluźnionym krawatem. Wyglądał cholernie seksownie, gdy jego cień tańczył na ścianie, dzięki rzucanemu przez świeczki światłu.
- Cóż, jutro masz wolne, prawda Mi? – Spytał, podchodząc dwa kroki w moją stronę.
- Um, no tak… - Odpowiedziałam powoli.
- Więc wykorzystamy tę noc maksymalnie, kochanie – uśmiechnął się lubieżnie i nawet nie zorientowałam się, kiedy do mnie podszedł.
Jego usta zaatakowały moje, całując je gwałtownie, ale za razem delikatnie. Jego dłonie znalazły się na moich biodrach niemal w tym samym czasie, w którym moje na jego torsie. Smakował słodkim szampanem, którego piliśmy. Gdy zabrakło nam tchu, odsunął się lekko, ale jego dłonie wciąż zaciskały się na mojej talii, gładząc ją lekko.
- Możemy tu zostać? Nie zamykają restauracji? – Spytałam niepewnie.
- Owszem możemy i tak, zamykają, ale w końcu jestem Zayn Malik i jakby nie było, jesteśmy na ostatnim piętrze – powiedział rozbawiony do granic możliwości, chichocząc zaciekle, a ja spłonęłam ogromnym rumieńcem, ciesząc się, że jednak jest ciemno. Przynajmniej nie widział mojej czerwonej twarzy.
Poczułam jednak, że popycha mnie lekko do tyłu, więc cofnęłam się o krok, dwa, pięć, aż w końcu poczułam za sobą wysokie łóżko.
- Mmm, wiesz, co teraz z tobą zrobię? – Spytał, oblizując z wolna wargi.
- N-nie…
- Chciałem ci powiedzieć, ale… jednak nie powiem – zaśmiał się cicho i objął mnie, a jego dłonie szybko odnalazły zamek z tyłu mojej sukienki.  Chwilę później, opadła ona z cichym szelestem na podłogę. – Drżysz. Boisz się?
- Ufam ci – odpowiedziałam cicho, ale czule. O tak, ufałam mu, jak jeszcze nikomu innemu i wiedziałam, że mnie nie skrzywdzi.
Jego usta lekko musnęły moje i nie zatrzymywały się na nich długo. Od razu zaczął zostawiać mokre pocałunki na mojej szczęce, następnie na szyi, schodząc powoli niżej… niżej… na dekolt. Na tyle, na ile pozwalał mu czarny, koronkowy stanik. Nie było to dla niego przeszkodą, ale mimo to, nie naciskał. Wiedziałam, że się rozkręci. To po prostu była gra wstępna, która w jego wypadku była bardzo wolna, ale rozpalająca do granic możliwości.
Uniosłam dłonie do góry i rozwiązałam jego krawat, odrzucając go na bok. Spadł na podłogę, nie wiem gdzie. Nie dbałam o to. Moje palce już odpinały guziki białej koszuli. Wdychałam zapach jego mocnych perfum, upajając się nim. Było cudownie, a zaraz miało być jeszcze lepiej. Zostawiłam rozpiętą koszulę i złapałam za pasek od spodni. Dziwiłam się, po co go nosi, skoro jego spodnie i tak wisiały nisko, ale była to jedna z tych rzeczy tak dla niego charakterystycznych, że bez niej, nie byłby to ten sam Zayn.
Rozkręcał się, a nasze ciała były coraz bardziej nagie i podniecone. Nim się zorientowałam, już leżałam wygodnie na miękkim materacu łóżka, całkowicie naga i otwarta na niego. Widziałam jego twarz, dosłownie przed moją, gdy szybko, ale namiętnie mnie pocałował. Nie tracił czasu i ustami już pieścił moje piersi, czułam, jak się uśmiecha i też się uśmiechnęłam.
Jęknęłam głośno, gdy lekko przygryzł prawy sutek, jednocześnie drugiego pieszcząc palcami, szarpiąc i wykręcając go we wszystkie strony. Wiłam się pod jego dotykiem, pojękując cicho.  Jego ręce zawędrowały między moje nogi, szeroko je rozsuwając.
Z moich ust wychodziły coraz to kolejne jęki i pokrzykiwania, a jego usta całowały coraz to nowe miejsca na moim ciele. Nie potrafiłam stwierdzić, jak długo to wszystko trwało. Wiedziałam jednak, że wszystko to, sprowadzało mnie na najdalszy kraniec przyjemności, jaki tylko mogłam sobie wyobrazić, bądź nawet wymarzyć. Nie potrafiłam tego przyrównać do niczego innego. Tego było zbyt dużo, zbyt wiele. A emocje… Rozsadzały mnie całą od środka.
- O Boże… Ja zaraz… Oh…
- Shh, Michaelle. Jeszcze nie teraz.
I wtedy we mnie wszedł. Szybko, gwałtownie. Całą swoją długością. Poruszał się powoli, zmysłowo. Jednocześnie całował moją szyję i dłońmi pieścił piersi. A potem przyśpieszył. Poruszał się coraz szybciej, mocniej. Każde pchnięcie było coraz silniejsze, ale za razem pełne uczucia. Zbliżył usta do mojego ucha i przygryzał je lekko, szepcząc lubieżne słówka. Dłońmi przytrzymywał moje biodra, zaciskając na nich palce.
- Dojdź dla mnie, Michaelle… - Szepnął nagle i w tym momencie przyszło moje spełnienie. Zalała mnie fala ulgi i niewyobrażalnej przyjemności, a całe ciało się trzęsło. Poruszył się jeszcze trzy razy. Trzy mocne, gwałtowne, szybkie razy, jeden po drugim.
I dołączył do mnie w tym labiryncie sprzecznych uczuć.

*

Kochałam go. Byłam tego pewna już tamtej, pamiętnej nocy. Brał mnie na wszelkie możliwe sposoby, a ja poddawałam się jego zabiegom, z całkowitym zaufaniem. O tak, już wtedy wiedziałam, że go kocham. Ale nie pisnęłam ani słówka.
Bo słowa ‘kocham cię’, wypowiedziane podczas seksu, są przekłamane. Emocje rozsadzają nas tak bardzo, że nie myśląc, ani nie czując racjonalnie, mówimy. Pod wpływem.
Dlatego nic nie powiedziałam. Zayn także był cichy, oszczędzał w słowach dotyczących emocji i uczuć.  Minęło sporo czasu, nim wypowiedział te dwa słowa, które pozornie nie znaczą nic nadzwyczajnego, ale w sytuacji, gdy mówi je osoba, którą ty także kochasz – znaczą wszystko. Sprawił, że nie wiedziałam, co robić, co powiedzieć, jak w ogóle zareagować.
Kocham go wciąż i kochać będę po końce moich dni.
Był ze mną, jest i będzie – obiecał. A ja ufam mu, że dotrzyma obietnicy.
A seks… Cóż. Z każdym dniem jest coraz lepszy, niż poprzedni. A gdy Malik wyjeżdża w trasę koncertową ze swoim zespołem, a ja zostaję sama, w naszym ogromnym mieszkaniu, czekam na niego z niecierpliwością. Gdy wraca, przez trzy kolejne dni nie wychodzimy z łóżka, ciesząc się nawet najmniejszym i najlżejszym dotykiem.
A tamtą restaurację, tamten pokój i tamtą noc… Pamiętam z każdym najmniejszym szczegółem, bo to ona była naszym przełomowym momentem. 



~*~
Tak jak obiecałam - mamy +18 z Zaynem ;) Podobało się? Liczę na komentarze z opiniami, moi drodzy ;) Mam wrażenie, że trochę pomieszałam czasy w drugiej części imagina, ale chyba nie jest tak źle ;p 
Przy okazji, pozwolę sobie zrobić małą reklamę, bo dosłownie przed sekundką dodałam rozdział na moim opowiadaniu (+18) i jeśli mamy tu jakieś zboczuszki, to serdecznie zapraszam --> http://short-stories-koneko.blogspot.com/p/sex.html ;) 
Koneko

sobota, 15 listopada 2014

Zayn #2

On mnie pocałował. Nie wierzę. 
Odepchnęłam go lekko i wybiegłam ze studia. Tyle co zauważyłam, że całą sytuacje widział Harry. O zgrozo. 
Słyszałam za sobą, jak ktoś woła moje imię, ale nie miałam zamiaru się odwracać. Biegłam przed siebie, aż do mieszkania. Kiedy trzasnęłam drzwiami, ześlizgnęłam plecami o nie, aż usiadłam. Moje nogi przyciągnęłam pod piersi. Zaczęłam płakać. Dlaczego on to zrobił? Tak bardzo go unikałam po tym co mi zrobił. Dlatego wyprowadziłam się do brata, do Londynu. 
Mój telefon nie przestawał dzwonić. No świetnie. 
- Halo?- Odebrałam, kiedy telefon nie przestał wibrować. 
- [T.I] co się stało? Płaczesz? Dlaczego uciekłaś?- Harry zaczął zadawać mnóstwo pytań. 
- Po co zadajesz pytania skoro to widziałeś?- Trochę się uspokoiłam. 
-Dlaczego on to zrobił?- Nie przestawał pytać. Słychać było, że jest zaskoczony. 
-Nie wiem- podniosłam się. - Nie mam ochoty teraz o tym gadać- dokończyłam. 
-Za niedługo będę w domu- Odparł mój brat. Słyszałam, że otwiera jakies drzwi. 
-No dobra- powiedziałam ściągając kurtkę. 
Nie powiedział już nic więcej. Rozłączył się. 
Westchnęłam. Tak bardzo chciałam o nim zapomnieć. 
Kiedy ja rozmyślałam tak nad tym co się stało, usłyszałam trzśnięcie drzwiami. Lekko podskoczyłam. Po chwili zaa rogu wyłonił się mój brat. Podszedł do mnie i przytulił mnie. Odwzajemniłam uścisk. 
-Wszystko będzie okey- Mówił ściszonym tonem. 
-Mam nadzieje- westchnęłam. 

~~~~
Kiedy zaczynał się wieczór wszystko się uspokoiło. Rozmawiałam z Harry'm. Dziękuję Bogu, że mam tak wspaniałego brata. 
Zaczęłam ubierać moje trampki. 
-Wychodzisz?- Zobaczyłam mojego brata opartego o framuge drzwi. 
- Idę się przejść- Odpowiedziałam, kontynuując ubieranie moich butów.
-Jest ciemno. Pójść z tobą?- Odpowiedział zaalarmowanym głosem, dalej patrząc się na mnie. 
-Harry ja nie mam 9 lat. - Powiedziałam wysyłając mu uśmiech. 
-W takim razie ja się wybieram do [I.T.P] i wrócę jutro.-  powiedział. -Jestem cały czas pod telefonem- powiedział wchodząc do salonu. 
- Okey- Krzyknęłam. 
Mój braciszek jest w związku z moją przyjaciółką. Ciesze się, że ma kogoś na kim mu tak strasznie zależy. 
 Założyłam jeszcze płaszcz i wyszłam. 
Wiatr lekko rozwiewał moje włosy. Lubię jesień. Nie jest ciepło. Nienawidzę ciepła. 
 Przechodziłam koło jakiegoś Pubu, którego nazwa widniała na wielkim, oświetlonym bilbordzie. Normalnie miałam sobie przejść jak zwykła osoba, która chce się tylko przejść, ale zaniepokoiła mnie grupka. Wysoki chłopak stał pod ścianą, chwiejąc się. Wokół niego stało kilka innych chłopaków. Ja chyba znam tego pijanego chłopaka. Zayn. 
Jeden przywalił mu prosto w brzuch. 
Miałam do wybrania dwie opcje. Albo z tamtą zwiać i udawać, że nic się nie stało, albo iść i mu pomóc. Możecie mnie wziąść za idiotkę, ale po tym co mi zrobił, wybrałam to drugie. 
-Zayn! - Krzyknęłam. 
Wszystkie spojrzenia padły na mnie, włącznie z ciemnookim. 
Podbiegłam do nich. Stanęłam przed Zayn'em, mimo, ze jest ode mnie o wiele wyższy i jego głowa wystawała z nad mojej. 
-Odwalcie się od niego. - Powiedziałam z twardym wyrazem twarzy. 
O dziwo zaczęli odchodzić. 
-Jeszcze nie skończyliśmy Malik- rzucili, po czym rozeszli się. 
Kiedy teren był pusty, odwróciłam się do chłopaka który górował nade mną wzrostem. 
-Widać, że nie tylko ja cię nienawidzę- zaśmiałam się tępo. 
- Ja..- schylił głowę - Dziękuję- powiedział i swoje oczy wbił we mnie. 
O nie. Nie zachowywał się jakby był pijany. Mówił całkiem poważnie,, tak myślę. 
~~~~
Zabrałam go do siebie. Tylko dlatego, że nie chciał mi podać adresu. 
Przez całą drogę bredził. Jednak alkohol źle mu zrobił. W końcu podeszliśmy pod drzwi. 
- Tu mieszkasz?- Zapytał się, chwiejąc. 
-Mhm- zamruczałam pod nosem. 
Oparł się o ścianę i mi się przyglądał. Do tego uśmiechał się pod nosem. 
-Jesteś piękna- wypalił z uśmiechem, kiedy otwierałam drzwi.
Po 5 sekundach dotarło to do mnie. 
-Co?- Popatrzyłam się w górę, aby popatrzyć mu się w oczy. 
-No jesteś piękna- Jeszcze bardziej poszerzył swój uśmiech. 
-No ten.. dziękuję- Zarumieniłam się. 
Otworzyłam szerzej drzwi. Dałam chłopakowi znak ręką, aby wszedł jako pierwszy. 
Jeszcze mi się przewróci. Wolę nie ryzykować. 
Chłopak poczekał na mnie, aż wejdę ja i zamknę drzwi. 
Zaprowadziłam go do mojego pokoju, w którym ma spędzić dzisiaj noc. Ja prześpię się w pokoju Harrego którego nie będzie na noc.
-Na tym łóżku będziesz dzisiaj spał- wskazałam ręką. -Kładź się już, jest późno- Powiedziałam. 
Wszedł chwiejnym krokiem do mojego pokoju. Twarz skierował w moją stronę. 
- A ty gdzie będziesz spać?- Zapytał, patrząc mi się w oczy. 
-Prześpię się w pokoju Harrego. Nie będzie go dzisiaj na noc- Odpowiedziałam, nie patrząc się na niego. 
Chłopak westchnął i zaczął się rozbierać. Ja w tym czasie poszłam się wykąpać. 
Kiedy wykonałam wszystkie czynności i przebrałam sie w za dużą koszulkę i hawajki,  poszłam do mojego pokoju w którym jest Zayn. Kiedy weszłam, chłopak był w samej koszulce i bokserkach. Leżał na moim łóżku przykryty kołdrą. 
- No więc ten- zaczęłam - Dobranoc- uśmiechnęłam sie lekko.
- [T.I] - powiedział mulat, na co gwałtownie się odwróciłam. 
Patrzyłam na niego, z wielkim znakiem zapytania wymalowanym na twarzy. 
-Połóż się koło mnie- Jego pytanie.. a raczej twierdzenie wbiło mnie w szok. 
-Zayn.. - zaczęłam, patrząc się wszędzie tylko nie na niego. 
-Proszę- wtedy spojrzałam na niego. Siedział na łóżku wpatrując się na mnie. Wyglądał tak uroczo. 
-Ugh.. no dobra- Powiedziałam, na co się szeroko uśmiechnął. 
Podniósł kołdrę abym mogła się wygodnie położyć. Kiedy już byłam koło niego zgasiłam lampkę. Byłam na końcu łóżka. 
-Dobranoc- powiedziałam
-dobranoc- odpowiedział mi. 
Po chwili wyciągnął ręce i przyciągnął mnie do siebie i wtulił się we mnie. Oplutł rękami moją talię. Bał się chyba, że uciekne czy coś. Kłamałabym, że mi się to nie podobało. Uśmiechnęłam się lekko pod nosem. Jego ręce oplotłam moimi, co go chyba zdziwiło. I wtedy powiedziałam coś, czego sama się nie spodziewałam. 
-Kocham cię- wypaliłam. 

--------------------------------------------------
SIEMANECZKO! 
I kto się stęsknił za Asią? :) 
Haha co do imagina to jeszcze nieee konieeec. :D 
I teraz mam do was bardzo ważne pytanie, na które chce znać odpowiedź. 
Czy mam odejść z zespołu i przestać pisać imaginy? Bo jednak wydaję mi się, że macie mnie.. dość? I że nie podobają wam się już moje imaginy. :C 
Do następnego. 
Mickey. 

#LIAM

Siedziałam na ławce, machając lekko nogami. Przyglądałam się swoim znoszonym balerinkom i zastanawiałam, czemu tak bardzo lubię w nich chodzić. Co chwilę zerkałam na telefon, leżący obok mnie, czekając na jakąkolwiek wiadomość.
Spóźniał się.
Nie wiedziałam co się stało i czy w ogóle cokolwiek się stało. Jednak bałam się. Od kilku dni Liam zachowywał się dziwnie. Zawsze był cichy, lecz przez ostatnie dni aż za bardzo. Mimo tej swojej „cichości”, potrafił mnie zawsze rozśmieszyć. Ostatnio w ogóle się nie śmiał, nie rzucał żartami, a nawet się nie uśmiechał. Podczas naszych spotkań mało rozmawiał. Czułam się dziwnie. Zupełnie, jakby mnie już nie potrzebował.
Bałam się.
Bałam się tego, co może siedzieć w jego głowie.
Bałam się, że już nic do mnie nie czuje. Że już mnie nie chce.
Przymknęłam oczy i wróciłam pamięcią do dnia, w którym pierwszy raz go zobaczyłam.
*
Opierałam się o ladę, w oczekiwaniu na jakikolwiek ruch w sklepie. Od dwóch godzin nikt tu nie wszedł, a jedyną książkę, którą ze sobą miałam, przeczytałam całą. Wszystkie czasopisma, leżące na półkach, przekartkowałam już dawno. Nie było tu niczego do roboty. Oparłam głowę na dłoni i przymknęłam lekko oczy.
Do mich uszu dobiegły podniesione głosy i hałasy. Wyprostowałam się i położyłam dłonie na blacie. Może jacyś klienci? Spojrzałam na drzwi, w których pojawił się zmachany chłopak. Ręką ocierał pot, spływający z czoła. Biegł i to pewnie dosyć długo.
- W czym mog..
- Schowaj mnie! Błagam, schowaj mnie gdzieś tu i zamknij te cholerne drzwi!
Nie wiedziałam, czemu to robiłam, ale było w nim coś, co skłoniło mnie do pomocy. Zamknęłam szklane drzwi na klucz i popchnęłam chłopaka w stronę zaplecza. Rzucił się na drzwi bez zbędnych zaproszeń. Oparł się o ścianę i głęboko oddychał, próbując uspokoić oddech. Wróciłam do sklepu i zmieniłam tabliczkę z „otwarte” na „zamknięte”. Przed sklepem zebrał się tłum rozwrzeszczanych nastolatek. Zdziwiona, wróciłam do chłopaka i oparłam się o ścianę naprzeciwko niego.
- Uciekałeś przed tym tłumem dziewczyn?
- Daj spokój, one są okropne. Są wszędzie, nigdzie nie mogę iść sam...
Spojrzałam na niego, nic nie rozumiejącym wzrokiem.
- To kim ty jesteś?
*
Uśmiechnęłam się lekko na to wspomnienie. Nie rozpoznałam go. Członka One Direction. Jednej z najbardziej znanych osób na świecie. Przez bardzo długi czas śmiał się ze mnie, z tego powodu. Ale nie tylko on. Harry i Louis również.
Rozejrzałam się po parku. Spacerujący ludzie z psami. Mamy z dziećmi w wózkach. Staruszkowie drepczący razem, trzymający się za ręce. I samotni ludzie, pośpiesznie mijający tę sielankę, ze słuchawkami w uszach.
Jednak nikt nie siedział na ławce sam, oprócz mnie. A Liama dalej nie było. Nie miał w zwyczaju się spóźniać, ale nasze pierwsze spotkanie było podobne.
*
Od dwudziestu minut stałam na środku alejki i tupałam nogą w zniecierpliwieniu. Gdy wysłał mi SMSa z prośbą o spotkanie, cieszyłam się bardzo. Piszczałam i skakałam po łóżku przyjaciółki, która nie bardzo wiedziała co się dzieje.
Jednak spóźniał się, a ja miałam obawy, że to tylko głupi żart i wcale nie ma zamiaru przyjść. Spojrzałam na granatowe niebo, na którym już skrzyły się cztery gwiazdy. Gdy zobaczyłam ciemny kształt, biegnący w moim kierunku, od razu wiedziałam, że to on. Odkąd go poznałam w sklepie, zawsze widziałam go w biegu. Miałam tylko nadzieję, że podczas spotkania będzie spokojnie.
Widziałam go coraz wyraźniej. Miał na ustach ogromny uśmiech, a jego oczy się świeciły miłym i przyjemnym blaskiem. Był wpatrzony we mnie i nie zauważył ławki, która stała na jego drodze. Zasłoniłam usta dłonią, aby stłumić krzyk.
Przeleciał przez całą ławkę i wylądował u jej stóp, na ziemi. Bałam się, że coś sobie zrobił, jednak gdy zobaczyłam w świetle gwiazd, jego szeroki i kpiący uśmiech, wybuchłam śmiechem.
Całkiem przyjemny początek...
*
Teraz był dzień i było jasno. Widziałam dokładnie wszystko dookoła. Tak więc szybko zauważyłam, że się zbliżał. Był zdenerwowany. Nie. Był zestresowany. Gdy staną przede mną, widziałam jedynie, że okropnie trzęsą mu się dłonie.
- Hej [T.I.].. - Mruknął.
- Liam... Co się dzieje?
- Nic, [T.I.]... Serio, nic. - Odpowiedział, lecz nie uspokoiło mnie to. - Albo i tak... Coś się stało, a raczej stanie zaraz. Chciałem... Chciałem cię gdzieś zabrać, ale chyba nie wytrzymam.
Klęknął przede mną i na oczach wszystkich spacerowiczów, wyjął z kieszeni pierścionek i powiedział:
- [T.I.], ja, Liam Payne, przy tych wszystkich świadkach, oznajmiam, że jesteś miłością mojego życia i pytam, czy wyjdziesz za mnie?
Zamurowało mnie. W moich oczach stanęły łzy. Myślałam, że chce ze mną zerwać, że to już koniec... A on zachowywał się tak, bo bał się mojej odpowiedzi. Uderzyłam się mentalnie w twarz. Byłam głupia, doskonale o tym wiedziałam. Ktoś z tłumu krzyknął „zgódź się”, a inny „powiedz tak”. Wzięłam głęboki wdech i szepnęłam.
- Yes.
                 



***
Ohayo miśki :D 
Co myślicie? Imagin dość stary, ale obiecałam, że rozruszam bloga, więc musi się tu dziać coś częściej, więc zanim skończę ten, który piszę, musicie się zadowolić tym ;) 
Dzisiaj jeszcze ze skrótem, ale następne będą już z normalnymi imionami bohaterek :) I cieszę się, że chcecie +18, bo następny właśnie taki będzie ^^ 
Koneko

piątek, 14 listopada 2014

#NIALL +powitanie

Kręciłam się z miejsca na miejsce, zwyczajnie nie mogąc zasnąć. Było mi tak cholernie źle, jak jeszcze nigdy. Do tego dochodziła świadomość, że być może znów wszystko pójdzie nie po mojej myśli. Mocno ściskałam kawałek kołdry w dłoniach, tępo wpatrując się w ciemność ogarniającą pokój.
- [T.I.]...? Co się dzieje? - Usłyszałam za sobą cichy głos Nialla.
- Nic, kotku - odparałam, jak mi się wydawało, spokojnym głosem.
- Przecież widzę. I słyszę. No i czuję. - Jego dłoń przyciągnęła mnie bliżej siebie, a ja mimowolnie w niego wtuliłam.
- Boję się... - wyszeptałam.
- Czego?
- Że się okaże, że to jednak nie twoje dziecko...

*

Spoglądałam na śpiącego Toma, uśmiechając się lekko. Bałam się nadal. Zwłaszcza, że koperta z wynikami leżała na stoliku, niemal na wyciągnięcie ręki. Tom miał niebieskie oczy, więc nadzieja, że jest to dziecko mojego ukochanego, była większa. Ale malała, gdy tylko myślałam o tym, że Louis też ma niebieskie oczy. Zasłoniłam twarz dłońmi. Nie chciałam płakać. W głowie znów majaczyły mi wspomnienia z tamtych wydarzeń.
Byłam z Niallem dość długo. I wtedy, podczas jednej z imprez, całkowicie pijana, przespałam się z równie pijanym Tomlinsonem. Był to największy błąd mojego życia. Totalna porażka. Ale mimo tego, Niall nie odwrócił się ode mnie. Chciał jednak wyników analizy DNA. Powiedział, że mimo wszystko będzie kochał Toma i wychowa go, jak najlepiej potrafi, ale chciał wiedzieć. Tak po prostu. Więc zrobiliśmy badania.
Mawiają, że matka czuje, kto jest ojcem. Ale ja nie czułam nic. Jedynie ból, cierpienie i.... strach. Wielki, nieopisany strach, paraliżujący i doprowadzający mnie na skraj wszystkiego. Bałam się, że gdy wyniki będą negatywne względem Nialla, postanowi mnie jednak zostawić, samą z dzieckiem. To by mnie zabiło.
Teraz grali koncert. Zaledwie kilkanaście kilometrów stąd. A ja czekałam na niego, aby wraz z nim otworzyć wyniki testu na ojcostwo. Nie chciałam tego robić sama. Horan zasługiwał naprawdę, nawet jeśli miałaby być ona okropna. Ja mimo wszystko kocham moje dziecko, ale czy on by potrafił?
Po kilku godzinach siedzenia wciąż w tym samym miejscu, niemal bez ruchu, wstałam z kanapy i lekko się zatoczyłam. Kręciło mi się w głowie i uderzyłam nogą o stolik. Biała koperta spadła.
Podniosłam ją i trzymałam długą chwilę w drżących dłoniach. Nie wytrzymałam. Otworzyłam.
Mój wzrok szybko przebiegł cały tekst. Wybuchłam niepohamowanym płaczem, upadając na kolana. I w takim stanie znalazł mnie Niall, wracając do domu.

*

- Mamo,mamo! - Krzyczał Tom od samych drzwi, biegnąc do kuchni i niemal się wywracając o niezawiązane sznurówki.
- Co się stało, synku?
- Dostałem dziś szóstkę! - Jego oczy lśniły z podekscytowania.
W drzwiach pojawił się Niall, beztrosko opierając o framugę. Uśmiechał się, patrząc na syna z czułością. Byli jak dwie krople wody, a mnie przepełniała ogromna miłość za każdym razem, gdy patrzyłam na nich obojga.
- Z czego ta szóstka? - Zaśmiałam się, czochrając włosy Toma.
- Ja to z czego - prychnął starszy Horan. - Z muzyki!
Wszystko poszło tak, jak miało. Miałam cudownego syna i najcudowniejszego na świecie męża – ojca moich dzieci. Blondyn podszedł do mnie, obejmując od tyłu i kładąc obie dłonie na moim dość dużym już brzuchu.
- Dzisiaj nasza córeczka była grzeczna, prawie w ogóle nie kopała – powiedziałam cicho, ale z uśmiechem, a on cmoknął mnie głośno w policzek.
- Czy kopie czy nie, z pewnością będzie tak samo czarująca jak jej tatuś – zaśmiał się, a ja wtuliłam w niego mocno.
Byli moim światem, moim życiem, moją… miłością.




***
Ohayo kochani!
Tutaj Koneko (w rzeczywistości to Patrycja, ale shh ;p), nowa osóbka w ekipie ;) Jeśli mamy tutaj jakiś 5sosFam, to pewnie mnie już znacie, bo w tamtych kręgach jestem dość znana, ale nie o tym chciałam xD
Powyższy imagin nie był zbyt długi, ale specjalnie taki napisałam. Chciałam się z wami przywitać i mam nadzieję, że coś mnie powstrzyma, zanim napiszę całe wypracowanie ;) Cóż, dziękuję Martynie za przyjęcie mnie ;) Mam też wielką nadzieję, że może troszkę was rozruszam, kochani, bo ostatnio wieje tu pustkami.
To nie jest moja pierwsza praca na tym blogu, kiedyś podesłałam kilka Martynie i jakby ktoś chciał na nie zerknąć, to wam je tutaj podlinkowałam --- >  *LOUIS*  *NIALL* *NIALL* (i chyba był jeszcze jeden, ale nie mogę go znaleźć xd)
Pewnie to zauważycie, ale powiem wprost: najbardziej lubię pisać o Niallu, więc prac z nim będzie najwięcej. Będę też wdzięczna, jak w komentarzu zostawicie wiadomość, czy chcecie imaginy +18. Wiem, że w pasku po prawej była taka ankieta, ale nie wiem, czy jest aktualna. Jakiś tam staż w pisaniu o seksie mam, więc takie imaginy nie będą problemem, ale muszę wiedzieć, czy chcecie takie czytać.
A, i jeszcze jedno pytanko: bardzo się na mnie obrazicie, jeśli zamiast „[T.I.]” będę nadawała bohaterkom imiona? Bo mnie osobiście ten skrót okropnie irytuje, ale wolałabym zapytać – dostosuję się do waszych odpowiedzi, tylko proszę: napiszcie mi, ok.? ;)

Nowa autorka/nabór

Hej wszystkim :*
Wiem, że mnie nienawidzicie za to że tak dawno nic tu nie było. Miałam taki chaos że na nic nie miałam czasu. Bardzo was przepraszam i obiecuję, że wszystko od teraz będzie okej. Dodałam dziś nową autorkę, której prace jeszcze niedawno dodawałam. Od teraz to będzie robić sama. Niedługo możecie się jej spodziewać. Jeżeli ktoś z was chce dołączyć do załogi to serdecznie zapraszam.

Mój adres: martynka.10333@gmail.com
Wysyłacie pracę i witam w zespole :D

A na przeprosiny macie piękne zdjęcia :D






Martyna ♥

poniedziałek, 3 listopada 2014

Zayn #1

Przechodząc między alejami Londynu, czekałam na sms od brata, który niedługo ma kończyć pracę. 
Dla wyjaśnienia, mój brat jest tatuażystą. Nazywa się Harry. Jestem z nim bardzo zżyta. Jesteśmy rodzeństwem a jednocześnie najlepszymi przyjaciółmi.
Ja kilka godzin temu wróciłam do brata, gdyż byłam u rodziny. Harry miał jechać ze mną, ale nie miał czasu z powodu pracy. 
Nagle coś zawibrowało w mojej kieszeni. Wyciągnęłam telefon. Na ekranie widniał sms od mojego brata. Od razu na moje usta wkradł sie uśmiech. Od razu zaczęłam iść w strone studia gdzie pracuje mój brat. 
Złapałam za klamkę i pchnęłam drzwi. Od razu przyciągnął mnie wzrok lokowatego, wysokiego chłopaka z tatuażami na ciele. Chyba nie miał dobrego humoru. 
-No mam nadzieje, że się za mną stęskniłeś- Jego wzrok od razu powędrował na mnie. 
-Myślałem, ze się ciebie nie doczekam- od razu podszedł do mnie i mnie przytulił. Odwzajemniłam uścisk. 
Kiedy w końcu się od siebie odkleiliśmy, przemówił jakiś głos za Harry'm. 
-No stary, dzisiaj już nie masz nic do roboty- Mój brat się obrócił. 
Kiedy mój brat odsłonił mi więcej widoku na chłopaka od razu oczy mi się rozszerzyły. 
- A tak zapomniałem, [T.I] to jest..- Zaczął mój brat, ale ja mu przerwałam. 
-Zayn.. Zayn Malik. - Dokończyłam. Chciałam z tamtąd uciec. Jak najszybiciej. 
-Wy się znacie?- Zapytał zdziwiony Hazz spoglądając to na mnie, to na .. ugh... Zayna. 
- Tak - Odezwał się w końcu Malik. 
-Niestety- Szepnęłam odwracając głowę. 
Czułam jak wbijali we mnie wzrok, a moje ciśnienie podskaczało coraz wyżej. 
- [T.I]- Zaczął mulat. 
- Daruj sobie - Wypaliłam. - Harry, będę czekać na zewnątrz- Powiedziałam bratu. 
Nawet nie czekając na odpowiedź trzasnęłam drzwiami. 
-Dlaczego ja?- Powiedziałam spoglądając na niebo. 
Ktoś złapał mnie za ramię. Gwałtownie się obróciłam. Odetchnęłam z ulgą widząc tylko mojego brata. 
Bez słowa ruszyliśmy do domu. 
- [T.I] - Zaczął loczek. -Powiesz mi.. skąd znasz Zayna?- Dokończył patrząc na mnie, 
- Cóż- Wbiłam wzrok w ziemie. - Pamiętasz jak mówiłam, że chłopak był ze mną, tylko, żeby mieć dobre stopnie? - Mój brat kiwnął głową. - To był on- Powiedziałam ściszając głos.
Zaczął głęboko oddychać. Zatrzymałam się i złapałam go za ramię. 
-Harry wszystko w porządku. Okey?- Popatrzył na mnie i złagodniał. 
Zaczęłam iść
 -Było minęło- Uśmiechnęłam się lekko. 
- Ale ..- Zaczął
-Harry proszę- Zaczęłam. 
-No dobrze- wypuścił powietrze.

 ~Następny dzień~
Siadając na łóżku przetarłam oczy. Mój brat postawił mi na szafce kartke. 
"Lece do pracy. Ja nie mam tak wesoło jak ty. Śniadanie masz w lodówce. Jak będzie ci się chciało, będziesz mogła wpaść do mnie. 
                                                                     Twój najukochańszy brat Harry xx"
-Idiota- Zaczęłam się śmiać. 
Ubrałam się, zjadłam śniadanie i wybrałam się do mojego brata. 
Kiedy weszłam do studia, za ladą stał Zayn i wypełniał jakieś papiery. Od razu podniósł głowę, żeby zobaczyć kto przyszedł. 
- Nie wiesz gdzie jest Harry?- Przerwałam mu kiedy chciał coś powiedzieć. 
- Aktualnie robi tatuaż jakiejś dziewczynie- Powiedział. 
-Świetnie- mruknęłam pod nosem. 
-Porozmawiajmy- Wyszedł za lady. 
-Mamy o czym?- Odwróciłam się w jego stronę kiedy miałam wychodzić. 
Odpowiedziała mi tylko cisza. 
-No właśnie- Powiedziałam. 
-Prosze- mruknął - poświęć mi chociaż 5 minut- Popatrzył na mnie. 
Nadal miał coś takiego, czemu nie mogłam się oprzeć. 
-Ehh no dobrze- wywróciłam oczami i zwinęłam ręce na piersi. 
-Słuchaj ja... przepraszam- schylił głowę.
-Słucham?- Niedowierzałam. -Ty mnie przepraszasz? Po takim czasie, kiedy myślałam,że świat mi runął?- Patrzyłam na niego. 
-Ja cię na prawdę kochałem- Na prawdę nie wierzyłam.
-Ty mnie kochałeś? Chyba bardziej kochałeś .." - nie dokończyłam bo mnie pocałował.

~~~~~~~~~~~~~
Jestem i przychodze do was z imaginem o Zayn'ie! :D 
Tak z innej beczki.. Do anonima który przy moim ostatnim imaginie miał do mnie żale. Słuchaj kolgo/koleżanko. Mam jakieś życie poza internetem. Szkoła w jakimś stopniu też jest ważna. 
Ja rozumiem, ze nie dodaje zbyt często, ale ja nie pogodzę wszystkiego na raz. Wybaczcie. 
Druga część już niedługo. ;* 
Buziaczki Mickey. <3

wtorek, 30 września 2014

Niall.

-Łubudub- Usłyszałam z kuchni. Od razu podniosłam się do pozycji siedzącej.
 Mieszkam z pięcioma wariatami których nie ma w domu, plus moją najlepszą przyjaciółką - [I.T.P], dziewczyną Harrego. Zostałyśmy same, we dwie w domu, ponieważ chłopcy poszli na jakąś próbę ze znajomymi, na którą mi i [I.T.P] nie chciało się iść, więc poszli bez nas. 
Popatrzyłam na zegarek, który wskazywał godzinę 01:30. Dziewczyna Stylesa, na pewno śpi, więc kto to może być? Chłopaki uprzedzali nas, że będą bardzo późno. Szybko wstając z łóżka, ale niezbyt głośno, żeby ten ktoś, kto chodzi po naszej kuchni mnie usłyszał. Schodząc po schodach zorientowałam się, że w razie ataku, osoby z którą mam zaraz się spotkać, nie mam czym się brońić. Obejrzałam sie dookoła, nie znajdując żadnego potrzebnego przedmiotu, Wzięłam głęboki wdech i weszłam do kuchni zapalając światło. 
- [I.T.P]? - Odetchnęłam z ulgą, widząc w kuchni moją przyjaciółkę zamiast jakiegoś bandyty. 
- [T.I]? Dlaczego nie śpisz?- Powiedziała dziewczyna, odwracając się do mnie. 
- O to samo mogę zapytać ciebie. - Powiedziałam, siadając przy stole. -Więc - zrobiłam przerwę przed dokończeniem pytania - Dlaczego nie śpisz?- dokończyłam, kiedy dziewczyna dosiadała się do stołu. 
- Nie mogę spać- Wzruszyła ramionami. -A ty? Dlaczego nie śpisz?- spojrzała na mnie. 
- Cóż, obudziłaś mnie i myślałam, że to jakiś bandyta- Patrzyłam się na nią, na co się zaśmiała. 
-Przepraszam - Wysłała mi uśmiech. 
- Zgaduję, że nie możesz doczekać się kiedy przyjdzie Hazz- Zaczęłam ruszać brwiami, na co dziewczyna się zaśmiała. 
- Czyżby [T.I] [T.N] była zazdrosna? - Podniosła jedną brew, na co mój żołądek przewrócił się o 180 stopni. Jej zwrok mówił "Mam cię".
- Ja? Proszę cię- Powiedziałam na swoją obronę. Machnęłam ręką.
Odwróciłam zwrok. 
- [T.I] Dlaczego mu nie powiesz?- Jej wzrok spoczywał na mnie, 
Gdyby wzrok mógł zabijać, była bym już przez nią martwa.
- Bo nie- Tym razem wbiłam wzrok w swoje ręce. Ciche westchnięcie wydobyło się z ust mojej przyjaciółki. 
Tak to prawda, podkochuję się w Niall'u Horan'ie. W chłopaku, w którym kocha się milion dziewczyn, więc dlaczego miałby wybrać mnie? Niech ciągle myśli, że traktuje go jak przyjaciela i będzie po sprawie. Nie chcę, aby moje głupie uczucie popsuło kontakty między nami. Żałowałabym tego. 
- [T.I] - Wołała [I.T.P] - [T.I]! - Zaczęła machać mi ręką przed oczami. 
Dopiero wtedy wróciłam do rzeczywistości. 
-Przemyśl to- Powiedziała. 
- Kto ma coś przemyśleć?- Usłyszałam tak bardzo mi znajomy głos Zayn'a. 
Podniosłam głowę i uniosłam wzrok w górę. Wpatrywał się we mnie. 
Zaraz za niego wyszli pozostali chłopcy, a [I.T.P] od razu rzuciła się na Styles'a. 
- Coś się stało? - Przemówił tym razem Liam. 
Wzroki wszystkich spoczywały teraz na mojej osobie.
Cholera.
-Nic- Odwróciłam wzrok. 
Przeklnęłam w duchu samą siebie, że na mojej twarzy od razu malowały się uczucia które czuję. 
-Nie okłamuj nas- Powiedział Daddy. 
Pokręciłam tylko głową, po czym poszłam do swojego pokoju. Rzuciłam się na łóżko. Dlaczego to ja zawsze muszę się zakochać w niewłaściwym chłopaku? 
- [T.I] - usłyszałam głos za sobą. 
Od razu zmieniłam pozycję na siedzącą. Popatrzyłam się w górę a w moim gardle zrobiło się słucho. 
Niall usiadł na łóżku. 
-Ja muszę ci coś powiedzieć- Powiedział. 
-Cóż, w sumię ja tak samo- wzruszyłam ramionami. 
-Okey, to na raz, dwa, trzy mówimy jednocześnie. - lekki uśmiech wkradł się na jego twarz. 
- Raz.. dwa.. trzy- Powiedział. 
- Kocham cię. - Powiedzieliśmy równo. 
Jednocześnie popatrzyliśmy się na siebie. 
Moje policzki stały się różowe, a blondyn się tylko uśmiechnął. 
- Miałem ci tego nie mówić, ale chłopaki na mnie naciskali, żebym w końcu to ujawnił - Jego niebieskie oczy, patrzyły się wprost na moje brązowe tęczówki. 
Zaśmiałam się tylko. 
- Co jest takie śmieszne?- Blondyn podniósł brew, co wyglądało komicznie. 
- Cóż, [I.T.P] mówiła mi to samo jakieś pół godziny temu- Tym razem on się uśmiechnął. 
W moim brzuchu pojawiło się stado motyli. 
Ziewnęłam na co Niall zwrócił uwagę. 
- Połóż się spać, widać, że jesteś zmęczona. Poromawiamy o tym jutro- wstał. 
-Właściwie- zaśmiał się - już dzisiaj - na co również się zaśmiałam. 
Wkopałam się pod kołdrę, kiedy chłopak zatrzymał się przy drzwiach. -Zapomniałbym - podszedł do mnie po czym pocałował mnie bardzo namiętnie. 
W końcu zabrakło nam powietrza i chłopak odwerwał się ode mnie. 
- Dobranoc Księżniczko - cmoknął mnie w usta ostatni raz po czym wyszedł z pokoju. 
Zasnęłam, myśląc o chłopaku. Moim chłopaku, 


Ram tam tam wróciłam! 
Cieszycie się? :D 
Piszę do was z mojego upragnionego, nowego laptopa.
Przepraszam was bardzo, za to, że mnie tyle nie było, ale nowa szkoła, gimnazjum i te inne pierdoły.
Lecz jestem! Mówiłam, że się mnie tak szybko nie pozbędziecie. ^^
Co do imagina to powiem, że jest taki trochę (bardzo) nudny. Bardziej chodziło mi o to, żeby wam coś tu wstawić bo niestety braki są. ;o ;c
Dobra, więc pozmieniałam niektóre konta. Dodam je tu, zebyście mogli się ze mną skontaktować. A więc: KLIK ASKKLIK TWITTER (Od teraz, na twitterze, będę was informować, o nowych imaginach).
No dobra, to tyle. Do następnego.
Mickey.