niedziela, 14 czerwca 2015

.

HEJ!
Pewnie zawiedliście się kiedy zobaczyliście, że to jednak nie imagin, ale w ramach rekompensaty chciałam wam podać linka do mojego opowiadania na wattpadzie! :)
KLIKLIKLIKLIKLIKLIKLIKLIK

Mam nadzieje, że się spodoba:)
Mickey.

niedziela, 24 maja 2015

Pożegnanie :(

Odwlekałam to już bardzo długo, aż za długo... Chciałam odejść dając Wam ten ostatni imagin, ale coś mi nie wyszło. Ogólnie ostatnio nie jestem w stanie napisać niczego. Moja obecność na tym blogu jest już bezsensowna. Było mi miło, że mogłam tutaj z wami być, nawet jeśli raczej krótko. Chciałam, aby blog znowu tętnił życiem, ale to także mi nie wyszło. :c 
No cóż... po prostu cześć! 
Jeśli jednak ktoś byłby zainteresowany innymi moimi pracami, to serdecznie zapraszam na moją podstronę --> by-koneko.blogspot.com. :)
Koneko

niedziela, 10 maja 2015

#Niall

Taniec to coś co kocham. To całe moje życie. Bez tego nie da się żyć. A to, że taniec jest moją pasją wiem tylko ja i Ellie moja przyjaciółka. Nikt poza tym. Może mój brat, ale jego to bynajmniej nie obchodzi. W szkole praktycznie nikt się mną nie interesuje, chociaż są wyjątki, bo są osoby które śmieją się ze mnie, bo nie chodzę na szpilkach czy w sukienkach.
-[T.I] obudź się- Powiedziała Ellie, kiedy szłyśmy przez szkolny korytarz.
-Co?- Zamrugałam oczami odwracając się do niej.
-Słuchałaś mnie w ogóle?- Powiedziała blond dziewczyna.
-Nie, przepraszam- Powiedziałam, na co dziewczyna westchnęła.
-Oho, idą nasze dwie ulubienice- Krzyknął głos koło nas. Nie musiałam się odwracać, żeby zobaczyć kto to. Niall Horan. Dupek który udaje się za najlepszego w szkole, ale mogę przyznać, że on świetnie tańczy. Ale wracając do bycia dupkiem, jego koledzy są tacy sami.
 Popatrzyłam się na niego i jego 'grupe'.
 -Kiedy odpuścisz?- popatrzyłam się na niego. - Bo wiesz, mnie to nie rusza, a wręcz irytuje- powiedziałam od niechcenia.
Nic nie odpowiedział, tylko się zaśmiał. Nie wytrzymałam.
-Czego ode mnie chcesz?- Zapytałam już nieco zdenerwowana.
-Cóż- powiedział, zeskakując z parapetu, na którym właśnie siedział. - Pokaż mi coś, w czym jesteś dobra przez co przestane cię dręczyć- Podszedł bliżej.
-Czekaj- powiedziałam. - Mam ci pokazać coś, w czym jestem dobra przez co przestaniesz zwracać na mnie jaką kolwiek uwagę? Chodzi ci o taką *bitwę pomiędzy tobą a mną?- podniosłam brew.
-Tak, właśnie o to mi chodzi- Przewrócił oczami.
-Okej- Wzruszyłam ramionami. -Sądzę, że możemy zatańczyć- powiedziałam, przez co wybuchli śmiechem.
Zmarszczyłam brwi.
-Coś nie tak?- Skrzyżowałam ręce na piersi.
-Jesteś tego pewna- Powiedział, nadal rozbawiony.
-Oczywiście- Powiedziałam zirytowana.
-Okej, więc dzisiaj po szkole, na sali gimnastycznej. Pasuje ci księżniczko?- Ten jego głupkowaty uśmieszek nie ustępował, a ja stałam się bardziej zirytowana niż wcześniej, ponieważ nie cierpię jak ktoś nazywa mnie księżniczką.
Pomachałam głową, na tak, a ten poklepał moje ramie i poszedł.
-Wkopałaś się- Powiedziała Ellie, podchodząc do mnie. Wzruszyłam ramionami.
Poszłyśmy na kolejną lekcje.

~**~

Kiedy weszłam na sale gimnastyczną po skończonych zajęciach, jak to ustaliliśmy...Cóż Niall ustalił, widok mnie zaskoczył, bo co najmniej była tu połowa szkoły, ale po chwili zdałam sobie sprawę, że przyszli tu oglądać Niall'a, ponieważ oczywiście.
Kiedy zauważyłam znaną mi blondynkę, podeszłam do niej.
-Wszyscy są, ale nie ma Niall'a i jego bandy- Powiedziała, kiedy mnie zobaczyła.
Wierne fanki się zjawiły, ale nigdzie nie ma blondyna. Oh, czyżby się wycofał?
Kiedy usłyszałam piski, wiedziałam już, że przyszedł. Nie myliłam się, kiedy zobaczyłam go, idącego z Harry'm, Zayn'em, Louis'em, Liam'em i Jake'm, Kiedy mnie zobaczył, podszedł do mnie (o dziwo sam) i jego cholernie denerwujący uśmieszek pojawił się na jego twarzy.
-Gotowa księżniczko?- Podniósł brew.
Przysięgam, że w chwili kiedy po raz kolejny powiedział do mnie 'Księżniczko' zaczęło się we mnie gotować.
-Kto pierwszy?- Zapytałam, nie odpowiadając na jego pytanie.
-Zacznę, a ty w tym czasie pomyśl sobie, jak zatańczyć żeby nie zostać pośmiewiskiem- skończył przemawiać, po czym mrugnął do mnie i wyszedł na 'parkiet'.
Żebyś się nie zdziwił.
Zaczęła lecieć piosenka, której kompletnie nie znam, ale jest dość dobra, a Niall zaczął tańczyć, na co dziewczyny wzdychały.
-Jesteś od niego lepsza- Powiedziała Ellie, na co się uśmiechnęłam.
Kiedy piosenka się skończyły, wszyscy (z wyjątkiem mnie i mojej przyjaciółki) zaczęli klaskać. Chłopak strzelił mi spojrzenie Nie wiesz z kim zadzierasz po czym poszedł do swoich kumpli.
Ellie poklepała mnie po ramieniu, na znak, że jest ze mną. Poszłam na środek.
Zaczęłam tańczyć, kiedy zaczęła się piosenka Beyonce i Jay-Z a ja zaczęłam dawać z siebie wszystko i czułam zdziwiony wzrok wszystkich. Kiedy skończyłam, o dziwo mi też zaczęli klaskać, a cała ekipa Niall'a miała otwarte buzie.
1:0 Palancie.
Ponieważ mieliśmy zatanczyc po dwa razy, kolejny raz zaczęłam ja a potem Niall. Nas oboje obdarzyli brawami, a na moje zdziwienie, kilka osób do mnie podeszło i pogratulowało wspaniałego występu. Kiedy wszyscy z sali już wyszli (w tym Ellie która musiała odebrać brata z przedszkola) zaczęłam zakładać bluze i szykować się do wyjścia.
-Jestem pod wrażeniem- Usłyszałam za swoimi plecami, a kiedy odwróciłam się, zobaczyłam Niall'a, opierającego się o framuge drzwi, z rękami skrzyżowanymi na piersi i wpatrującego się we mnie.
-Emm.. dzięki?- Powiedziałam, unosząc brwi, ponieważ Niall Horan jest pod wrażeniem (czujecie tą ironie?)
-Mówię serio, nie wiedziałem, że tyle potrafisz. - Zaczął do mnie podchodzić. - I.. no.. słuchaj przepraszam, że z ciebie żartowałem i śmiałem.- Podrapał się w tył głowy, a ja jestem teraz ekstremalnie pod wrażeniem, bo ktoś taki jaki jak on jednak umie przepraszać?
- To co? Rozejm?- Uśmiechnął się do mnie i wyciągnął rękę abym w nią przybiła.
Uśmiechnęłam się.
-Rozejm- Przybiłam w jego rękę.

---------------------------------------

* Jak ktoś oglądał 'Step Up' to właśnie chodzi mi o taką bitwę taneczną.

HEEEEJ!
Tęskniliście? B)
Stwierdziłam, że za bardzo przywiązałam się do tego bloga, a jeżeli poświęcam czas na zmiany na moim blogu, to dla was też mogę, a wszystko w szkole sobie na spokojnie zdam.
Następnym razem, jak przyjdzie mi na myśl zostawienie was, to niech ktoś mnie porządnie uderzy.
Będę z wami aż do śmierci!
Czyli wtedy kiedy mama odetnie mi internet. 

Komentujemy kochani

Najbardziej Love
Mickey



piątek, 17 kwietnia 2015

Informacja

Cześć!
Więc na sam początek przepraszam was, że to nie jest imagin, które nie pojawiały się tak regularnie, jak pisałam o tym na początku. Jest mi z tego powodu bardzo przykro.
Dlatego podjęłam decyzje, że zrezygnuje z pisania imaginów.
Wiem, że szkoła nie jest wytłumaczeniem, ale chyba zrozumiecie mnie, że jestem już w gimnazjum i dodali mi troche więcej przedmiotów i musze się troche więcej postarać, żeby zdać do następnej klasy, wracam do domu o godzinie 15, całkowicie zmęczona,  dlatego też zbytnio nie miałam pomysłów na imaginy. Wiem, że was zawiodłam i mam nadzieje, ze mi wybaczycie.
Nic jednak nie obiecuje, ale moge wznowić pisanie jak zaczną się wakacje, jeżeli tego chcecie.

Kocham Was,
Mickey.

sobota, 4 kwietnia 2015

#Louis

Wzięłam głęboki oddech i zapukałam do drzwi.
-[T.I]? Co się stało? Dlaczego płaczesz?- Pytania mojej siostry doszły do moich uszu, kiedy niebieskooka otworzyła drzwi. 
Nie odpowiedziałam. Nie mam na to siły. Spojrzałam w dół, na swoje nogi, które stały się interesujące. 
-Chodź- usłyszałam. Popatrzyłam się na dziewczyne, która ciągnęła mnie za rękę do środka. Usiadłam przy stole w salonie. 
-Teraz mów co się stało- Zarządała, kiedy postawiła kubek gorącej herbaty przed moim nosem. 
-Pokłóciłam się z Louisem- Powiedziałam, na co dziewczyna westchnęła. 
-O co poszło?- Zapytała.
 Zaczęłam jej opowiadać o sprzedce która miała miejsce pół godziny temu. 
-I tylko tyle?- Odezwała się, kiedy skończyłam. 
-Tak. Ostatnio często się kłócimy o takie drobnostki- Wzruszyłam ramionami. -Myślę, że to koniec- Schowałam twarz w dłonie. 
Ja nie chce się z nim rozstawać. Kocham go jak nikogo innego. A jeżeli to nie wystarczy?
-Ej mała, spójrz na mnie- Blondynka złapała mnie za rękę. Popatrzyłam się na nią.
-Dacie rade. Nie takie coś już przeszliście- Uśmiechnęła się lekko. 
-Wątpie, że to wszystko naprawi- Westchnęłam. 
Po pół godzinnej rozmowie, zaczęłam zbierać się do "domu". 
Tak mieszkam z Louisem i rozwarzam, czy po powrocie nie zacząć się pakować. 
-Zadzwoń, jeżeli wszystko już będzie okej- Powiedziała moja siostra, kiedy opuszczałam jej mieszkanie. Na odpowiedź tylko pokiwałam głową. 

Kiedy wróciłam do domu. Było cicho. Za cicho. 
Ściągnęłam buty i weszłam do salonu. Zastałam Louisa siedzącego na kanapie z twarzą schowaną w dłoniach. Kiedy usłyszał mnie podniósł głowe i po chwili wstał. Zaczął do mnie podchodzić. 
-Louis prosze- Wyciągnęłam przed siebie ręce aby nie podchodził bliżej, bo się znowu rozpłacze. 
Ominęłam chłopaka który stał jak wyryty po czym skierowałam się do sypialni. Usiadłam na łóżku, kompletnie bezradna. Nie wiedziałam co robić. Nagle do pomieszczenia wparował Louis. Nie zwróciłam na niego uwagi. Po prostu wpatrywałam się w podłoge. Nagle chłopak uklęknął przede mną i położył swoje ręce na moich kolanach. 
-Przepraszam cię- Powiedział, wpatrując się we mnie.
-Louis- Popatrzyłam się na niego. -To nie chodzi tylko o to kłótnie, My się coraz częściej kłócimy. Boje się czy damy sobię dalej rade- Powiedziałam cicho. 
-Czy ty.. chcesz skończyć nasz związek?- Zapytał. Obawę było widać w jego oczach.
-Nie chce. Za bardzo cię kocham- westchnęłam.
-Prosze daj mi kolejną szanse.- Mówił, cały czas patrząc się mi w oczy.
-Boje się, że to sie popsuje- Schyliłam głowe.
-Ej- podniósł mój podbrudek, tak abym się na niego popatrzyła. - Nie pozwole na to, rozumiesz?- patrzył się na mnie tymi swoimi hipnotyzującymi oczami.
-Obiecujesz?- spytałam.
-Obiecuje- odpowiedział.
-W takim razie okej- powiedziałam. Nie powiedziałam już nic więcej, bo wbił się w moje usta.

  -----------------------------------------------------
Nie czytajcie tego, to jest beznadziejne ._.
Kto spędza ze mną moją hot 14, która będzie za 14 dni? B)
Pewnie nikt hahaaha
Jeszcze jedno
ŻYCZE WAM WSZYSTKIM MOKREGO DYNGUSA, WESOŁEGO JAJKA I ŻEBYŚ CIĘ TEN CZAS SPĘDZILI Z RODZINĄ I W OGÓLE KC

Mickey 

czwartek, 12 marca 2015

#Liam

-Cześć Liam- Uśmiechnęłam się do kamerki internetowej.
-Cześć Księżniczko- odpowiedział także się uśmiechając.
Liama poznałam przez internet. Przyjaźnimy się już od 2 lat. Zaczęło się od zwykłego czatu, a skończyło się na Skype, dzwonienie do siebie i sms'owanie. Można też powiedzieć, że Liam zaczął mi się podobać. Nie chodzi tu wyłącznie o wygląd, ale i o charakter. Jest taki jeden problem. Nigdy nie widzieliśmy się w realnym świecie. Liam mieszka w Nowym Jorku, a ja w Londynie. Utrzymujemy wyłącznie wirtualny kontakt.
-Mam dla ciebie wiadomość- Powiedział chłopak, po chwili rozmowy.
-Czy mam się bać?- Zapytałam, udając zaniepokojoną.
-To zależy- Chytry uśmieszek wkradł się mu na twarz.
-No dalej, mów- Przewróciłam oczami, zmieniając pozycje z siedzącej na leżącą.
-No więc...- Zaczął.
-Więc?- Podniosłam jedną brew do góry.
-Przeprowadzam się do Londynu- ukazał rząd zębów.
Otworzyłam szerzej oczy i rozchyliłam lekko usta w zdziwieniu. Moje serce na chwile przestało bić. Znowu zmieniłam pozycje na siedzącą.
-Ale..- Zaczęłam. Ale.. jak to?- Dalej byłam w szkoku.
Chłopakowi zrzędła mina.
-Nie cieszysz się?- powiedział lekko ściszonym głosem.
-Żartujesz?- Nie kontrolując, wrzasnęłam.
Na jego twarzy znowu pojawił się uśmiech.
-Jesteś głupi skoro tak myślałeś- Znowu się odezwałam chichocząc. -Nareszcie się zobaczymy- odwróciłam wzrok.
-Nareszcie- Powtórzył za mną. -Nie chcesz dowiedzieć się kiedy?- Teraz on podniósł brew.
-Oczywiście, że tak- Znowu wrzasnęłam.
-Dobra, dobra, ale nie drzyj się tak- Zaczął się śmiać.
-W przyszłym tygodniu będę już w Londynie- mrugnął do mnie.
-Naprawdę?!- Otworzyłam szerzej oczy. -To świetnie!- Uśmiechnęłam się, skacząc po łóżku.

-Dobranoc, Księżniczko- Powiedział na pożegnanie Payne.
-Dobranoc- Udałam, że wysyłam całusa do kamerki.
Na tym skończyła się nasza rozmowa. Zatrzasnęłam klapę od laptopa i odłożyłam go na łóżko.
Uśmiechałam się pod nosem, ponieważ cholera, w końcu go zobacze.
Poszłam do łazienki wykonując rutynowe czynności. Zasnęłam z uśmiechem na twarzy, wiedząc, że w końcu zobacze swojego anioła.

-Gdzie jesteś- Powiedziałam do odbiorcy po drugiej stronie telefonu, obkręcając się.
Dzisiaj pierwszy raz spotkam Liama. Kłamałabym mówiąc, że nie jestem zestresowana.
-Niedaleko ciebie, obróć się- Zrobiłam tak, jak powiedział mi chłopak. Zobaczyłam go. Szedł w moją stronę.
Nawet nie wiem kiedy, ale zaczęłam biec. Kiedy byłam już praktycznie przy nim, rozpędziłam się i wskoczyłam na niego. obiął mnie, tak abym nie spadła, mocno do siebie przytulając.
-A więc miło cię poznać w realu- zaczęłam się śmiać.
-Nareszcie cię widze- przytulił jeszcze ciaśniej, co spowodowało, że zabrakło mi tchu.
-Już się bez ciebie nigdzie nie ruszam- szepnął mi do ucha, na co się uśmiechnęłam.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

CZEŚĆ!
Kto tęsknił haha?
Dzisiaj taki króciutki imagin dla was z mojej strony. Należy wam się, bo dawno mnie nie było. Byłby o wiele wcześniej, ale mój kochany braciszek, zapodział gdzieś modem internetowy. Przez ten czas, mój pusty zeszyt stał się pełen imaginów, więc najprawdopodobniej w najbliższym czasie, będziecie mieli mnie dość :D
W ogóle to zapraszam was na mojego bloga jakby ktoś chciał C:

#BigLove Mickey ^^


środa, 21 stycznia 2015

#Harry cz. 1

- [T.I] patrz, ten blondyn cały czas się na ciebie patrzy! - powiedziała Natalie, siedząc obok mnie przy basenie, mocząc w nim nogi.
- Wpadłaś mu w oko - dopowiedziała Shae.
- Wydaje wam się - odpowiedziałam z uśmiechem na twarzy.
Jest letni, sobotni wieczór - właściwie noc - a ja siedze na imprezie. Przyszłam tu z moją przyjaciółką [I.T.P], która jest także moją współlokatorką, ale pokłóciłam się z nią, więc ona siedzi ze swoim chłopakiem i jego kolegami - tak, wspominam tutaj też o tym przesłodkim blondynie - siedząc na trawie pijąc piwo, kiedy ja siedze z moimi znajomymi przy basenie na przeciwko ich, mocząc nogi. Właściwie, Natalie i Shae je moczą, a ja siedze po turecku.
- Dlaczego nie odzywasz się z [I.T.P]? - Zapytała Shae, patrząc się na mnie tymi swoimi niebieskimi oczami. Westchnęłam.
- Pokłóciłyśmy się - powiedziałam. - Nic poważnego - dopowiedziałam, po chwili przerwy.
- Czyż on nie jest uroczy? - Zaczęła Natalie, patrząc się na blondyna.
- Jest - odpowiedziała Natalie. - I widocznie leci na [T.I] - blondynka patrzyła na mnie, ruszając brwiami.
Przewróciłam oczami. Popatrzyłam się na chłopaka, który patrzył na mnie. Szybko odwróciłam wzrok, rumieniąc się.
- [T.I]? - Zaczęła Shae poważnym tonem. - Czy to nie jest Harry? - dokończyła.
Moje oczy natychmiast się rozszerzyły na wypowiedziane imię. Zaczęłam szukać wzrokiem osoby, o której chwile temu, wspomniała brunetka. Nagle odnalazłam go. Witał się z jakimiś osobami.
- Cholera - powiedziałam w panice, podnosząc się. - Muszę iść - dokończyłam kiedy się podniosłam.
Nie czekałam aż odpowiedzą. Zaczęłam biec w kierunku mojej przyjaciółki. Kiedy dotarłam na miejsce w którym aktualnie przebywała, szybko klęknęłam i znajdowałam się na wysokości jej twarzy.
- Daj mi kluczyki do samochodu - mówiłam niemal błagalnie.
- Dlaczego? Co się stało? - zaczęła pytać. Zdziwienie miała niemalże wymalowane na twarzy.
- Powiem ci w domu, a teraz daj mi te kluczyki - mówiłam, a zdenerwowanie wzięło górę.
Z kieszeni wyciągnęła klucze. Kiedy miała już mi je dać, niemal wyrwałam je z jej rąk po czym wstałam i złapałam moją torbę, którą mi pilnowała. Zaczęłam iść - jeżeli nie biec - a w między czasie szukałam tego właściwego klucza, żeby nie tracić czasu na szukanie go przy aucie. Podniosłam głowę i gwałtownie stanęłam.
10 metrów dalej, stała dobrze znana mi wysoka osoba, o lokowatych włosach i zielonych oczach.  Osoba, przed którą uciekłam. Przez głowe przelatywał mi moment w którym zaczęłam się go bać.


Przyparł mnie do ściany i złapał za nadgarstki. Zawsze patrzył na mnie z góry. W końcu był wyższy o głowe. 
- Harry - niemalże błagałam. - Proszę, puść mnie - łkałam patrząc w jego hipnotyzujące, zielone tęczówki. 
- Co to miało być? - warknął. 
- Ja go tylko przytuliłam, jest tylko moim przyjacielem - powiedziałam, a łza spłynęła po moim policzku. 
- Nie zapominaj, że jesteś moją dziewczyną - warknął jeszcze głośniej, a jego jasno zielone oczy, stały się ciemne. 
Puścił mnie i wyszedł z naszej sypialni, a ja zjechałam plecami w dól. Kiedy dotknęłam podłogi, kolana podciągnęłam pod brode i zaczęłam płakać.


Wpatrywał się we mnie. Rozpoznał mnie. No tak, jak miał mnie nie rozpoznać?
Nie bądź głupia [T.I]. Mysłałaś, że jak zafarbujesz włosy na niebiesko to cię nie rozpozna? Szczególnie po jedynie 4 miesiącach?
Kiedy otknęłam się, odwróciłam się w przeciwnym kierunku i zaczęłam biec. Biegłam w kierunku zaparkowanego auta. Kiedy dotarłam już do niego, szybko go otworzyłam, po czym usiadłam na miejsce kierowcy i nie oglądając się za siebie, wcisnęłam pedał gazu. Kierowałam się wprost do mieszkania mojego i [I.T.P]. Zatrzymałam się na czerwonym świetle kiedy nagle, w kieszeni moich ogrodniczek zawibrował telefon, informując mnie o przychodzącej wiadomości. Wyciągnęłam go, odblokowałam po czym spojrzałam na wiadomość. Była od [I.T.P].

OD [I.T.P]: Co się dzieje?

DO [I.T.P]: Znalazł mnie. 

OD [I.T.P]: Kto?

DO [I.T.P]: Harry. 


==========================

Hej Miśki!
Pisze do was o 05:25!
Kiedy tak wymyślałam sobie historie które nigdy się nie zdarzą, nagle wpadłam na genialny pomysł na imagina. Napisać go łatwo. Trudniej dostać się po laptopa którego zostawiłam w salonie, myśląc, że w nocy nie będzie mi potrzebny. Trzeba go było jakoś przemycić do mojego pokoju, ale musiałam uważać, na "przeszkody" bo zawsze się o coś potykam.
Co do imagina, podoba wam się? To jeszcze nie koniec, ha! :D
Mogę liczyć na komentarze z waszej strony? :)
Poza tym macie jakieś postanowienia noworoczne?
Miałam się o to zapytać w tamtym imaginie, ale jak zwykle o najważniejszym zapomniałam ;_;  
Ja obiecałam sobie, że jakoś od kwietnia, kiedy skończe 14 lat, zaczne zabawę z vlogowaniem i założę swój kanał na youtube. Wątpie w to bardzo, ale czemu nie spróbować? haha. :D
Zostawiam wam imagina do czytania, a ja idę spać. Zaczynam widzieć już podwójnie. Dziękuję, że mam ferie i nie musze wstawać do szkoły. <'3 

#BigLove Mickey.

*Edit: Napisałam "wsiadła na miejsce pasażera". Brawo Asia. Na pewno daleko byś zajechała siedząc na miejscu pasażera. (y)

wtorek, 20 stycznia 2015

#Niall - if you love me

- Wyjeżdżam - oznajmił, siedząc na łóżku, naprzeciw niej.
- Jak to? - Dziewczyna spojrzała na niego zdziwiona i... przerażona.
- Muszę, Naya.
- A-ale... ale... obiecałeś, że mnie nie zostawisz! Niall... - Mówiła drżącym głosem, nawet nie powstrzymując łez. - Mówiłeś, że zawsze będziesz ze mną i dla mnie! I że nie odejdziesz! - Krzyczała.
- Naya, spokojnie, kochanie... Przecież wrócę - tłumaczył Niall, starając się być spokojnym, podczas gdy prawda była taka, że jego serce krajało się na widok jej płaczącej.
- Kochasz mnie? - Spytała, wycierając łzy z policzków.
- Oczywiście - odpowiedział pewnie, łapiąc ją za dłoń.
- Więc mi to udowodnij... - Powiedziała cicho, odwracając wzrok. - Udowodnij, że mnie kochasz i nie opuścisz i... i... i że wrócisz!- Pociągnęła nosem i z powrotem zaniosła się płaczem.
Niall patrzył na to z rezerwą, nie do końca wiedząc, jak się zachować. I gdyby nie ta sytuacja... gdyby nie fakt, że musiał wyjechać z miasta na jakiś czas... mógłby te słowa potraktować w nieco inny sposób. Objął więc ramionami swoją dziewczynę i gładząc dłonią jej plecy, odezwał się cicho, wprost do jej ucha.
- Kocham cię jak wariat i nie wyobrażam sobie, że mogłoby być inaczej... i chyba nie zniósłbym myśli, że miałoby cię nie być ze mną, a to, że będę daleko, jest dla mnie...
- Przestań! - Krzyknęła i odsunęła się. - To tylko głupie, cholerne i nic nieznaczące słowa! - Poczuł się urażony jej wyznaniem. - Pokaż mi, jak mnie kochasz... - Wyszeptała, a po jej policzkach spływały co raz to kolejne łzy.
- Naya, ja... Czy ty jesteś pewna? Bo ja... Ja chciałem, żeby to było w odpowiednim czasie, wtedy, kiedy będziesz na to gotowa. Nie chciałem naciskać. Ja mogę poczekać - mówił spokojnie.
- Chcę tego, Ni. Ty mnie nawet nigdy nie dotknąłeś w ten sposób... Zupełnie jakbyś się mnie brzydził... jakbyś nie chciał ze mną....
- Chcę - przerwał jej. - Nawet nie wiesz, jak bardzo. Ale chciałem poczekać na ten idealny moment! - Sfrustrowany włożył palce między swoje blond włosy i zaczął za nie pociągać.
- Zrobisz to? - Naya zadała pytanie drżącym głosem.
Nie odpowiedział.
Wyciągnął dłoń w stronę jej twarzy i starł łzy, które wciąż się tam znajdowały. Drżała pod jego dotykiem. Nie chciał tego robić, chciał poczekać na odpowiedni moment. Ale jeśli tego właśnie chciała... Jeśli to miał być jedyny sposób, aby pokazać jej, jak bardzo ją kocha…
Usiadł bliżej niej i pocałował w policzek. Potem w czubek nosa, czoło, drugi policzek, w szczękę. A na koniec w usta. Najmocniej jak potrafił. Najlepiej jak umiał. Z największym uczuciem, na jakie było go stać.
Nie, nie mógł tego zrobić. Tak bardzo nie chciał jej skrzywdzić. Chciał, aby była w stu procentach pewna. Aby wiedziała, co robi. Teraz była za bardzo rozdarta. Zbyt wiele emocji w niej było. Nie. Nie zrobi tego, a Naya gdy tylko się opamięta – doceni to i będzie widziała, jak bardzo Niall ją kocha. 


~•~
Planowałam imagina z Harrym, ale jakoś ciężko mi on idzie, bo tak na spontana go zaczęłam i nie mam żadnego ambitnego planu, więc takim oto sposobem dałam wam Nialla, którego napisałam jakiś czas temu. Bardzo lubię tę pracę. A wy co o niej myślicie? 
Czekam na komentarze :)
Koneko

PS. Może macie jakieś specjalne prośby o kim lub o czym chcielibyście przeczytać kolejnego imagina? Coś słodkiego, smutnego, zboczonego, z Niallem, Louisem, może ktoś chciałby fantasy? Napiszcie, jeśli ktoś by coś chciał i podpiszcie się, być może ktoś niedługo dostanie dedykację :)

czwartek, 8 stycznia 2015

#Zayn

Wsiadając do autobusu który miał zawieść mnie do szkoły, odplątywałam słuchawki. Kiedy usiadłam na wolne miejsca, wygodnie oparłam się o szybę, a nogi zgięłam w pół. Kiedy włączyłam muzykę, na miejsce na przeciwko mnie usiadł chłopak o ciemnych włosach.
 Kiedy przyłapałam siebie samą na patrzeniu na niego, on musiał też to zauważyć, bo szeroko się do mnie uśmiechnął, ukazując rząd swoich równych, śnieżnobiałych zębów. Rówież się uśmiechnęłam, po czym odwróciłam wzrok. Cholera.
Zanim się obejrzałam, autobus zatrzymał się tuż przed szkołą. Kiedy wychodziłam, nieznany chłopak, przepuścił mnie, abym poszła pierwsza. Zarumieniłam się.
Cały dzień w szkole myślałam o nim, a w głowie ciągle pokazywał mi się jego uśmiech.

- [T.I]!- Wołała mnie moja mama z dołu.
- Już idę mamo!- Odkrzyknęłam, blokując ekran telefonu.
Wstałam z łóżka, po czym zbiegłam na dół.
- Coś się stało?- Zapytałam, kiedy weszłam do kuchni, patrząc na moją rodzicielkę, która stała przy garkach coś gotując. Spojrzała na mnie.
- Oh chciałam cię poprosić, abyś poszła do sklepu, bo potrzebuję kilku rzeczy- uśmiechnęła się do mnie.
- Cóż, okey - Wzruszyłam ramionami.
Poszłam do przedpokoju, aby założyć buty i kurtkę. Kiedy skończyłam nakładać czapkę, mama weszła do pomieszczenia z pieniędzmi i jakąś kartką w ręką. Myślę, że to była moja lista zakupów.
- Więc tu masz pieniądze, a tu masz listę co masz kupić. Jeżeli zostanie jakaś reszta, zatrzymaj ją - Uśmiechnęła się do mnie wręczając mi karkę razem z pieniędzmi, po czym z powrotem weszła do kuchni.
Schowałam pieniądze do kieszeni, upewniając się, że nie wypadną mi po drodze, po czym wyszłam z domu.
Supermarket był 20 minut drogi, od mojego domu.
Wyciągnęłam z kieszeni słuchawki, włożyłam je do uszu po czym podłączyłam je do telefonu, puszczając najczęściej odtwarzaną playliste.
Po jakimś czasie, trafiłam na miejsce.
Wchodząc do środka, ściągnęłam z uszu słuchawki, chowając je z powrotem do kieszeni. Zaraz po tym wyciągnęłam z kieszeni kartkę z listą produktów które musze kupić. Spojrzałam na nią.
- Przyprawa - przeczytałam na głos, po czym podniosłam głowę i zaczęłam rozglądać się za regałem poświęcony różnego rodzaju przyprawą.
Kiedy dotarłam do regału, zawibrował telefon w mojej kieszeni, informując mnie, że dostałam wiadomość. Stanęłam, wyciągając telefon.
Sprawdzając ją i idąc w tym samym czasie, nagle poczułam jak ktoś we mnie wszedł.
- Przepraszam - usłyszałam. - Nie zauważyłem cię - powiedział ktoś, a ja podniosłam głowę. Ujżałam tego samego chłopaka, którego widziałam dzisiaj w autobusie.
Miał telefon w ręcę, więc prawdopodobnie nie patrzył przed siebie.
- Nic się nie stało. - Uśmiechnęłam się, wzruszając ramionami.
- Zayn - wyciągnął do mnie rękę, również się uśmiechając.
A więc masz na imię Zayn. 
- [T.I] - uścisnęłam ją.
- Więc w ramach rekompenstaty, pozwolisz, że odprowadzę cię do domu? - Stał wpatrując się we mnie.
- Czemu nie? - Po raz kolejny wzruszyłam ramionami. - Ale najpierw musze kupić rzeczy, po które wysłała mnie mama - powiedziałam po chwili.
- Nie ma sprawy. Moja mama też wysłała mnie po zakupy - zaśmiał się.
Chodziliśmy trochę czasu po sklepie szukając produktów, przy czym rozmawialiśmy jakbyśmy się znali jakiś czas.
Po zapłaceniu za zakupy wyszliśmy ze sklepu, a od razu opatulił nas zimny wiatr.
- Mój dom jest w tamtą stronę - wskazałam palcem.
Zayn parsknął śmiechem. Uniosłam jedną brew.
- Co jest takiego śmiesznego? - wpatrywałam się w niego.
- Cóóóż - zaczął - wiem gdzie mieszkasz - popatrzył na mnie.
Stałam tak chwile patrząc na niego, kiedy mój umysł przetwarzał to co właśnie powiedział chłopak.
- Jak to? - zapytałam, dalej się w niego wpatrując.
- Jesteśmy sąsiadami - powiedział - mieszkam na przeciwko - uśmiechnął się.
Znowu ten piękny uśmiech. 
Zamrugałam kilka razy, otwierając szerzej oczy.
- Naprawdę? - powiedziałam, rumieniąc się.
- Tak - kiwnął głową. - Idziemy? - Zapytał.
Wtedy zorientowałam się, że stoimy na środku chodnika.
- Jasne - burknęłam zażenowana.
[T.I], dlaczego musisz być taką idiotką?
Przez jakiś czas szliśmy w ciszy, kiedy czarnowłosy opowiedział kawał, a ja parsknęłam śmiechem. Reszte drogi rozmawialiśmy tak jak w sklepie.
- Cóż - tym razem ja zaczęłam - jesteśmy już na miejscu - rozglądnęłam się po znanej mi ulicy.
Podeszliśmy pod moje drzwi.
- A więc dobranoc? - odezwał się po krótkiej ciszy.
- Dobranoc? - popatrzyłam na niego. - Przecież jest dopiero 18 - dokończyłam.
- Była jakieś dwie godziny temu - popatrzył się na mnie.
Wyciągnęłam telefon, po czym spojrzałam na ekran. Była 19:50.
- Oh - to było jedyne co powiedziałam. Zayn zaśmiał się.
- Dobranoc - powtórzył, po czym odwrócił się i zaczął iść w kierunku swojego domu.
-Dobranoc - powiedziałam jakby do siebie.
Westchnęłam po czym weszłam do domu.
- Wróciłam! - krzyknęłam, po czym weszłam do kuchni, zostawiając na blacie zakupy, po czym skierowałam się w stronę mojego pokoju.

Miesiąc później.

- [T.I] wstawaj! spóźnisz się do szkoły! - mówiła moja mama, odsłaniając w moim pokoju rolety.
- Już wstaje - powiedziałam, przerwacając się na drugi bok.
- To szybko, śniadanie już na ciebie czeka - podeszła do mojego łóżka po czym pochyliła się i  pocałowała mnie w czoło i wyszła z pokoju.
 Podniosłam się do pozycji siedzącej i przetarłam oczy. Rozejrzałam się dookoła i zeszłam z łóżka.
Wykonałam poranne czynności, po czym wzięłam plecak z fotela i zeszłam na dół.
Zastałam tam moją mame, tate i mojego młodszego brata.
- Siadaj - powiedział mój tata i wskazał na krzesło.
Usiadłam i zaczęłam jeść. Kiedy skończyłam, zeszłam z krzesła i zaniosłam talerz do zmywarki. Kiedy wróciłam, poszłam do przedpokoju i założyłam buty i czapkę. Kiedy już dopinałam moją kurtkę, moi rodzice i brat zaczęli już wychodzić. Powtórzyłam ich ruch i wyszłam z domu oraz wsiadłam do auta.
Droga do szkoły była taka sama jak zawsze - mianowicie cała była zapełniona paplaniną pomiędzy nami.
Kiedy tata podjechał pod szkołę wyszłam z samochodu i odwróciłam się, żeby im pomachać. Zrobili to samo po czym odjechali. Odwróciłam się w kierunku szkoły i zaczęłam iść.
Jak weszłam do budynku od razu skierowałam się w stronę mojej szafki, aby schować kurtkę. Kiedy to zrobiłam i zamknęłam szafkę, zobaczyłam Zayn'a opierającego się o nie. Podskoczyłam ze strachu.
- Hej [T.I] - powiedział uśmiechając się do mnie promiennie.
- Cześć Zayn - odpowiedziałam patrząc się na niego, a w brzuchu czułam stado motyli.
Od tego czasu, kiedy zderzyliśmy się w sklepie spędzamy ze sobą dużo czasu. Albo on przychodzi do mnie, albo ja do niego, albo idziemy na miasto. Gadamy tyle, że trudno nas uciszyć. Ugh.. od tamtego czasu się trochę bardzo  w nim zakochałam, ale to jest nie ważne.
- Ile masz dzisiaj lekcji? - zapytał, zakładając ręce na klatce piersiowej.
- 7 a ty? - odpowiedziałam, poprawiając torbę na ramieniu.
- 6 - powiedział, kiedy zaczęliśmy iść pod sale gdzie miały się odbywać moje zajęcia.
- Odbiorę cię po twoich zajęciach, bo chce cię gdzieś zabrać ok? - zapytał niepewny.
Był trochę zmieszany,  a ja, gdzieś tam skakałam z radości.
- Nie ma sprawy - wzruszyłam ramionami.
Jego twarz mówiła, jakby odetchnął z ulgą.
- Cóż, więc do zobaczenia - pomachał mi, po czym odszedł.
Dziwne.

Wychodząc ze szkoły, zobaczyłam Zayn'a, opartego o samochód. Kiedy mnie zauważył uśmiechnął się i zaczął do mnie machać.
- Cześć! - powiedział - wsiadaj.
Wsiadłam do jego auta.
- A więc gdzie jedziemy? - zapytałam po chwili ciszy.
- Zobaczysz - powiedział, skupiając swój wzrok na drodze i włączył radio.
Po jakiś 15 minutach auto stanęło.
- Jesteśmy na miejscu - powiedział chłopak, wyciągając kluczyki ze stacyjki.
Wyszedł z auta. Powtórzyłam jego ruchy i stanęłam obok niego. Złapał mnie za rękę i zaczął iść w stronę łąki.
- Czy to jest randka?- powiedziałam, zanim mój umysł przetworzył to, że powiedziałam to na głos.
- Tak - odpowiedział.
Mogłam zobaczyć, że się uśmiecha.
Słodziak.
Dotarliśmy na miejsce. Była to mała łąka, koło której było jezioro. Mój wzrok przykuł czerwony koc w kratę, a na nim koszyk a zaraz obok niego leżała gitara.
- Idziesz? - usłyszałam, kiedy powróciłam do rzeczywistości.
Nic nie odpowiedziałam, po prostu się uśmiechnęłam. Zaczęłam iść za chłopakiem który zmierzał do koca.
- Jesteś może głodna? - zapytał, kiedy usiadłam obok niego na kocu.
- Hmm.. - udawałam, że myśle. - Pewnie - powiedziałam po chwili z uśmiechem.
- To dobrze, bo ja też - zachichotał i wyciągnął z koszyka przeróżne jedzenie.
Podczas jedzenia rozmawialiśmy o różnych rzeczach, zaczynając od szkoły, koncząc na meczu piłki nożnej, który ostatnio leciał w telewizji.
- Będę przez ciebie gruba - powiedziałam kiedy skończyłam jeść i przyłożyłam sobie rękę do brzucha, na co Zayn tylko się zaśmiał. Nastała cisza.
- [T.I] - zaczął chłopak. - Mogę ci coś zaśpiewać? - popatrzył na mnie niepewny.
- Jasne - powiedziałam praktycznie od razu.
Kiedy ja usiadłam wygodnie, brązowooki wziął do siebie gitarę i zaczął grać. Po chwili zaczął śpiewać a ja rozpłynęłam się pod wpływem słów piosenki. Kiedy skończył, odłożył gitarę, po czym wziął głęboki oddech.
- [T.I], wiem, że uważasz mnie za jakiegoś dupka, ale..- nie pozwoliłam mu skończyć, bo po prostu go pocałowałam. Na początku był zdziwiony, ale szybko oddał pocałunek. Kiedy zabrakło nam wdechu odsunęliśmy się od siebie.
- Cóż, więc zakochałam się w dupku - wzruszyłam ramionami.
- Chciałem ci powiedzie... zaraz.. co?- popatrzył się na mnie ze zdziwieniem.
Szybko odwróciłam wzrok i zaczęłam nerwowo bawić się palcami. Po chwili poczułam ręce na moich policzkach które mi kazały odwrócić głowę. Odwróciłam ją.
- Też się w tobie zakochałem - uśmiechnął się, patrząc mi w oczy. - Miałem zamiar zapytać się czy zechcesz być moją dziewczyną - dodał.
Udawałam, że się zastanawiam.
-Dlaczego nie? - powiedziałam.
Nic już nie powiedział, tylko złączył nasze usta.


Hello!
Ten imagin dedykuje Domie! ^^
Dzięki, że dałaś mi pomysł na imagin!
Chciaż muszę przyznać, że to jest najgorszy imagin ever. Siedziałam przy nim długo, ale cóż.. ;_;
Kocham was!

#BigLove Mickey                                                                                                                                                        

środa, 7 stycznia 2015

Pomysł na Imagin.

Cześć Misiaczki! 
Z tej strony Asia. Wiem, że obiecałam częste imaginy, ale musiałam poprawiać zagrożenia, ale wszystkie już poprawiłam więc jest oki. 
Może oprócz tego z geografii które mam poprawiać jutro, ale cii. 
Więc moje pytanie jest jednoznaczne. Z kim chcecie imagin, oraz jaka ma być mniej więcej akcja? Temu kogo pomysł mi się najbardziej spodoba, dam dedykacje! :) 
Ale pozostałe pomysły też sobię zapiszę i z tego też zrobię imagin. :) 
Pomysły piszcie w komentarzu, lub piszcie na mojego ask'a
Na którym siedzę 24/7, ale to już raczej nie istotne. 

#BigLove Mickey.

sobota, 6 grudnia 2014

#Louis - Gdy przychodzi święty Mikołaj... ♥

  Wiem, że jest nieco późno, ale hej! Mikołajki są jeszcze do 23.59! ;) Miłego czytania xx
***

  Louis ponownie obrócił się do tyłu, aby spojrzeć na mamę Kathy, która chichotała cicho pod nosem. Zmarszczył brwi, nagle ogarnięty wątpliwościami. Kobieta jednak uśmiechnęła się szeroko i gestem kazała mu iść dalej. Kiwnął głową i ruszył dalej.
  Czuł się trochę dziwnie. W końcu nie na co dzień chodzi ubrany w czerwone spodnie, czerwony płaszcz i z czerwoną czapką na głowie. Sztuczna biała broda okropnie go drapała, ale nie odważył się jej zdjąć. Musiał w końcu udawać pierwszorzędnego Mikołaja - inaczej jego plan nie wypali, a na to nie mógł pozwolić. 
  Poprawił czarny pas od stroju, który nawiasem mówiąc, wykupił z wypożyczalni. Westchnął i złapał mocniej za brązowy worek, znajdujący się w jego dłoni. Po raz kolejny wziął głęboki oddech i zanim się rozmyślił, nacisnął klamkę, popychając drzwi. 
   Dziewczyna siedząca na łóżku, drgnęła przestraszona, a na widok nieznajomej osoby w czerwonym przebraniu, krzyknęła przeraźliwie. 
  "No pięknie, boi się mnie" pomyślał Louis, ale zrobił krok do przodu i zamknął za sobą drzwi. 
  - Witaj Kathy, nie cieszysz się na widok Świętego Mikołaja? - Zapytał, starając się jak najbardziej zmienić barwę swojego głosu. Uwielbiał śpiewać, więc nie było to dla niego problemem. 
  - Nie? - Jęknęła, cofając się na łóżku. 
  - A to dziwne, bo wiesz, zwykle dzieci chcą przyłapać Mikołaja, gdy przychodzi z prezentami. A ja dziś mam dla ciebie prezent - Lou uśmiechnął się, podchodząc bliżej dziewczyny. 
  Mógł niemal przysiąc, że jej mama już stała za drzwiami, nasłuchując. I dobrze, niech słyszy. Spojrzał na swoją ukochaną i z zawodem, ale również z małym zadowoleniem, stwierdził, że go nie rozpoznała. 
  - Eh, Kathy, to ja. Louis. Psujesz mi niespodziankę - jęknął, ale w duszy się śmiał. 
  - O Boże, Lou! Nie strasz mnie tak więcej! Mama wyszła i właściwie dom powinien być zamknięty. Jak wszedłeś? - Zdziwiła się, a chłopak nie bardzo wiedział, co powiedzieć. 
  - Przez komin? - Spytał niepewnie, chichocząc nerwowo. 
  Ku jego uldze, dziewczyna roześmiała się głośno i podeszła do niego, obejmując jego szyję ramionami i wspinając się na palce, aby tym razem przywitać chłopaka tak, jak powinna. On jednak, cmoknął ją jedynie szybko w usta i odsunął się. Przyszedł ten moment. 
  Wziął więc głęboki oddech i sięgnął dłonią do brązowego worka, w którym znajdował się jeden, malutki prezencik. Choć w rzeczywistości był ogromny i, Louis miał taką nadzieję, piękny.
  - Byłaś grzeczna przez ten rok, kochanie? - Spytał, zmieniając głos na bardzo niski.
  - Wiesz, święty Mikołaju... tylko wtedy, gdy nie spędzałam nocy z moim chłopakiem, Louisem Tomlinsonem, bo wtedy to byłam więcej niż tylko niegrzeczna - uśmiechnęła się lubieżnie, a ja żałowałem, że nie mam możliwości widoku na minę jej mamy, jeżeli oczywiście podsłuchiwała - a podsłuchiwała, tego Lou był pewny.
  - Więc chyba powinnaś dostać prezent. - Zaśmiał się, ale po chwili znów spoważniał. A co jeśli nie wyjdzie? Jeśli się nie uda? Jeśli...
  Wyciągnął z worka małe pudełko i otwierając je, klęknął na prawe kolano. Spojrzał do góry, na Kathy, która patrzyła na niego wielkimi oczyma. 
  - Czy chciałabyś zostać moją Panią Mikołajową? - Spytał z nadzieją, bojąc się jej odpowiedzi. Obserwował, jak po jej policzkach spływają łzy, które pojawiły się nagle, zupełnie znikąd. 
  - Tak, mój Mikołaju - szepnęła, a chłopak wsunął jej na palec pierścionek, następnie ścierając kciukami jej łzy. 
  Żadne z nich nie widziało ogromnego uśmiechu mamy, stojącej za drzwiami. Cieszyła się jak jeszcze nigdy, że jej córka znalazła kogoś odpowiedniego, a Louisa lubiła bardzo i była z siebie dumna, że pomogła mu obmyślić ten świetny plan oświadczyn. Zacierając dłonie z uciechy, ruszyła w stronę kuchni, aby w końcu zabrać się za robienie babeczek.


Podobało się Wam? Mam taką nadzieję. Na pomysł wpadłam dosłownie 20 minut temu i od razu musiałam napisać! Dlatego mam nadzieję, że tutaj także znajdzie się mnóstwo komentarzy! Możecie się pochwalić, co dostaliście od Mikołaja, z chęcią posłucham;)
Koneko
PS. Czy mogłabym Was poprosić, o głosowanie na Angel lub Sex na spisfanfiction.blogspot.com w ankiecie na blog miesiąca grudzień? Będę wdzięczna za każdy głos ;)

wtorek, 25 listopada 2014

#NIALL - Tak blisko

Być może ktoś z was już kiedyś czytał tego imagina, bo swego czasu był dostępny na moim koncie na wattpad.com, gdy jeszcze była na nim książka z imaginami o Niallu, więc błagam, nie zarzucajcie mi plagiatu własnej pracy... 
~*~


Starałam się zachowywać jak najciszej, a za razem biec jak najszybciej. Jednak jedno nie łączyło się z drugim, a puste korytarze w opuszczonej szkole, wcale mi w tym nie pomagały. Zmuszałam nogi do biegu i próbowałam zbyt często nie wpadać na ściany, szczególnie na zakrętach. Było ciężko.
Słyszałam ich. Biegli za mną. Wiedziałam, że nie mieli złych zamiarów i to moja wina, że muszę uciekać, lecz mimo wszystko uciekałam dalej. Zachowałam się głupio i doskonale zdawałam sobie z tego sprawę.
- Emily! Stój! - Usłyszałam gdzieś za mną.
Bałam się odwrócić. Bałam się też gdzieś schować, gdyż od razu by się zorientowali. Nie należałam do cichych osób, szczególnie kiedy biegłam i machałam rękoma, aby utrzymać równowagę pośród labiryntu korytarzy. Czułam, że są coraz bliżej mnie.
Przyszliśmy tu żeby spędzić miło czas. O ile z nimi da się spędzić „miło” czas. Jeden gorszy od drugiego. Mimo to, od dawna trzymamy się razem. Ich pięciu i ja jedna. Czasem, była też z nami Camilla, jednak takie dni były rzadkie, a ten dzień do nich nie należał. Byłam z nimi sama, lecz z reguły mi to nie przeszkadzało.
- Emily, cholera!
Odważyłam się spojrzeć do tyłu, co było błędem. Spowolniło to mój bieg i już po chwili, wisiałam w powietrzu, machając nogami i czując na talii mocny uścisk Harry'ego.
- Puść mnie, Harry, puść!!! - Darłam się na całe gardło.
- Wiesz co, kotku? - Zapytał Niall, zbliżając się do nas.
Zayn i Louis trzymali się z tyłu, lecz słowa przyjaciela ich zaciekawiły i podeszli bliżej. Ku mojemu nieszczęściu. Niall zawsze robił głupie rzeczy, które oni uwielbiali podziwiać, a teraz ja miałam być obiektem jego chorych fantazji.
- Tak się ze mną bawisz, a potem uciekasz? - Nawiązał do wydarzeń sprzed kilkunastu minut.
Graliśmy w butelkę na wyzwania. Zakręciłam i wypadło na blondyna. Lecz zamiast wymyślić zadanie, pocałowałam go i uciekłam.
- Nie uciekam – odpowiedziałam hardo.
- Czyżby, Em? Więc gdzie ci się tak śpieszy? - Dociekał, podchodząc jeszcze bliżej.
- Zostawiłam włączone żelazko... - Stojący za Niallem Zayn, wybuchł śmiechem.
- I przypomniało ci się to, gdy mnie całowałaś? - Niall nie dawał za wygraną.
Postanowiłam nie odpowiadać na to pytanie, uznając je za retoryczne. Wierzgałam nogami i próbowałam wyrwać się z uścisku Stylesa, lecz trzymał mnie mocno. Blondyn natomiast był coraz bliżej. Podchodził spokojnie, zupełnie jakby mu się nigdzie nie śpieszyło.
- Em, kotku, czy nie sądzisz, że teraz ja powinienem pocałować ciebie? - Nasze twarze dzieliły już tylko centymetry.
Pragnęłam tego pocałunku, jak jeszcze niczego innego. Nie obchodziło mnie to, że przecież się przyjaźniliśmy przez tyle czasu. Nie interesował mnie fakt, że pozostali na nas patrzą. Teraz liczył się tylko błękit jego tęczówek i smak jego ust, które były coraz bliżej i bliżej. Już rozchylałam wargi, gdy nagle do głowy wpadła mi niezbyt przyjemna myśl.
Przez to, że Niall był blisko, traciłam rozum, a Harry rozluźnił swój uścisk. Mimo to, wciąż wisiałam w powietrzu. Oprzytomniałam i już nie chciałam pocałunku. Przypomniałam sobie, jak kończyły wszystkie jego dziewczyny, czy koleżanki, które pozwoliły mu na więcej. Nie chciałam być następną taką.
Zamachnęłam się nogą i trafiłam Harry'ego w kolano, przez co puścił mnie i upadł na podłogę, trzymając się za nogę. Jednak nie przemyślałam dokładnie swojego czynu. Niall był zbyt blisko, a ja spadając, upadłam wprost na niego, popychając nas oboje na ziemię. Wylądowałam biustem w twarzy Nialla, co okropnie rozśmieszyło Zayna i Liama, którzy obejmując się nawzajem, pękali ze śmiechu.
Lou podbiegł do wkurzonego i kontuzjowanego Harry'ego, który patrzył na mnie nienawistnym wzrokiem. Przerażona ciepłym oddechem Nialla, który czułam na klatce piersiowej, chciałam z niego zejść i uciekać dalej, korzystając z okazji, że wszyscy byli zdezorientowani. Jednak dłonie Nialla na moich biodrach, skutecznie mi w tym przeszkadzały.
- To jak, Em, dostanę mojego buziaka? - Jego głos był zagłuszony. Nic dziwnego, skoro wciskał nos w mój dekolt.
- Nie ma mowy. - Zaprzeczyłam i znów próbowałam się wyrwać.
- Emily, muszę ci coś powiedzieć. - Odchylił się na tyle, na ile pozwalała mu podłoga pod nami i jednym ruchem przesunął mnie tak, że nasze oczy były na tym samym poziomie. - Czekałem na ten moment od dawna. Myślisz, że dlaczego nigdy nie byłem z jakąkolwiek dziewczyną dłużej niż 3 dni?
Zamurowało mnie totalnie. Byliśmy przecież tylko przyjaciółmi. Nie rozumiałam tego, co do mnie mówił. Do czego zmierzał? Nie mogłam dłużej patrzeć mu w oczy i spojrzałam na Zayna i Liama, leżących na podłodze, niedaleko nas. Ostatnio przyznali się wszystkim, że są razem. Nie powiem, zdziwiło mnie to, ale nie aż tak. Nie miałam nic przeciwko takim parom.
- Milly, proszę, spójrz na mnie… Em… - Blondyn pogładził mnie dłonią po policzku. - Żadna z nich nie była dla mnie ważna. Ale próbowałem. Umawiałem się z nimi, bo wiedziałem, że nie mogę kochać ciebie, że to tylko zniszczyło by naszą przyjaźń. Dlatego pozwalałem sobie na takie traktowanie każdej z nich. Liczyłaś się tylko ty, ale nie mogłem cię mieć.
- Niall, przestań. - Z moich oczy wypłynęły łzy.
- Nie, Em. Nie przestanę. Chcę żebyś znała prawdę. - Starł mi kciukiem łzy z policzków i uśmiechnął się lekko. - Czekałem na jakikolwiek znak od ciebie. Jakąkolwiek podpowiedź, że czujesz to samo. - Nagle roześmiał się, a po jego policzku spłynęła pojedyncza łza. - I właśnie popsułem ten mur, który wokół siebie budowałem. A raczej, ty go zburzyłaś. Tym jednym, małym, słodkim pocałunkiem. Zburzyłaś wszystko, co tak długo budowałem, tak bardzo się starałem, żeby nikt się nie domyślił, nie dowiedział. Ale teraz już za późno...
Przewrócił nas tak, że teraz on górował nade mną, podpierając się rękoma. Zbliżył swoją twarz do mojej i lekko musnął moje wargi.
- Teraz już za późno... - Wyszeptał i wstał.
- Niall? Niall! - Usiadłam i przerażona patrzyłam jak odchodzi korytarzem.
Malik i Payne odsunęli się od siebie, patrząc na mnie nic nierozumiejącym wzrokiem. Wzruszyłam ramionami. Co im miałam powiedzieć? „Niall właśnie powiedział, że mnie kocha i teraz sobie poszedł”? Uderzyłam się mentalnie w twarz. Przecież wcale nie mówił, że mnie kocha. Mówił, że tylko ja się liczyłam... To ja kochałam jego. Ale czy on mnie?
- Niall, stój! - Wstałam i pobiegłam za blondynem, mijając wciąż złego na mnie Harry'ego i pocieszającego go Louisa.
Chłopak zbliżał się do wyjścia, już kładł dłoń na klamkę. Zmusiłam się do szybszego biegu. Dawałam z siebie wszystko. Nie mogłam tego tak zostawić. Nie po tym, co mi przed chwilą powiedział. To była moja jedyna szansa, której nie mogłam stracić. W przeciwnym razie, załamała bym się.
Jednak chłopak już otwierał drzwi. Na zewnątrz było ciemno, a bezchmurne niebo rozświetlał jedynie księżyc. Była pełnia. Spojrzałam na jego plecy, gdzie każdy mięsień odznaczał się pod koszulką.
- Kocham cię, Niall... - Powiedziałam cicho.
Straciłam tę szansę. Byłam za daleko. Wiedziałam, że mnie nie usłyszy i że już nigdy nie będę miała odwagi, żeby powtórzyć mu te słowa. Lecz zamiast puścić drzwi i pozwolić im się zamknąć, jego dłoń wciąż leżała na klamce. Stał tyłem, nie widziałam jego twarzy, lecz w świetle księżyca wyglądał jeszcze piękniej. Tak magicznie.
I właśnie wtedy się odwrócił, a ja mogłam zobaczyć, że na jego ustach błąka się lekki uśmiech. Przekroczył próg szkoły i znów znalazł się w środku. Moje serce biło mocno. Usłyszał. Teraz już nie ma odwrotu. Puścił klamkę, a drzwi zatrzasnęły się z hukiem. Oparł się o nie, całkowicie rozluźniony. Zupełnie inny, niż przed kilkunastoma minutami.
- Emily...
Od barwy jego głosu, moje serce oszalało. W tym jednym słowie, wyraził tak wiele. Jeszcze nigdy, moje imię w jego ustach, nie brzmiało tak pięknie jak teraz. Teraz, kiedy już wszystko wiemy. Ruszyłam powili w jego stronę. Krok za krokiem.
Tak długo się oszukiwaliśmy...
Wtuliłam się w jego ciepłe ciało, a on objął mnie ramionami. Odchyliłam głowę i lekko cmoknęłam go w policzek.

...a prawda była tak blisko...



~*~
Widzicie skarby, jak chcecie to potraficie! ;) Oby dalej było tyle komentarzy, bo uwierzcie mi - to cholernie motywuje. Obiecałam rozruszać bloga, ale musicie mi w tym pomóc komentując, bo miło jest mieć tę świadomość, że ktoś czyta twoje prace, a komentarze są właśnie takim środkiem przekazu. Im ich więcej, tym lepiej wiem, że wam się podobało i tym bardziej zmniejszy się czas oczekiwania na kolejną pracę! ;)
Więc mam nadzieję, że i pod tym znajdzie się ich przynajmniej 6 ;) 
Koneko

niedziela, 23 listopada 2014

#NIALL

Rozplątywałam białe kabelki słuchawek, dosłownie biegnąc na autobus. Nie cierpiałam się spóźniać. Zawsze musiałam być szybciej, czy to na przystanku czy na spotkaniu. 
Włożyłam mini jacka do telefonu i włączyłam playliste. W uszach rozbrzmiały pierwsze takty. Na przystanku było pusto, co bardzo mnie cieszyło. Zwykle na zajęcia jeździłam z chłopakiem, który miał treningi kilka ulic dalej. Jednak to już należało do przeszłości.

Z zamyślenia wyrwał mnie podjeżdżający autobus. Weszłam do środka i pierwsze, co przyszło mi na myśl to "o nie, tylko nie ona". Kilka siedzeń przed miejscem, w którym stałam, siedziała Lucy. Jej blond włosy, które zawsze sięgały pasa, teraz były krótkimi kosmykami, ledwo okalającymi jej twarz. Miała tę fryzurę od dwóch dni, lecz nikt nie potrafił do tego przywyknąć. Uśmiechała się do mnie i machała z przejęciem dłonią. Nie miałam innego wyjścia, jak się do niej dosiąść.
Gdy zbliżałam się do zadowolonej z nie wiadomo czego dziewczyny, zauważyłam blondyna z ciemnymi odrostami, czwartą osobę w tym autobusie, wliczając mnie, Lucy i kierowcę. Wyjęłam słuchawki z uszu. Przeszłam pomiędzy siedzeniami i usiadłam obok blondynki. Chłopak siedział przy oknie, po naszej lewej stronie i z lekkim uśmiechem, wpatrywał się w ekran telefonu, który trzymał w dłoni.
- Mimi, powiedz mi, czy to prawda, że ty i Harry nie jesteście już razem? - Spytała na wstępie, nawet się z tym nie kryjąc.
Skrzywiłam się, słysząc moje znienawidzone przezwisko. Czy to moja wina, że rodzice pokarali mnie imieniem Michelle? Od dziecka wszyscy się z tego powodu ze mnie nabijali, przezywając Mimi. Nie cierpiałam tego, a ona o tym doskonale wiedziała. Nie, nie byłyśmy przyjaciółkami, ale wrogami też nie. Była po prostu moją koleżanką z klasy.
- Tak, już nie jesteśmy. - Spojrzałam na lewo, byle tylko na nią nie patrzeć i ze zdziwieniem zauważyłam, że chłopak z blond kosmykami, patrzy na nas z zainteresowaniem.
Gdy zobaczył, że na niego patrzę, uśmiechnął się lekko i spojrzał na ulicę za oknem.
- Czyli to znaczy, że Harry jest wolny? - Spytała z nadzieją wymalowaną na twarzy.
- Jasne, bierz go sobie. - Mruknęłam.
- To fantastycznie! - Krzyknęła z entuzjazmem.
Mruknęłam coś niezrozumiałego i spojrzałam przez okno. Czekała mnie długa droga na zajęcia. Lucy poderwała się z siedzenia i ze mną pożegnała. Wysiadła, gdy tylko autobus zatrzymał się na następnym przystanku, a ona dowiedziała się tego, co chciała. Mogłam się domyślić, że właśnie o moje potwierdzenie jej chodziło. Byłam z Harrym przez 3 lata. Od kilku miesięcy miedzy nami się psuło, a teraz postanowiliśmy z tym skończyć. Dalsze ciągnięcie tego związku, nie miało dla mnie najmniejszego sensu.
Wyciągnęłam z torby szkicownik i oparłam się plecami o szybę, tak, aby dobrze widzieć chłopaka. Przyjrzałam mu się dokładniej. Ciemne włosy, których blond kosmyki były postawione do góry i niesamowicie niebieskie oczy. Szara koszulka leżała na nim idealnie, a jasne rurki opinały szczupłe nogi. Oparł łokieć o okno, a głowę na dłoni. Patrzył gdzieś za szybę. Ze swojego miejsca wyczuwałam od niego tajemniczą aurę. Coś, co bardzo mnie intrygowało w tym nieznajomym chłopcu.
Przyłożyłam ołówek do kartki i zaczęłam kreślić pierwsze linie. Zarys szczeki, twarzy z profilu, szyi oraz ramion. Delikatnie szarpałam ołówkiem, szkicując włosy. Był idealnym modelem. A ja miałam kolejną pracę i inspirację na dzisiejsze zajęcia.
Autobus nie był najlepszym miejscem na rysowanie. Pojazd co chwilę podskakiwał na wybojach lub chwiał się w prawo i lewo. Mimo to, byłam zbyt zajęta uwiecznieniem chłopaka na kartce, aby to zauważyć. Spojrzałam krytycznie na szkicownik. Wyszło całkiem dobrze. Byłam pewna, że nauczycielka mnie dziś pochwali. Podniosłam głowę do góry i z moich ust wydobył się krzyk. Gwałtownie cofnęłam głowę, uderzając nią w szybę. Tuż obok mnie, siedział on i bezczelnie gapił się na mój rysunek. Nieco zirytowana, potarłam obolałe miejsce dłonią. Zaskoczył mnie. Nie słyszałam, kiedy się przesiadł.
- O, to ja. - Wskazał palcem na zeszyt, a ja zaśmiałam się z doboru jego słów.
- Plus dziesięć za inteligencje. – Palnęłam.
Z reguły byłam wygadaną osoba. Potrafiłam się dogadać z każdym. Dlatego też, w tej chwili nie miałam problemu z rozmową z tajemniczym chłopakiem.
- Wystraszyłem cię - spojrzał na mnie ze skruchą.
- Nie słyszałam, kiedy się dosiadłeś... - Mruknęłam.
- Przepraszam...
- Nic się nie stało - odpowiedziałam. - Mógłbyś przez kilka minut siedzieć prosto, żebym mogła naszkicować twoją twarz? - Pytanie samo wyszło z moich ust. Nie kontrolowałam tego.
- Och - zdziwił się. - Um.. jasne. - Uśmiechnął się lekko i usiadł tak, abym go dobrze widziała.
Nie przewidziałam tylko jednego. Fakt, że siedział w ten sposób, dawał mu idealną okazję, aby się na mnie patrzeć. Więc gdy ja go rysowałam, a raczej próbowałam, on skanował moją twarz i ogólnie całą sylwetkę. Czułam na sobie palący wzrok jego niebieskich tęczówek, który sprawiał, że nie potrafiłam skupić się na kartce i ołówku.
- Mógłbyś na mnie nie patrzeć? Stresujesz mnie - powiedziałam w końcu.
Zaśmiał się i ku mojemu zdziwieniu, wyjął mi z rąk zarówno ołówek jak i szkicownik. Oniemiała patrzyłam, jak zapisuje na kartce jakieś cyfry i literki. Uśmiechnął się szeroko, oddając mi moją własność. A potem bez słowa podszedł do drzwi i wysiadł, gdy tylko autobus się zatrzymał. Nie byłam w stanie nawet za nim krzyknąć. Przez szybę obserwowałam jedynie, jak wkłada ręce do kieszeni jasnych spodni i rusza w jedną z bocznych uliczek.
Spojrzałam na mój zeszyt i zobaczyłam, że zapisał na nim swój numer oraz wiadomość:
Jeśli chcesz, to z chęcią mogę kiedyś pozować do rysunku, wystarczy że dasz znać. Ten Harry, to musiał być idiota, żeby stracić tak piękną dziewczynę. Czekam na wiadomość od Ciebie, Niall  xx.
Byłam pewna, że moje policzki zrobiły się czerwone i cieszyłam się ogromnie, że w autobusie zostałam już tylko ja i kierowca. Do końca podróży w mojej głowie była tylko jedna myśl "wiec ma na imię Niall".


~*~
Po "ostrym" Zaynie coś lekkiego i niezbyt długiego. Podobało się? ;)
Coś wam powiem, kochani. Lubicie czytać? Tak? To super, bo my także. Wasze komentarze, miśki. Więc będę wniebowzięta, widząc ich więcej niż 5 ;) 
Koneko

środa, 19 listopada 2014

#ZAYN +18

Uśmiechałam się lekko, patrząc na chłopaka, siedzącego naprzeciw mnie. Jego ciemne włosy były postawione na żel, czyli tak jak zwykle, a ciemne oczy wpatrywały się w moje, szare. Uśmiechnął się szeroko, gdy kelner postawił przed nami nasze zamówienia, oraz szampana w kubeczku z lodem.
Spojrzałam na niego zdziwiona. Szampan? Z jakiej okazji? Jednak chłopak skutecznie omijał mój wzrok. Z dnia na dzień zaskakiwał mnie coraz bardziej. Codziennie wysyłał mi róże. Za każdym razem, gdy się spotykaliśmy, dawał mi prezenty. Jak nie kolczyki, to naszyjnik, czy inne świecące cudeńka. Z wielkim powodzeniem mogłabym otworzyć sklep jubilerski.
Kolejnym takim zaskoczeniem był fakt, że teraz siedzimy w najdroższej restauracji w całej Ameryce. Na ostatnim piętrze 50-cio piętrowego biurowca, w osobnym pomieszczeniu niż reszta ludzi, a za nami są drzwi. Nie wiem od czego i chyba boję się tego dowiedzieć.
Nieśmiało podniosłam wzrok znad talerza, pełnego pysznego włoskiego dania. Spojrzałam na garnitur, w który był ubrany Zayn. Uwielbiałam go w takim wydaniu, a czerwony krawat tylko podkreślał jego idealny wygląd. Nie wiedziałam, czy to, że ja miałam na sobie czerwoną sukienkę, było tylko przypadkiem, czy Malik ma jakieś telepatyczne zdolności. Jednak czułam, że moje policzki również robią się takiego koloru.
- Rumienisz się. - Powiedział, patrząc na mnie z uśmiechem, jakby potwierdzając moje myśli.
- Przestań - mruknęłam.
Nie lubiłam, gdy ktoś mi to wypominał. Zawsze wtedy, jak na zawołanie, rumieniłam się jeszcze bardziej. Było to irytujące. A on doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że nie cierpię, gdy tak mówi.
- Oj no, nie bocz się. Jesteś taka urocza, jak się rumienisz. - Zagruchał, a ja skuliłam się na krześle, nie dbając o to, że właśnie się garbię.
Poczułam, jak kładzie dłoń na moim kolanie i spięłam się. Nie miałam nic przeciwko jego dotykowi, uwielbiałam go. Lecz nie w takich miejscach. Stresowało mnie to.
- Rozluźnij się, Michaelle. - Powiedział i przesunął dłoń na moje udo. - Jesteśmy w osobnym pomieszczeniu, nie na sali. Nikt nas nie widzi, spójrz - wskazał ręką na około nas - same ściany.
Odetchnęłam lekko, lecz po chwili wyprostowałam, czując jego dłoń jeszcze bardziej.
- Zayn - syknęłam przez zaciśnięte zęby.
- Słucham, kotku? - Wyszczerzył zęby, patrząc mi prosto w oczy.
Bałam się tego, co w nich widziałam, mimo iż to nie był pierwszy taki raz. Wspominałam wspaniale każdą noc z tym cudownym mężczyzną. Każda następna była jeszcze lepsza niż poprzednia. I nagle się domyśliłam, od czego te drzwi. Ten fakt, oraz jego dłoń na moim udzie, coraz bardziej zbliżająca się do rąbka mojej sukienki, sprawiały, że rumieniłam się jeszcze bardziej. Nagle pożałowałam, że ubranie sięgało jedynie połowy ud. Mogłam wybrać długą do ziemi, czarną suknię, która podkreśliłaby moją oliwkową karnację, jeszcze ciemniejszą, niż ta Malika.
- Kotku? Odpłynęłaś. O czym tak intensywnie myślałaś? – Spojrzałam w przód i… nie zobaczyłam go. Dopiero po chwili skojarzyłam, że zamiast naprzeciwko, Zayn usiadł tuż obok mnie, a nasze ramiona się stykają. – Powiedz mi – szepnął mi do ucha, a moje ciało przeszył gwałtowny, ale przyjemny, dreszcz.
- O… - Starałam się wymyślić jakieś wyjaśnienie na poczekaniu, ale nagle moja głowa była pusta i nie potrafiłam niczego sensownego skleić.
- O? – Patrzył na mnie intensywnie. – O tych drzwiach za nami? Ciekawi cię, co za nimi jest? – Szeptał powabnie, muskając ustami moje prawe ucho. – Chciałabyś się dowiedzieć, Michaelle?
Nie odpowiedziałam na żadne z zadanych pytań. Zgubiłam gdzieś język. Nie byłam w stanie niczego z siebie wydusić. I wtedy ostatni raz musnął ręką moje udo i nagle poczułam obezwładniające mnie zimno, bo chłopak się odsunął i wrócił na swoje miejsce naprzeciwko.
- Smacznego, Michaelle. – Powiedział i złapał widelec, wściekle wbijając go w makaron na talerzu. Albo tylko mi się wydawało, że wściekle. Może po prostu był głodny? Ale głodny, czy głodny mnie? Na to pytanie miałam poznać odpowiedź później. Teraz jednak zajęłam się kolacją, biorąc przykład z mężczyzny siedzącego przede mną.

*

Śmiałam się i chichotałam na zmianę. W dłoni trzymałam lampkę szampana. Już piąty kieliszek. Bąbelki musowały w mojej głowie. Alkohol działał na mnie w ten sposób, że robiłam się wesoła i odważna – czyli taka, jaka nie byłam na co dzień, ze znacznym przechyleniem na tę dugą cechę.
- Oh, i wtedy Niall’owi zaburczało w brzuchu, a wzrok wszystkich, dosłownie wszystkich, zwrócił się w naszą stronę… - opowiadał roześmiany Zayn, poluzowując krwistoczerwony krawat.
Ostatni guzik miał rozpięty, przez co kołnierzyk rozchylał się lekko na boki. Włosy były zmierzwione od ciągłego ich przeczesywania – jego własnego, jak i mojego. Uwielbiałam ten stan, gdzie staliśmy, siedzieliśmy czy leżeliśmy i mogłam do woli mierzwić jego czarne kosmyki, pieszcząc, gładząc i pociągając za nie.
Malik obejmował mnie lewym ramieniem, a moja głowa opierała się o jego tors. Było mi tak miło. Jemu zresztą też. Uśmiechał się leniwie.
- Uwielbiam Nialla, mówię ci, nie znam bardziej komicznej i głodnej osoby od niego – powiedziałam ze śmiechem, a on w jednym momencie się spiął
- Uwielbiasz go bardziej niż mnie? – Spytał cicho, momentalnie psując tę wesołą aurę, która nas otaczała.
- Przecież wiesz, że nie to miałam na myśli, Zayn. – Szepnęłam.
- Więc mi to udowodnij, Michaelle… - Szepnął, a wolną dłonią, boleśnie powoli, zsunął ramiączko mojej sukienki i lekko pogładził moje nagie ramię. – Pamiętasz moje wcześniejsze pytanie, Mi? Chcesz się dowiedzieć, co jest za drzwiami? – Pytał, kusząco ocierając swoimi ustami o moje ucho, przyprawiając mnie o przyjemne deszcze.
- Chcę – odszepnęłam cicho.
- Jak bardzo? – Dopytywał szeptem, na co odpowiedziałam mu jeszcze ciszej.
- Bardzo.

*

Przeszłam przez próg i znalazłam się w ciemnym, niemal czarnym, pokoju. Czułam obecność chłopaka za mną. Zamknął za nami drzwi, przekręcając klucz w zamku. Stałam pośród tej ciemności, nie wiedząc, czego się spodziewać. Usłyszałam cichy szelest, jakby ściągał marynarkę i gdzieś ją odkładał.
- Zayn? – Spytałam cichutko.
- Nie bój się, jestem tu… - Jego szept był kojący, a strach, chociaż był tylko lekki, odpłynął jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. – Mam zapalić światło?
- Tak. Nie. Nie wiem…
- Więc może zrobimy tak… - Usłyszałam, jak mamrocze pod nosem. – Gdzie to jest. Powinno tu przecież być… A może zapomnia… Aha! Tu są! Hm, ale przecież ja ich tu nie wkładałem. Dziwne. Nieważne… - Westchnął i po chwili mrok rozjaśniła mała świeczka, którą zapalił.
Do niej dołączyła też druga i trzecia, a Zayn odłożył zapałki na bok i odwrócił się do mnie przodem. Miałam rację, odłożył gdzieś marynarkę. Stał teraz w samych czarnych, obcisłych spodniach, białej koszuli z rozpiętym kołnierzykiem i tym czerwonym, krwistym, rozluźnionym krawatem. Wyglądał cholernie seksownie, gdy jego cień tańczył na ścianie, dzięki rzucanemu przez świeczki światłu.
- Cóż, jutro masz wolne, prawda Mi? – Spytał, podchodząc dwa kroki w moją stronę.
- Um, no tak… - Odpowiedziałam powoli.
- Więc wykorzystamy tę noc maksymalnie, kochanie – uśmiechnął się lubieżnie i nawet nie zorientowałam się, kiedy do mnie podszedł.
Jego usta zaatakowały moje, całując je gwałtownie, ale za razem delikatnie. Jego dłonie znalazły się na moich biodrach niemal w tym samym czasie, w którym moje na jego torsie. Smakował słodkim szampanem, którego piliśmy. Gdy zabrakło nam tchu, odsunął się lekko, ale jego dłonie wciąż zaciskały się na mojej talii, gładząc ją lekko.
- Możemy tu zostać? Nie zamykają restauracji? – Spytałam niepewnie.
- Owszem możemy i tak, zamykają, ale w końcu jestem Zayn Malik i jakby nie było, jesteśmy na ostatnim piętrze – powiedział rozbawiony do granic możliwości, chichocząc zaciekle, a ja spłonęłam ogromnym rumieńcem, ciesząc się, że jednak jest ciemno. Przynajmniej nie widział mojej czerwonej twarzy.
Poczułam jednak, że popycha mnie lekko do tyłu, więc cofnęłam się o krok, dwa, pięć, aż w końcu poczułam za sobą wysokie łóżko.
- Mmm, wiesz, co teraz z tobą zrobię? – Spytał, oblizując z wolna wargi.
- N-nie…
- Chciałem ci powiedzieć, ale… jednak nie powiem – zaśmiał się cicho i objął mnie, a jego dłonie szybko odnalazły zamek z tyłu mojej sukienki.  Chwilę później, opadła ona z cichym szelestem na podłogę. – Drżysz. Boisz się?
- Ufam ci – odpowiedziałam cicho, ale czule. O tak, ufałam mu, jak jeszcze nikomu innemu i wiedziałam, że mnie nie skrzywdzi.
Jego usta lekko musnęły moje i nie zatrzymywały się na nich długo. Od razu zaczął zostawiać mokre pocałunki na mojej szczęce, następnie na szyi, schodząc powoli niżej… niżej… na dekolt. Na tyle, na ile pozwalał mu czarny, koronkowy stanik. Nie było to dla niego przeszkodą, ale mimo to, nie naciskał. Wiedziałam, że się rozkręci. To po prostu była gra wstępna, która w jego wypadku była bardzo wolna, ale rozpalająca do granic możliwości.
Uniosłam dłonie do góry i rozwiązałam jego krawat, odrzucając go na bok. Spadł na podłogę, nie wiem gdzie. Nie dbałam o to. Moje palce już odpinały guziki białej koszuli. Wdychałam zapach jego mocnych perfum, upajając się nim. Było cudownie, a zaraz miało być jeszcze lepiej. Zostawiłam rozpiętą koszulę i złapałam za pasek od spodni. Dziwiłam się, po co go nosi, skoro jego spodnie i tak wisiały nisko, ale była to jedna z tych rzeczy tak dla niego charakterystycznych, że bez niej, nie byłby to ten sam Zayn.
Rozkręcał się, a nasze ciała były coraz bardziej nagie i podniecone. Nim się zorientowałam, już leżałam wygodnie na miękkim materacu łóżka, całkowicie naga i otwarta na niego. Widziałam jego twarz, dosłownie przed moją, gdy szybko, ale namiętnie mnie pocałował. Nie tracił czasu i ustami już pieścił moje piersi, czułam, jak się uśmiecha i też się uśmiechnęłam.
Jęknęłam głośno, gdy lekko przygryzł prawy sutek, jednocześnie drugiego pieszcząc palcami, szarpiąc i wykręcając go we wszystkie strony. Wiłam się pod jego dotykiem, pojękując cicho.  Jego ręce zawędrowały między moje nogi, szeroko je rozsuwając.
Z moich ust wychodziły coraz to kolejne jęki i pokrzykiwania, a jego usta całowały coraz to nowe miejsca na moim ciele. Nie potrafiłam stwierdzić, jak długo to wszystko trwało. Wiedziałam jednak, że wszystko to, sprowadzało mnie na najdalszy kraniec przyjemności, jaki tylko mogłam sobie wyobrazić, bądź nawet wymarzyć. Nie potrafiłam tego przyrównać do niczego innego. Tego było zbyt dużo, zbyt wiele. A emocje… Rozsadzały mnie całą od środka.
- O Boże… Ja zaraz… Oh…
- Shh, Michaelle. Jeszcze nie teraz.
I wtedy we mnie wszedł. Szybko, gwałtownie. Całą swoją długością. Poruszał się powoli, zmysłowo. Jednocześnie całował moją szyję i dłońmi pieścił piersi. A potem przyśpieszył. Poruszał się coraz szybciej, mocniej. Każde pchnięcie było coraz silniejsze, ale za razem pełne uczucia. Zbliżył usta do mojego ucha i przygryzał je lekko, szepcząc lubieżne słówka. Dłońmi przytrzymywał moje biodra, zaciskając na nich palce.
- Dojdź dla mnie, Michaelle… - Szepnął nagle i w tym momencie przyszło moje spełnienie. Zalała mnie fala ulgi i niewyobrażalnej przyjemności, a całe ciało się trzęsło. Poruszył się jeszcze trzy razy. Trzy mocne, gwałtowne, szybkie razy, jeden po drugim.
I dołączył do mnie w tym labiryncie sprzecznych uczuć.

*

Kochałam go. Byłam tego pewna już tamtej, pamiętnej nocy. Brał mnie na wszelkie możliwe sposoby, a ja poddawałam się jego zabiegom, z całkowitym zaufaniem. O tak, już wtedy wiedziałam, że go kocham. Ale nie pisnęłam ani słówka.
Bo słowa ‘kocham cię’, wypowiedziane podczas seksu, są przekłamane. Emocje rozsadzają nas tak bardzo, że nie myśląc, ani nie czując racjonalnie, mówimy. Pod wpływem.
Dlatego nic nie powiedziałam. Zayn także był cichy, oszczędzał w słowach dotyczących emocji i uczuć.  Minęło sporo czasu, nim wypowiedział te dwa słowa, które pozornie nie znaczą nic nadzwyczajnego, ale w sytuacji, gdy mówi je osoba, którą ty także kochasz – znaczą wszystko. Sprawił, że nie wiedziałam, co robić, co powiedzieć, jak w ogóle zareagować.
Kocham go wciąż i kochać będę po końce moich dni.
Był ze mną, jest i będzie – obiecał. A ja ufam mu, że dotrzyma obietnicy.
A seks… Cóż. Z każdym dniem jest coraz lepszy, niż poprzedni. A gdy Malik wyjeżdża w trasę koncertową ze swoim zespołem, a ja zostaję sama, w naszym ogromnym mieszkaniu, czekam na niego z niecierpliwością. Gdy wraca, przez trzy kolejne dni nie wychodzimy z łóżka, ciesząc się nawet najmniejszym i najlżejszym dotykiem.
A tamtą restaurację, tamten pokój i tamtą noc… Pamiętam z każdym najmniejszym szczegółem, bo to ona była naszym przełomowym momentem. 




~*~
Tak jak obiecałam - mamy +18 z Zaynem ;) Podobało się? Liczę na komentarze z opiniami, moi drodzy ;) Mam wrażenie, że trochę pomieszałam czasy w drugiej części imagina, ale chyba nie jest tak źle ;p 
Przy okazji, pozwolę sobie zrobić małą reklamę, bo dosłownie przed sekundką dodałam rozdział na moim opowiadaniu (+18) i jeśli mamy tu jakieś zboczuszki, to serdecznie zapraszam --> http://short-stories-koneko.blogspot.com/p/sex.html ;) 
Koneko