sobota, 6 grudnia 2014

#Louis - Gdy przychodzi święty Mikołaj... ♥

  Wiem, że jest nieco późno, ale hej! Mikołajki są jeszcze do 23.59! ;) Miłego czytania xx
***

  Louis ponownie obrócił się do tyłu, aby spojrzeć na mamę Kathy, która chichotała cicho pod nosem. Zmarszczył brwi, nagle ogarnięty wątpliwościami. Kobieta jednak uśmiechnęła się szeroko i gestem kazała mu iść dalej. Kiwnął głową i ruszył dalej.
  Czuł się trochę dziwnie. W końcu nie na co dzień chodzi ubrany w czerwone spodnie, czerwony płaszcz i z czerwoną czapką na głowie. Sztuczna biała broda okropnie go drapała, ale nie odważył się jej zdjąć. Musiał w końcu udawać pierwszorzędnego Mikołaja - inaczej jego plan nie wypali, a na to nie mógł pozwolić. 
  Poprawił czarny pas od stroju, który nawiasem mówiąc, wykupił z wypożyczalni. Westchnął i złapał mocniej za brązowy worek, znajdujący się w jego dłoni. Po raz kolejny wziął głęboki oddech i zanim się rozmyślił, nacisnął klamkę, popychając drzwi. 
   Dziewczyna siedząca na łóżku, drgnęła przestraszona, a na widok nieznajomej osoby w czerwonym przebraniu, krzyknęła przeraźliwie. 
  "No pięknie, boi się mnie" pomyślał Louis, ale zrobił krok do przodu i zamknął za sobą drzwi. 
  - Witaj Kathy, nie cieszysz się na widok Świętego Mikołaja? - Zapytał, starając się jak najbardziej zmienić barwę swojego głosu. Uwielbiał śpiewać, więc nie było to dla niego problemem. 
  - Nie? - Jęknęła, cofając się na łóżku. 
  - A to dziwne, bo wiesz, zwykle dzieci chcą przyłapać Mikołaja, gdy przychodzi z prezentami. A ja dziś mam dla ciebie prezent - Lou uśmiechnął się, podchodząc bliżej dziewczyny. 
  Mógł niemal przysiąc, że jej mama już stała za drzwiami, nasłuchując. I dobrze, niech słyszy. Spojrzał na swoją ukochaną i z zawodem, ale również z małym zadowoleniem, stwierdził, że go nie rozpoznała. 
  - Eh, Kathy, to ja. Louis. Psujesz mi niespodziankę - jęknął, ale w duszy się śmiał. 
  - O Boże, Lou! Nie strasz mnie tak więcej! Mama wyszła i właściwie dom powinien być zamknięty. Jak wszedłeś? - Zdziwiła się, a chłopak nie bardzo wiedział, co powiedzieć. 
  - Przez komin? - Spytał niepewnie, chichocząc nerwowo. 
  Ku jego uldze, dziewczyna roześmiała się głośno i podeszła do niego, obejmując jego szyję ramionami i wspinając się na palce, aby tym razem przywitać chłopaka tak, jak powinna. On jednak, cmoknął ją jedynie szybko w usta i odsunął się. Przyszedł ten moment. 
  Wziął więc głęboki oddech i sięgnął dłonią do brązowego worka, w którym znajdował się jeden, malutki prezencik. Choć w rzeczywistości był ogromny i, Louis miał taką nadzieję, piękny.
  - Byłaś grzeczna przez ten rok, kochanie? - Spytał, zmieniając głos na bardzo niski.
  - Wiesz, święty Mikołaju... tylko wtedy, gdy nie spędzałam nocy z moim chłopakiem, Louisem Tomlinsonem, bo wtedy to byłam więcej niż tylko niegrzeczna - uśmiechnęła się lubieżnie, a ja żałowałem, że nie mam możliwości widoku na minę jej mamy, jeżeli oczywiście podsłuchiwała - a podsłuchiwała, tego Lou był pewny.
  - Więc chyba powinnaś dostać prezent. - Zaśmiał się, ale po chwili znów spoważniał. A co jeśli nie wyjdzie? Jeśli się nie uda? Jeśli...
  Wyciągnął z worka małe pudełko i otwierając je, klęknął na prawe kolano. Spojrzał do góry, na Kathy, która patrzyła na niego wielkimi oczyma. 
  - Czy chciałabyś zostać moją Panią Mikołajową? - Spytał z nadzieją, bojąc się jej odpowiedzi. Obserwował, jak po jej policzkach spływają łzy, które pojawiły się nagle, zupełnie znikąd. 
  - Tak, mój Mikołaju - szepnęła, a chłopak wsunął jej na palec pierścionek, następnie ścierając kciukami jej łzy. 
  Żadne z nich nie widziało ogromnego uśmiechu mamy, stojącej za drzwiami. Cieszyła się jak jeszcze nigdy, że jej córka znalazła kogoś odpowiedniego, a Louisa lubiła bardzo i była z siebie dumna, że pomogła mu obmyślić ten świetny plan oświadczyn. Zacierając dłonie z uciechy, ruszyła w stronę kuchni, aby w końcu zabrać się za robienie babeczek.


Podobało się Wam? Mam taką nadzieję. Na pomysł wpadłam dosłownie 20 minut temu i od razu musiałam napisać! Dlatego mam nadzieję, że tutaj także znajdzie się mnóstwo komentarzy! Możecie się pochwalić, co dostaliście od Mikołaja, z chęcią posłucham;)
Koneko
PS. Czy mogłabym Was poprosić, o głosowanie na Angel lub Sex na spisfanfiction.blogspot.com w ankiecie na blog miesiąca grudzień? Będę wdzięczna za każdy głos ;)

wtorek, 25 listopada 2014

#NIALL - Tak blisko

Być może ktoś z was już kiedyś czytał tego imagina, bo swego czasu był dostępny na moim koncie na wattpad.com, gdy jeszcze była na nim książka z imaginami o Niallu, więc błagam, nie zarzucajcie mi plagiatu własnej pracy... 
~*~


Starałam się zachowywać jak najciszej, a za razem biec jak najszybciej. Jednak jedno nie łączyło się z drugim, a puste korytarze w opuszczonej szkole, wcale mi w tym nie pomagały. Zmuszałam nogi do biegu i próbowałam zbyt często nie wpadać na ściany, szczególnie na zakrętach. Było ciężko.
Słyszałam ich. Biegli za mną. Wiedziałam, że nie mieli złych zamiarów i to moja wina, że muszę uciekać, lecz mimo wszystko uciekałam dalej. Zachowałam się głupio i doskonale zdawałam sobie z tego sprawę.
- Emily! Stój! - Usłyszałam gdzieś za mną.
Bałam się odwrócić. Bałam się też gdzieś schować, gdyż od razu by się zorientowali. Nie należałam do cichych osób, szczególnie kiedy biegłam i machałam rękoma, aby utrzymać równowagę pośród labiryntu korytarzy. Czułam, że są coraz bliżej mnie.
Przyszliśmy tu żeby spędzić miło czas. O ile z nimi da się spędzić „miło” czas. Jeden gorszy od drugiego. Mimo to, od dawna trzymamy się razem. Ich pięciu i ja jedna. Czasem, była też z nami Camilla, jednak takie dni były rzadkie, a ten dzień do nich nie należał. Byłam z nimi sama, lecz z reguły mi to nie przeszkadzało.
- Emily, cholera!
Odważyłam się spojrzeć do tyłu, co było błędem. Spowolniło to mój bieg i już po chwili, wisiałam w powietrzu, machając nogami i czując na talii mocny uścisk Harry'ego.
- Puść mnie, Harry, puść!!! - Darłam się na całe gardło.
- Wiesz co, kotku? - Zapytał Niall, zbliżając się do nas.
Zayn i Louis trzymali się z tyłu, lecz słowa przyjaciela ich zaciekawiły i podeszli bliżej. Ku mojemu nieszczęściu. Niall zawsze robił głupie rzeczy, które oni uwielbiali podziwiać, a teraz ja miałam być obiektem jego chorych fantazji.
- Tak się ze mną bawisz, a potem uciekasz? - Nawiązał do wydarzeń sprzed kilkunastu minut.
Graliśmy w butelkę na wyzwania. Zakręciłam i wypadło na blondyna. Lecz zamiast wymyślić zadanie, pocałowałam go i uciekłam.
- Nie uciekam – odpowiedziałam hardo.
- Czyżby, Em? Więc gdzie ci się tak śpieszy? - Dociekał, podchodząc jeszcze bliżej.
- Zostawiłam włączone żelazko... - Stojący za Niallem Zayn, wybuchł śmiechem.
- I przypomniało ci się to, gdy mnie całowałaś? - Niall nie dawał za wygraną.
Postanowiłam nie odpowiadać na to pytanie, uznając je za retoryczne. Wierzgałam nogami i próbowałam wyrwać się z uścisku Stylesa, lecz trzymał mnie mocno. Blondyn natomiast był coraz bliżej. Podchodził spokojnie, zupełnie jakby mu się nigdzie nie śpieszyło.
- Em, kotku, czy nie sądzisz, że teraz ja powinienem pocałować ciebie? - Nasze twarze dzieliły już tylko centymetry.
Pragnęłam tego pocałunku, jak jeszcze niczego innego. Nie obchodziło mnie to, że przecież się przyjaźniliśmy przez tyle czasu. Nie interesował mnie fakt, że pozostali na nas patrzą. Teraz liczył się tylko błękit jego tęczówek i smak jego ust, które były coraz bliżej i bliżej. Już rozchylałam wargi, gdy nagle do głowy wpadła mi niezbyt przyjemna myśl.
Przez to, że Niall był blisko, traciłam rozum, a Harry rozluźnił swój uścisk. Mimo to, wciąż wisiałam w powietrzu. Oprzytomniałam i już nie chciałam pocałunku. Przypomniałam sobie, jak kończyły wszystkie jego dziewczyny, czy koleżanki, które pozwoliły mu na więcej. Nie chciałam być następną taką.
Zamachnęłam się nogą i trafiłam Harry'ego w kolano, przez co puścił mnie i upadł na podłogę, trzymając się za nogę. Jednak nie przemyślałam dokładnie swojego czynu. Niall był zbyt blisko, a ja spadając, upadłam wprost na niego, popychając nas oboje na ziemię. Wylądowałam biustem w twarzy Nialla, co okropnie rozśmieszyło Zayna i Liama, którzy obejmując się nawzajem, pękali ze śmiechu.
Lou podbiegł do wkurzonego i kontuzjowanego Harry'ego, który patrzył na mnie nienawistnym wzrokiem. Przerażona ciepłym oddechem Nialla, który czułam na klatce piersiowej, chciałam z niego zejść i uciekać dalej, korzystając z okazji, że wszyscy byli zdezorientowani. Jednak dłonie Nialla na moich biodrach, skutecznie mi w tym przeszkadzały.
- To jak, Em, dostanę mojego buziaka? - Jego głos był zagłuszony. Nic dziwnego, skoro wciskał nos w mój dekolt.
- Nie ma mowy. - Zaprzeczyłam i znów próbowałam się wyrwać.
- Emily, muszę ci coś powiedzieć. - Odchylił się na tyle, na ile pozwalała mu podłoga pod nami i jednym ruchem przesunął mnie tak, że nasze oczy były na tym samym poziomie. - Czekałem na ten moment od dawna. Myślisz, że dlaczego nigdy nie byłem z jakąkolwiek dziewczyną dłużej niż 3 dni?
Zamurowało mnie totalnie. Byliśmy przecież tylko przyjaciółmi. Nie rozumiałam tego, co do mnie mówił. Do czego zmierzał? Nie mogłam dłużej patrzeć mu w oczy i spojrzałam na Zayna i Liama, leżących na podłodze, niedaleko nas. Ostatnio przyznali się wszystkim, że są razem. Nie powiem, zdziwiło mnie to, ale nie aż tak. Nie miałam nic przeciwko takim parom.
- Milly, proszę, spójrz na mnie… Em… - Blondyn pogładził mnie dłonią po policzku. - Żadna z nich nie była dla mnie ważna. Ale próbowałem. Umawiałem się z nimi, bo wiedziałem, że nie mogę kochać ciebie, że to tylko zniszczyło by naszą przyjaźń. Dlatego pozwalałem sobie na takie traktowanie każdej z nich. Liczyłaś się tylko ty, ale nie mogłem cię mieć.
- Niall, przestań. - Z moich oczy wypłynęły łzy.
- Nie, Em. Nie przestanę. Chcę żebyś znała prawdę. - Starł mi kciukiem łzy z policzków i uśmiechnął się lekko. - Czekałem na jakikolwiek znak od ciebie. Jakąkolwiek podpowiedź, że czujesz to samo. - Nagle roześmiał się, a po jego policzku spłynęła pojedyncza łza. - I właśnie popsułem ten mur, który wokół siebie budowałem. A raczej, ty go zburzyłaś. Tym jednym, małym, słodkim pocałunkiem. Zburzyłaś wszystko, co tak długo budowałem, tak bardzo się starałem, żeby nikt się nie domyślił, nie dowiedział. Ale teraz już za późno...
Przewrócił nas tak, że teraz on górował nade mną, podpierając się rękoma. Zbliżył swoją twarz do mojej i lekko musnął moje wargi.
- Teraz już za późno... - Wyszeptał i wstał.
- Niall? Niall! - Usiadłam i przerażona patrzyłam jak odchodzi korytarzem.
Malik i Payne odsunęli się od siebie, patrząc na mnie nic nierozumiejącym wzrokiem. Wzruszyłam ramionami. Co im miałam powiedzieć? „Niall właśnie powiedział, że mnie kocha i teraz sobie poszedł”? Uderzyłam się mentalnie w twarz. Przecież wcale nie mówił, że mnie kocha. Mówił, że tylko ja się liczyłam... To ja kochałam jego. Ale czy on mnie?
- Niall, stój! - Wstałam i pobiegłam za blondynem, mijając wciąż złego na mnie Harry'ego i pocieszającego go Louisa.
Chłopak zbliżał się do wyjścia, już kładł dłoń na klamkę. Zmusiłam się do szybszego biegu. Dawałam z siebie wszystko. Nie mogłam tego tak zostawić. Nie po tym, co mi przed chwilą powiedział. To była moja jedyna szansa, której nie mogłam stracić. W przeciwnym razie, załamała bym się.
Jednak chłopak już otwierał drzwi. Na zewnątrz było ciemno, a bezchmurne niebo rozświetlał jedynie księżyc. Była pełnia. Spojrzałam na jego plecy, gdzie każdy mięsień odznaczał się pod koszulką.
- Kocham cię, Niall... - Powiedziałam cicho.
Straciłam tę szansę. Byłam za daleko. Wiedziałam, że mnie nie usłyszy i że już nigdy nie będę miała odwagi, żeby powtórzyć mu te słowa. Lecz zamiast puścić drzwi i pozwolić im się zamknąć, jego dłoń wciąż leżała na klamce. Stał tyłem, nie widziałam jego twarzy, lecz w świetle księżyca wyglądał jeszcze piękniej. Tak magicznie.
I właśnie wtedy się odwrócił, a ja mogłam zobaczyć, że na jego ustach błąka się lekki uśmiech. Przekroczył próg szkoły i znów znalazł się w środku. Moje serce biło mocno. Usłyszał. Teraz już nie ma odwrotu. Puścił klamkę, a drzwi zatrzasnęły się z hukiem. Oparł się o nie, całkowicie rozluźniony. Zupełnie inny, niż przed kilkunastoma minutami.
- Emily...
Od barwy jego głosu, moje serce oszalało. W tym jednym słowie, wyraził tak wiele. Jeszcze nigdy, moje imię w jego ustach, nie brzmiało tak pięknie jak teraz. Teraz, kiedy już wszystko wiemy. Ruszyłam powili w jego stronę. Krok za krokiem.
Tak długo się oszukiwaliśmy...
Wtuliłam się w jego ciepłe ciało, a on objął mnie ramionami. Odchyliłam głowę i lekko cmoknęłam go w policzek.

...a prawda była tak blisko...



~*~
Widzicie skarby, jak chcecie to potraficie! ;) Oby dalej było tyle komentarzy, bo uwierzcie mi - to cholernie motywuje. Obiecałam rozruszać bloga, ale musicie mi w tym pomóc komentując, bo miło jest mieć tę świadomość, że ktoś czyta twoje prace, a komentarze są właśnie takim środkiem przekazu. Im ich więcej, tym lepiej wiem, że wam się podobało i tym bardziej zmniejszy się czas oczekiwania na kolejną pracę! ;)
Więc mam nadzieję, że i pod tym znajdzie się ich przynajmniej 6 ;) 
Koneko

niedziela, 23 listopada 2014

#NIALL

Rozplątywałam białe kabelki słuchawek, dosłownie biegnąc na autobus. Nie cierpiałam się spóźniać. Zawsze musiałam być szybciej, czy to na przystanku czy na spotkaniu. 
Włożyłam mini jacka do telefonu i włączyłam playliste. W uszach rozbrzmiały pierwsze takty. Na przystanku było pusto, co bardzo mnie cieszyło. Zwykle na zajęcia jeździłam z chłopakiem, który miał treningi kilka ulic dalej. Jednak to już należało do przeszłości.

Z zamyślenia wyrwał mnie podjeżdżający autobus. Weszłam do środka i pierwsze, co przyszło mi na myśl to "o nie, tylko nie ona". Kilka siedzeń przed miejscem, w którym stałam, siedziała Lucy. Jej blond włosy, które zawsze sięgały pasa, teraz były krótkimi kosmykami, ledwo okalającymi jej twarz. Miała tę fryzurę od dwóch dni, lecz nikt nie potrafił do tego przywyknąć. Uśmiechała się do mnie i machała z przejęciem dłonią. Nie miałam innego wyjścia, jak się do niej dosiąść.
Gdy zbliżałam się do zadowolonej z nie wiadomo czego dziewczyny, zauważyłam blondyna z ciemnymi odrostami, czwartą osobę w tym autobusie, wliczając mnie, Lucy i kierowcę. Wyjęłam słuchawki z uszu. Przeszłam pomiędzy siedzeniami i usiadłam obok blondynki. Chłopak siedział przy oknie, po naszej lewej stronie i z lekkim uśmiechem, wpatrywał się w ekran telefonu, który trzymał w dłoni.
- Mimi, powiedz mi, czy to prawda, że ty i Harry nie jesteście już razem? - Spytała na wstępie, nawet się z tym nie kryjąc.
Skrzywiłam się, słysząc moje znienawidzone przezwisko. Czy to moja wina, że rodzice pokarali mnie imieniem Michelle? Od dziecka wszyscy się z tego powodu ze mnie nabijali, przezywając Mimi. Nie cierpiałam tego, a ona o tym doskonale wiedziała. Nie, nie byłyśmy przyjaciółkami, ale wrogami też nie. Była po prostu moją koleżanką z klasy.
- Tak, już nie jesteśmy. - Spojrzałam na lewo, byle tylko na nią nie patrzeć i ze zdziwieniem zauważyłam, że chłopak z blond kosmykami, patrzy na nas z zainteresowaniem.
Gdy zobaczył, że na niego patrzę, uśmiechnął się lekko i spojrzał na ulicę za oknem.
- Czyli to znaczy, że Harry jest wolny? - Spytała z nadzieją wymalowaną na twarzy.
- Jasne, bierz go sobie. - Mruknęłam.
- To fantastycznie! - Krzyknęła z entuzjazmem.
Mruknęłam coś niezrozumiałego i spojrzałam przez okno. Czekała mnie długa droga na zajęcia. Lucy poderwała się z siedzenia i ze mną pożegnała. Wysiadła, gdy tylko autobus zatrzymał się na następnym przystanku, a ona dowiedziała się tego, co chciała. Mogłam się domyślić, że właśnie o moje potwierdzenie jej chodziło. Byłam z Harrym przez 3 lata. Od kilku miesięcy miedzy nami się psuło, a teraz postanowiliśmy z tym skończyć. Dalsze ciągnięcie tego związku, nie miało dla mnie najmniejszego sensu.
Wyciągnęłam z torby szkicownik i oparłam się plecami o szybę, tak, aby dobrze widzieć chłopaka. Przyjrzałam mu się dokładniej. Ciemne włosy, których blond kosmyki były postawione do góry i niesamowicie niebieskie oczy. Szara koszulka leżała na nim idealnie, a jasne rurki opinały szczupłe nogi. Oparł łokieć o okno, a głowę na dłoni. Patrzył gdzieś za szybę. Ze swojego miejsca wyczuwałam od niego tajemniczą aurę. Coś, co bardzo mnie intrygowało w tym nieznajomym chłopcu.
Przyłożyłam ołówek do kartki i zaczęłam kreślić pierwsze linie. Zarys szczeki, twarzy z profilu, szyi oraz ramion. Delikatnie szarpałam ołówkiem, szkicując włosy. Był idealnym modelem. A ja miałam kolejną pracę i inspirację na dzisiejsze zajęcia.
Autobus nie był najlepszym miejscem na rysowanie. Pojazd co chwilę podskakiwał na wybojach lub chwiał się w prawo i lewo. Mimo to, byłam zbyt zajęta uwiecznieniem chłopaka na kartce, aby to zauważyć. Spojrzałam krytycznie na szkicownik. Wyszło całkiem dobrze. Byłam pewna, że nauczycielka mnie dziś pochwali. Podniosłam głowę do góry i z moich ust wydobył się krzyk. Gwałtownie cofnęłam głowę, uderzając nią w szybę. Tuż obok mnie, siedział on i bezczelnie gapił się na mój rysunek. Nieco zirytowana, potarłam obolałe miejsce dłonią. Zaskoczył mnie. Nie słyszałam, kiedy się przesiadł.
- O, to ja. - Wskazał palcem na zeszyt, a ja zaśmiałam się z doboru jego słów.
- Plus dziesięć za inteligencje. – Palnęłam.
Z reguły byłam wygadaną osoba. Potrafiłam się dogadać z każdym. Dlatego też, w tej chwili nie miałam problemu z rozmową z tajemniczym chłopakiem.
- Wystraszyłem cię - spojrzał na mnie ze skruchą.
- Nie słyszałam, kiedy się dosiadłeś... - Mruknęłam.
- Przepraszam...
- Nic się nie stało - odpowiedziałam. - Mógłbyś przez kilka minut siedzieć prosto, żebym mogła naszkicować twoją twarz? - Pytanie samo wyszło z moich ust. Nie kontrolowałam tego.
- Och - zdziwił się. - Um.. jasne. - Uśmiechnął się lekko i usiadł tak, abym go dobrze widziała.
Nie przewidziałam tylko jednego. Fakt, że siedział w ten sposób, dawał mu idealną okazję, aby się na mnie patrzeć. Więc gdy ja go rysowałam, a raczej próbowałam, on skanował moją twarz i ogólnie całą sylwetkę. Czułam na sobie palący wzrok jego niebieskich tęczówek, który sprawiał, że nie potrafiłam skupić się na kartce i ołówku.
- Mógłbyś na mnie nie patrzeć? Stresujesz mnie - powiedziałam w końcu.
Zaśmiał się i ku mojemu zdziwieniu, wyjął mi z rąk zarówno ołówek jak i szkicownik. Oniemiała patrzyłam, jak zapisuje na kartce jakieś cyfry i literki. Uśmiechnął się szeroko, oddając mi moją własność. A potem bez słowa podszedł do drzwi i wysiadł, gdy tylko autobus się zatrzymał. Nie byłam w stanie nawet za nim krzyknąć. Przez szybę obserwowałam jedynie, jak wkłada ręce do kieszeni jasnych spodni i rusza w jedną z bocznych uliczek.
Spojrzałam na mój zeszyt i zobaczyłam, że zapisał na nim swój numer oraz wiadomość:
Jeśli chcesz, to z chęcią mogę kiedyś pozować do rysunku, wystarczy że dasz znać. Ten Harry, to musiał być idiota, żeby stracić tak piękną dziewczynę. Czekam na wiadomość od Ciebie, Niall  xx.
Byłam pewna, że moje policzki zrobiły się czerwone i cieszyłam się ogromnie, że w autobusie zostałam już tylko ja i kierowca. Do końca podróży w mojej głowie była tylko jedna myśl "wiec ma na imię Niall".


~*~
Po "ostrym" Zaynie coś lekkiego i niezbyt długiego. Podobało się? ;)
Coś wam powiem, kochani. Lubicie czytać? Tak? To super, bo my także. Wasze komentarze, miśki. Więc będę wniebowzięta, widząc ich więcej niż 5 ;) 
Koneko

środa, 19 listopada 2014

#ZAYN +18

Uśmiechałam się lekko, patrząc na chłopaka, siedzącego naprzeciw mnie. Jego ciemne włosy były postawione na żel, czyli tak jak zwykle, a ciemne oczy wpatrywały się w moje, szare. Uśmiechnął się szeroko, gdy kelner postawił przed nami nasze zamówienia, oraz szampana w kubeczku z lodem.
Spojrzałam na niego zdziwiona. Szampan? Z jakiej okazji? Jednak chłopak skutecznie omijał mój wzrok. Z dnia na dzień zaskakiwał mnie coraz bardziej. Codziennie wysyłał mi róże. Za każdym razem, gdy się spotykaliśmy, dawał mi prezenty. Jak nie kolczyki, to naszyjnik, czy inne świecące cudeńka. Z wielkim powodzeniem mogłabym otworzyć sklep jubilerski.
Kolejnym takim zaskoczeniem był fakt, że teraz siedzimy w najdroższej restauracji w całej Ameryce. Na ostatnim piętrze 50-cio piętrowego biurowca, w osobnym pomieszczeniu niż reszta ludzi, a za nami są drzwi. Nie wiem od czego i chyba boję się tego dowiedzieć.
Nieśmiało podniosłam wzrok znad talerza, pełnego pysznego włoskiego dania. Spojrzałam na garnitur, w który był ubrany Zayn. Uwielbiałam go w takim wydaniu, a czerwony krawat tylko podkreślał jego idealny wygląd. Nie wiedziałam, czy to, że ja miałam na sobie czerwoną sukienkę, było tylko przypadkiem, czy Malik ma jakieś telepatyczne zdolności. Jednak czułam, że moje policzki również robią się takiego koloru.
- Rumienisz się. - Powiedział, patrząc na mnie z uśmiechem, jakby potwierdzając moje myśli.
- Przestań - mruknęłam.
Nie lubiłam, gdy ktoś mi to wypominał. Zawsze wtedy, jak na zawołanie, rumieniłam się jeszcze bardziej. Było to irytujące. A on doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że nie cierpię, gdy tak mówi.
- Oj no, nie bocz się. Jesteś taka urocza, jak się rumienisz. - Zagruchał, a ja skuliłam się na krześle, nie dbając o to, że właśnie się garbię.
Poczułam, jak kładzie dłoń na moim kolanie i spięłam się. Nie miałam nic przeciwko jego dotykowi, uwielbiałam go. Lecz nie w takich miejscach. Stresowało mnie to.
- Rozluźnij się, Michaelle. - Powiedział i przesunął dłoń na moje udo. - Jesteśmy w osobnym pomieszczeniu, nie na sali. Nikt nas nie widzi, spójrz - wskazał ręką na około nas - same ściany.
Odetchnęłam lekko, lecz po chwili wyprostowałam, czując jego dłoń jeszcze bardziej.
- Zayn - syknęłam przez zaciśnięte zęby.
- Słucham, kotku? - Wyszczerzył zęby, patrząc mi prosto w oczy.
Bałam się tego, co w nich widziałam, mimo iż to nie był pierwszy taki raz. Wspominałam wspaniale każdą noc z tym cudownym mężczyzną. Każda następna była jeszcze lepsza niż poprzednia. I nagle się domyśliłam, od czego te drzwi. Ten fakt, oraz jego dłoń na moim udzie, coraz bardziej zbliżająca się do rąbka mojej sukienki, sprawiały, że rumieniłam się jeszcze bardziej. Nagle pożałowałam, że ubranie sięgało jedynie połowy ud. Mogłam wybrać długą do ziemi, czarną suknię, która podkreśliłaby moją oliwkową karnację, jeszcze ciemniejszą, niż ta Malika.
- Kotku? Odpłynęłaś. O czym tak intensywnie myślałaś? – Spojrzałam w przód i… nie zobaczyłam go. Dopiero po chwili skojarzyłam, że zamiast naprzeciwko, Zayn usiadł tuż obok mnie, a nasze ramiona się stykają. – Powiedz mi – szepnął mi do ucha, a moje ciało przeszył gwałtowny, ale przyjemny, dreszcz.
- O… - Starałam się wymyślić jakieś wyjaśnienie na poczekaniu, ale nagle moja głowa była pusta i nie potrafiłam niczego sensownego skleić.
- O? – Patrzył na mnie intensywnie. – O tych drzwiach za nami? Ciekawi cię, co za nimi jest? – Szeptał powabnie, muskając ustami moje prawe ucho. – Chciałabyś się dowiedzieć, Michaelle?
Nie odpowiedziałam na żadne z zadanych pytań. Zgubiłam gdzieś język. Nie byłam w stanie niczego z siebie wydusić. I wtedy ostatni raz musnął ręką moje udo i nagle poczułam obezwładniające mnie zimno, bo chłopak się odsunął i wrócił na swoje miejsce naprzeciwko.
- Smacznego, Michaelle. – Powiedział i złapał widelec, wściekle wbijając go w makaron na talerzu. Albo tylko mi się wydawało, że wściekle. Może po prostu był głodny? Ale głodny, czy głodny mnie? Na to pytanie miałam poznać odpowiedź później. Teraz jednak zajęłam się kolacją, biorąc przykład z mężczyzny siedzącego przede mną.

*

Śmiałam się i chichotałam na zmianę. W dłoni trzymałam lampkę szampana. Już piąty kieliszek. Bąbelki musowały w mojej głowie. Alkohol działał na mnie w ten sposób, że robiłam się wesoła i odważna – czyli taka, jaka nie byłam na co dzień, ze znacznym przechyleniem na tę dugą cechę.
- Oh, i wtedy Niall’owi zaburczało w brzuchu, a wzrok wszystkich, dosłownie wszystkich, zwrócił się w naszą stronę… - opowiadał roześmiany Zayn, poluzowując krwistoczerwony krawat.
Ostatni guzik miał rozpięty, przez co kołnierzyk rozchylał się lekko na boki. Włosy były zmierzwione od ciągłego ich przeczesywania – jego własnego, jak i mojego. Uwielbiałam ten stan, gdzie staliśmy, siedzieliśmy czy leżeliśmy i mogłam do woli mierzwić jego czarne kosmyki, pieszcząc, gładząc i pociągając za nie.
Malik obejmował mnie lewym ramieniem, a moja głowa opierała się o jego tors. Było mi tak miło. Jemu zresztą też. Uśmiechał się leniwie.
- Uwielbiam Nialla, mówię ci, nie znam bardziej komicznej i głodnej osoby od niego – powiedziałam ze śmiechem, a on w jednym momencie się spiął
- Uwielbiasz go bardziej niż mnie? – Spytał cicho, momentalnie psując tę wesołą aurę, która nas otaczała.
- Przecież wiesz, że nie to miałam na myśli, Zayn. – Szepnęłam.
- Więc mi to udowodnij, Michaelle… - Szepnął, a wolną dłonią, boleśnie powoli, zsunął ramiączko mojej sukienki i lekko pogładził moje nagie ramię. – Pamiętasz moje wcześniejsze pytanie, Mi? Chcesz się dowiedzieć, co jest za drzwiami? – Pytał, kusząco ocierając swoimi ustami o moje ucho, przyprawiając mnie o przyjemne deszcze.
- Chcę – odszepnęłam cicho.
- Jak bardzo? – Dopytywał szeptem, na co odpowiedziałam mu jeszcze ciszej.
- Bardzo.

*

Przeszłam przez próg i znalazłam się w ciemnym, niemal czarnym, pokoju. Czułam obecność chłopaka za mną. Zamknął za nami drzwi, przekręcając klucz w zamku. Stałam pośród tej ciemności, nie wiedząc, czego się spodziewać. Usłyszałam cichy szelest, jakby ściągał marynarkę i gdzieś ją odkładał.
- Zayn? – Spytałam cichutko.
- Nie bój się, jestem tu… - Jego szept był kojący, a strach, chociaż był tylko lekki, odpłynął jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. – Mam zapalić światło?
- Tak. Nie. Nie wiem…
- Więc może zrobimy tak… - Usłyszałam, jak mamrocze pod nosem. – Gdzie to jest. Powinno tu przecież być… A może zapomnia… Aha! Tu są! Hm, ale przecież ja ich tu nie wkładałem. Dziwne. Nieważne… - Westchnął i po chwili mrok rozjaśniła mała świeczka, którą zapalił.
Do niej dołączyła też druga i trzecia, a Zayn odłożył zapałki na bok i odwrócił się do mnie przodem. Miałam rację, odłożył gdzieś marynarkę. Stał teraz w samych czarnych, obcisłych spodniach, białej koszuli z rozpiętym kołnierzykiem i tym czerwonym, krwistym, rozluźnionym krawatem. Wyglądał cholernie seksownie, gdy jego cień tańczył na ścianie, dzięki rzucanemu przez świeczki światłu.
- Cóż, jutro masz wolne, prawda Mi? – Spytał, podchodząc dwa kroki w moją stronę.
- Um, no tak… - Odpowiedziałam powoli.
- Więc wykorzystamy tę noc maksymalnie, kochanie – uśmiechnął się lubieżnie i nawet nie zorientowałam się, kiedy do mnie podszedł.
Jego usta zaatakowały moje, całując je gwałtownie, ale za razem delikatnie. Jego dłonie znalazły się na moich biodrach niemal w tym samym czasie, w którym moje na jego torsie. Smakował słodkim szampanem, którego piliśmy. Gdy zabrakło nam tchu, odsunął się lekko, ale jego dłonie wciąż zaciskały się na mojej talii, gładząc ją lekko.
- Możemy tu zostać? Nie zamykają restauracji? – Spytałam niepewnie.
- Owszem możemy i tak, zamykają, ale w końcu jestem Zayn Malik i jakby nie było, jesteśmy na ostatnim piętrze – powiedział rozbawiony do granic możliwości, chichocząc zaciekle, a ja spłonęłam ogromnym rumieńcem, ciesząc się, że jednak jest ciemno. Przynajmniej nie widział mojej czerwonej twarzy.
Poczułam jednak, że popycha mnie lekko do tyłu, więc cofnęłam się o krok, dwa, pięć, aż w końcu poczułam za sobą wysokie łóżko.
- Mmm, wiesz, co teraz z tobą zrobię? – Spytał, oblizując z wolna wargi.
- N-nie…
- Chciałem ci powiedzieć, ale… jednak nie powiem – zaśmiał się cicho i objął mnie, a jego dłonie szybko odnalazły zamek z tyłu mojej sukienki.  Chwilę później, opadła ona z cichym szelestem na podłogę. – Drżysz. Boisz się?
- Ufam ci – odpowiedziałam cicho, ale czule. O tak, ufałam mu, jak jeszcze nikomu innemu i wiedziałam, że mnie nie skrzywdzi.
Jego usta lekko musnęły moje i nie zatrzymywały się na nich długo. Od razu zaczął zostawiać mokre pocałunki na mojej szczęce, następnie na szyi, schodząc powoli niżej… niżej… na dekolt. Na tyle, na ile pozwalał mu czarny, koronkowy stanik. Nie było to dla niego przeszkodą, ale mimo to, nie naciskał. Wiedziałam, że się rozkręci. To po prostu była gra wstępna, która w jego wypadku była bardzo wolna, ale rozpalająca do granic możliwości.
Uniosłam dłonie do góry i rozwiązałam jego krawat, odrzucając go na bok. Spadł na podłogę, nie wiem gdzie. Nie dbałam o to. Moje palce już odpinały guziki białej koszuli. Wdychałam zapach jego mocnych perfum, upajając się nim. Było cudownie, a zaraz miało być jeszcze lepiej. Zostawiłam rozpiętą koszulę i złapałam za pasek od spodni. Dziwiłam się, po co go nosi, skoro jego spodnie i tak wisiały nisko, ale była to jedna z tych rzeczy tak dla niego charakterystycznych, że bez niej, nie byłby to ten sam Zayn.
Rozkręcał się, a nasze ciała były coraz bardziej nagie i podniecone. Nim się zorientowałam, już leżałam wygodnie na miękkim materacu łóżka, całkowicie naga i otwarta na niego. Widziałam jego twarz, dosłownie przed moją, gdy szybko, ale namiętnie mnie pocałował. Nie tracił czasu i ustami już pieścił moje piersi, czułam, jak się uśmiecha i też się uśmiechnęłam.
Jęknęłam głośno, gdy lekko przygryzł prawy sutek, jednocześnie drugiego pieszcząc palcami, szarpiąc i wykręcając go we wszystkie strony. Wiłam się pod jego dotykiem, pojękując cicho.  Jego ręce zawędrowały między moje nogi, szeroko je rozsuwając.
Z moich ust wychodziły coraz to kolejne jęki i pokrzykiwania, a jego usta całowały coraz to nowe miejsca na moim ciele. Nie potrafiłam stwierdzić, jak długo to wszystko trwało. Wiedziałam jednak, że wszystko to, sprowadzało mnie na najdalszy kraniec przyjemności, jaki tylko mogłam sobie wyobrazić, bądź nawet wymarzyć. Nie potrafiłam tego przyrównać do niczego innego. Tego było zbyt dużo, zbyt wiele. A emocje… Rozsadzały mnie całą od środka.
- O Boże… Ja zaraz… Oh…
- Shh, Michaelle. Jeszcze nie teraz.
I wtedy we mnie wszedł. Szybko, gwałtownie. Całą swoją długością. Poruszał się powoli, zmysłowo. Jednocześnie całował moją szyję i dłońmi pieścił piersi. A potem przyśpieszył. Poruszał się coraz szybciej, mocniej. Każde pchnięcie było coraz silniejsze, ale za razem pełne uczucia. Zbliżył usta do mojego ucha i przygryzał je lekko, szepcząc lubieżne słówka. Dłońmi przytrzymywał moje biodra, zaciskając na nich palce.
- Dojdź dla mnie, Michaelle… - Szepnął nagle i w tym momencie przyszło moje spełnienie. Zalała mnie fala ulgi i niewyobrażalnej przyjemności, a całe ciało się trzęsło. Poruszył się jeszcze trzy razy. Trzy mocne, gwałtowne, szybkie razy, jeden po drugim.
I dołączył do mnie w tym labiryncie sprzecznych uczuć.

*

Kochałam go. Byłam tego pewna już tamtej, pamiętnej nocy. Brał mnie na wszelkie możliwe sposoby, a ja poddawałam się jego zabiegom, z całkowitym zaufaniem. O tak, już wtedy wiedziałam, że go kocham. Ale nie pisnęłam ani słówka.
Bo słowa ‘kocham cię’, wypowiedziane podczas seksu, są przekłamane. Emocje rozsadzają nas tak bardzo, że nie myśląc, ani nie czując racjonalnie, mówimy. Pod wpływem.
Dlatego nic nie powiedziałam. Zayn także był cichy, oszczędzał w słowach dotyczących emocji i uczuć.  Minęło sporo czasu, nim wypowiedział te dwa słowa, które pozornie nie znaczą nic nadzwyczajnego, ale w sytuacji, gdy mówi je osoba, którą ty także kochasz – znaczą wszystko. Sprawił, że nie wiedziałam, co robić, co powiedzieć, jak w ogóle zareagować.
Kocham go wciąż i kochać będę po końce moich dni.
Był ze mną, jest i będzie – obiecał. A ja ufam mu, że dotrzyma obietnicy.
A seks… Cóż. Z każdym dniem jest coraz lepszy, niż poprzedni. A gdy Malik wyjeżdża w trasę koncertową ze swoim zespołem, a ja zostaję sama, w naszym ogromnym mieszkaniu, czekam na niego z niecierpliwością. Gdy wraca, przez trzy kolejne dni nie wychodzimy z łóżka, ciesząc się nawet najmniejszym i najlżejszym dotykiem.
A tamtą restaurację, tamten pokój i tamtą noc… Pamiętam z każdym najmniejszym szczegółem, bo to ona była naszym przełomowym momentem. 




~*~
Tak jak obiecałam - mamy +18 z Zaynem ;) Podobało się? Liczę na komentarze z opiniami, moi drodzy ;) Mam wrażenie, że trochę pomieszałam czasy w drugiej części imagina, ale chyba nie jest tak źle ;p 
Przy okazji, pozwolę sobie zrobić małą reklamę, bo dosłownie przed sekundką dodałam rozdział na moim opowiadaniu (+18) i jeśli mamy tu jakieś zboczuszki, to serdecznie zapraszam --> http://short-stories-koneko.blogspot.com/p/sex.html ;) 
Koneko

sobota, 15 listopada 2014

Zayn #2

On mnie pocałował. Nie wierzę. 
Odepchnęłam go lekko i wybiegłam ze studia. Tyle co zauważyłam, że całą sytuacje widział Harry. O zgrozo. 
Słyszałam za sobą, jak ktoś woła moje imię, ale nie miałam zamiaru się odwracać. Biegłam przed siebie, aż do mieszkania. Kiedy trzasnęłam drzwiami, ześlizgnęłam plecami o nie, aż usiadłam. Moje nogi przyciągnęłam pod piersi. Zaczęłam płakać. Dlaczego on to zrobił? Tak bardzo go unikałam po tym co mi zrobił. Dlatego wyprowadziłam się do brata, do Londynu. 
Mój telefon nie przestawał dzwonić. No świetnie. 
- Halo?- Odebrałam, kiedy telefon nie przestał wibrować. 
- [T.I] co się stało? Płaczesz? Dlaczego uciekłaś?- Harry zaczął zadawać mnóstwo pytań. 
- Po co zadajesz pytania skoro to widziałeś?- Trochę się uspokoiłam. 
-Dlaczego on to zrobił?- Nie przestawał pytać. Słychać było, że jest zaskoczony. 
-Nie wiem- podniosłam się. - Nie mam ochoty teraz o tym gadać- dokończyłam. 
-Za niedługo będę w domu- Odparł mój brat. Słyszałam, że otwiera jakies drzwi. 
-No dobra- powiedziałam ściągając kurtkę. 
Nie powiedział już nic więcej. Rozłączył się. 
Westchnęłam. Tak bardzo chciałam o nim zapomnieć. 
Kiedy ja rozmyślałam tak nad tym co się stało, usłyszałam trzśnięcie drzwiami. Lekko podskoczyłam. Po chwili zaa rogu wyłonił się mój brat. Podszedł do mnie i przytulił mnie. Odwzajemniłam uścisk. 
-Wszystko będzie okey- Mówił ściszonym tonem. 
-Mam nadzieje- westchnęłam. 

~~~~
Kiedy zaczynał się wieczór wszystko się uspokoiło. Rozmawiałam z Harry'm. Dziękuję Bogu, że mam tak wspaniałego brata. 
Zaczęłam ubierać moje trampki. 
-Wychodzisz?- Zobaczyłam mojego brata opartego o framuge drzwi. 
- Idę się przejść- Odpowiedziałam, kontynuując ubieranie moich butów.
-Jest ciemno. Pójść z tobą?- Odpowiedział zaalarmowanym głosem, dalej patrząc się na mnie. 
-Harry ja nie mam 9 lat. - Powiedziałam wysyłając mu uśmiech. 
-W takim razie ja się wybieram do [I.T.P] i wrócę jutro.-  powiedział. -Jestem cały czas pod telefonem- powiedział wchodząc do salonu. 
- Okey- Krzyknęłam. 
Mój braciszek jest w związku z moją przyjaciółką. Ciesze się, że ma kogoś na kim mu tak strasznie zależy. 
 Założyłam jeszcze płaszcz i wyszłam. 
Wiatr lekko rozwiewał moje włosy. Lubię jesień. Nie jest ciepło. Nienawidzę ciepła. 
 Przechodziłam koło jakiegoś Pubu, którego nazwa widniała na wielkim, oświetlonym bilbordzie. Normalnie miałam sobie przejść jak zwykła osoba, która chce się tylko przejść, ale zaniepokoiła mnie grupka. Wysoki chłopak stał pod ścianą, chwiejąc się. Wokół niego stało kilka innych chłopaków. Ja chyba znam tego pijanego chłopaka. Zayn. 
Jeden przywalił mu prosto w brzuch. 
Miałam do wybrania dwie opcje. Albo z tamtą zwiać i udawać, że nic się nie stało, albo iść i mu pomóc. Możecie mnie wziąść za idiotkę, ale po tym co mi zrobił, wybrałam to drugie. 
-Zayn! - Krzyknęłam. 
Wszystkie spojrzenia padły na mnie, włącznie z ciemnookim. 
Podbiegłam do nich. Stanęłam przed Zayn'em, mimo, ze jest ode mnie o wiele wyższy i jego głowa wystawała z nad mojej. 
-Odwalcie się od niego. - Powiedziałam z twardym wyrazem twarzy. 
O dziwo zaczęli odchodzić. 
-Jeszcze nie skończyliśmy Malik- rzucili, po czym rozeszli się. 
Kiedy teren był pusty, odwróciłam się do chłopaka który górował nade mną wzrostem. 
-Widać, że nie tylko ja cię nienawidzę- zaśmiałam się tępo. 
- Ja..- schylił głowę - Dziękuję- powiedział i swoje oczy wbił we mnie. 
O nie. Nie zachowywał się jakby był pijany. Mówił całkiem poważnie,, tak myślę. 
~~~~
Zabrałam go do siebie. Tylko dlatego, że nie chciał mi podać adresu. 
Przez całą drogę bredził. Jednak alkohol źle mu zrobił. W końcu podeszliśmy pod drzwi. 
- Tu mieszkasz?- Zapytał się, chwiejąc. 
-Mhm- zamruczałam pod nosem. 
Oparł się o ścianę i mi się przyglądał. Do tego uśmiechał się pod nosem. 
-Jesteś piękna- wypalił z uśmiechem, kiedy otwierałam drzwi.
Po 5 sekundach dotarło to do mnie. 
-Co?- Popatrzyłam się w górę, aby popatrzyć mu się w oczy. 
-No jesteś piękna- Jeszcze bardziej poszerzył swój uśmiech. 
-No ten.. dziękuję- Zarumieniłam się. 
Otworzyłam szerzej drzwi. Dałam chłopakowi znak ręką, aby wszedł jako pierwszy. 
Jeszcze mi się przewróci. Wolę nie ryzykować. 
Chłopak poczekał na mnie, aż wejdę ja i zamknę drzwi. 
Zaprowadziłam go do mojego pokoju, w którym ma spędzić dzisiaj noc. Ja prześpię się w pokoju Harrego którego nie będzie na noc.
-Na tym łóżku będziesz dzisiaj spał- wskazałam ręką. -Kładź się już, jest późno- Powiedziałam. 
Wszedł chwiejnym krokiem do mojego pokoju. Twarz skierował w moją stronę. 
- A ty gdzie będziesz spać?- Zapytał, patrząc mi się w oczy. 
-Prześpię się w pokoju Harrego. Nie będzie go dzisiaj na noc- Odpowiedziałam, nie patrząc się na niego. 
Chłopak westchnął i zaczął się rozbierać. Ja w tym czasie poszłam się wykąpać. 
Kiedy wykonałam wszystkie czynności i przebrałam sie w za dużą koszulkę i hawajki,  poszłam do mojego pokoju w którym jest Zayn. Kiedy weszłam, chłopak był w samej koszulce i bokserkach. Leżał na moim łóżku przykryty kołdrą. 
- No więc ten- zaczęłam - Dobranoc- uśmiechnęłam sie lekko.
- [T.I] - powiedział mulat, na co gwałtownie się odwróciłam. 
Patrzyłam na niego, z wielkim znakiem zapytania wymalowanym na twarzy. 
-Połóż się koło mnie- Jego pytanie.. a raczej twierdzenie wbiło mnie w szok. 
-Zayn.. - zaczęłam, patrząc się wszędzie tylko nie na niego. 
-Proszę- wtedy spojrzałam na niego. Siedział na łóżku wpatrując się na mnie. Wyglądał tak uroczo. 
-Ugh.. no dobra- Powiedziałam, na co się szeroko uśmiechnął. 
Podniósł kołdrę abym mogła się wygodnie położyć. Kiedy już byłam koło niego zgasiłam lampkę. Byłam na końcu łóżka. 
-Dobranoc- powiedziałam
-dobranoc- odpowiedział mi. 
Po chwili wyciągnął ręce i przyciągnął mnie do siebie i wtulił się we mnie. Oplutł rękami moją talię. Bał się chyba, że uciekne czy coś. Kłamałabym, że mi się to nie podobało. Uśmiechnęłam się lekko pod nosem. Jego ręce oplotłam moimi, co go chyba zdziwiło. I wtedy powiedziałam coś, czego sama się nie spodziewałam. 
-Kocham cię- wypaliłam. 

--------------------------------------------------
SIEMANECZKO! 
I kto się stęsknił za Asią? :) 
Haha co do imagina to jeszcze nieee konieeec. :D 
I teraz mam do was bardzo ważne pytanie, na które chce znać odpowiedź. 
Czy mam odejść z zespołu i przestać pisać imaginy? Bo jednak wydaję mi się, że macie mnie.. dość? I że nie podobają wam się już moje imaginy. :C 
Do następnego. 
Mickey. 

#LIAM

Siedziałam na ławce, machając lekko nogami. Przyglądałam się swoim znoszonym balerinkom i zastanawiałam, czemu tak bardzo lubię w nich chodzić. Co chwilę zerkałam na telefon, leżący obok mnie, czekając na jakąkolwiek wiadomość.
Spóźniał się.
Nie wiedziałam co się stało i czy w ogóle cokolwiek się stało. Jednak bałam się. Od kilku dni Liam zachowywał się dziwnie. Zawsze był cichy, lecz przez ostatnie dni aż za bardzo. Mimo tej swojej „cichości”, potrafił mnie zawsze rozśmieszyć. Ostatnio w ogóle się nie śmiał, nie rzucał żartami, a nawet się nie uśmiechał. Podczas naszych spotkań mało rozmawiał. Czułam się dziwnie. Zupełnie, jakby mnie już nie potrzebował.
Bałam się.
Bałam się tego, co może siedzieć w jego głowie.
Bałam się, że już nic do mnie nie czuje. Że już mnie nie chce.
Przymknęłam oczy i wróciłam pamięcią do dnia, w którym pierwszy raz go zobaczyłam.
*
Opierałam się o ladę, w oczekiwaniu na jakikolwiek ruch w sklepie. Od dwóch godzin nikt tu nie wszedł, a jedyną książkę, którą ze sobą miałam, przeczytałam całą. Wszystkie czasopisma, leżące na półkach, przekartkowałam już dawno. Nie było tu niczego do roboty. Oparłam głowę na dłoni i przymknęłam lekko oczy.
Do mich uszu dobiegły podniesione głosy i hałasy. Wyprostowałam się i położyłam dłonie na blacie. Może jacyś klienci? Spojrzałam na drzwi, w których pojawił się zmachany chłopak. Ręką ocierał pot, spływający z czoła. Biegł i to pewnie dosyć długo.
- W czym mog..
- Schowaj mnie! Błagam, schowaj mnie gdzieś tu i zamknij te cholerne drzwi!
Nie wiedziałam, czemu to robiłam, ale było w nim coś, co skłoniło mnie do pomocy. Zamknęłam szklane drzwi na klucz i popchnęłam chłopaka w stronę zaplecza. Rzucił się na drzwi bez zbędnych zaproszeń. Oparł się o ścianę i głęboko oddychał, próbując uspokoić oddech. Wróciłam do sklepu i zmieniłam tabliczkę z „otwarte” na „zamknięte”. Przed sklepem zebrał się tłum rozwrzeszczanych nastolatek. Zdziwiona, wróciłam do chłopaka i oparłam się o ścianę naprzeciwko niego.
- Uciekałeś przed tym tłumem dziewczyn?
- Daj spokój, one są okropne. Są wszędzie, nigdzie nie mogę iść sam...
Spojrzałam na niego, nic nie rozumiejącym wzrokiem.
- To kim ty jesteś?
*
Uśmiechnęłam się lekko na to wspomnienie. Nie rozpoznałam go. Członka One Direction. Jednej z najbardziej znanych osób na świecie. Przez bardzo długi czas śmiał się ze mnie, z tego powodu. Ale nie tylko on. Harry i Louis również.
Rozejrzałam się po parku. Spacerujący ludzie z psami. Mamy z dziećmi w wózkach. Staruszkowie drepczący razem, trzymający się za ręce. I samotni ludzie, pośpiesznie mijający tę sielankę, ze słuchawkami w uszach.
Jednak nikt nie siedział na ławce sam, oprócz mnie. A Liama dalej nie było. Nie miał w zwyczaju się spóźniać, ale nasze pierwsze spotkanie było podobne.
*
Od dwudziestu minut stałam na środku alejki i tupałam nogą w zniecierpliwieniu. Gdy wysłał mi SMSa z prośbą o spotkanie, cieszyłam się bardzo. Piszczałam i skakałam po łóżku przyjaciółki, która nie bardzo wiedziała co się dzieje.
Jednak spóźniał się, a ja miałam obawy, że to tylko głupi żart i wcale nie ma zamiaru przyjść. Spojrzałam na granatowe niebo, na którym już skrzyły się cztery gwiazdy. Gdy zobaczyłam ciemny kształt, biegnący w moim kierunku, od razu wiedziałam, że to on. Odkąd go poznałam w sklepie, zawsze widziałam go w biegu. Miałam tylko nadzieję, że podczas spotkania będzie spokojnie.
Widziałam go coraz wyraźniej. Miał na ustach ogromny uśmiech, a jego oczy się świeciły miłym i przyjemnym blaskiem. Był wpatrzony we mnie i nie zauważył ławki, która stała na jego drodze. Zasłoniłam usta dłonią, aby stłumić krzyk.
Przeleciał przez całą ławkę i wylądował u jej stóp, na ziemi. Bałam się, że coś sobie zrobił, jednak gdy zobaczyłam w świetle gwiazd, jego szeroki i kpiący uśmiech, wybuchłam śmiechem.
Całkiem przyjemny początek...
*
Teraz był dzień i było jasno. Widziałam dokładnie wszystko dookoła. Tak więc szybko zauważyłam, że się zbliżał. Był zdenerwowany. Nie. Był zestresowany. Gdy staną przede mną, widziałam jedynie, że okropnie trzęsą mu się dłonie.
- Hej [T.I.].. - Mruknął.
- Liam... Co się dzieje?
- Nic, [T.I.]... Serio, nic. - Odpowiedział, lecz nie uspokoiło mnie to. - Albo i tak... Coś się stało, a raczej stanie zaraz. Chciałem... Chciałem cię gdzieś zabrać, ale chyba nie wytrzymam.
Klęknął przede mną i na oczach wszystkich spacerowiczów, wyjął z kieszeni pierścionek i powiedział:
- [T.I.], ja, Liam Payne, przy tych wszystkich świadkach, oznajmiam, że jesteś miłością mojego życia i pytam, czy wyjdziesz za mnie?
Zamurowało mnie. W moich oczach stanęły łzy. Myślałam, że chce ze mną zerwać, że to już koniec... A on zachowywał się tak, bo bał się mojej odpowiedzi. Uderzyłam się mentalnie w twarz. Byłam głupia, doskonale o tym wiedziałam. Ktoś z tłumu krzyknął „zgódź się”, a inny „powiedz tak”. Wzięłam głęboki wdech i szepnęłam.
- Yes.
                 



***
Ohayo miśki :D 
Co myślicie? Imagin dość stary, ale obiecałam, że rozruszam bloga, więc musi się tu dziać coś częściej, więc zanim skończę ten, który piszę, musicie się zadowolić tym ;) 
Dzisiaj jeszcze ze skrótem, ale następne będą już z normalnymi imionami bohaterek :) I cieszę się, że chcecie +18, bo następny właśnie taki będzie ^^ 
Koneko