niedziela, 20 kwietnia 2014

Wielkanoc

Kochani!
Z okazji świąt Wielkanocnych życzymy Wam dużo radości, zdrówka, szczęścia, wytrwałości, spełnienia najskrytszych marzeń, wspólnych chwil z rodzinką, pełnych brzuszków i mokrego Dyngusa!
Cała załoga IO1D

czwartek, 17 kwietnia 2014

Niall, a może Harry....... Teraz juz wiem..... cz 16

Witam moje kochane marcheweczki! To już ostatnia część mojego opowiadania z Niallem. Doszłam do wniosku, że czas juz go skończyć, gdyż robiło się nudno, a końcowe imaginy były fatalne. Dziękuję wam za wasze wszystkie komentarze pod wszystkimi częściami. Z racji tego, że jest to już koniec tego partowca mam pomysł aby napisać kolejny, ale zanim do tego przystąpię mam do was prośbę. Jeżeli chcecie piszcie w komentarzach, z kim chcecie imagin i z jaka fabułą ^^ (moja wena leży i kwiczy) Więc pomóżcie, a może spełnię wasze oczekiwania. Tą część dedykuje wszystkim czytelnikom moich prac :) miłej lektury




Czekałem cierpliwie, ale dłużej już nie mogę! Nie mogę tak bezczynnie leżeć i czekać! Postanowiłem, biorę sprawę we własne ręce. Jadę do niej! Tak jak pomyślałem tak też zrobiłem. Nie zwlekając ani chwili dłużej zerwałem się z łóżka na równe nogi, złapałem klucze do samochodu i najszybciej jak i najciszej skierowałem się na dół w stronę drzwi wyjściowych. Cieszyłem się, że nikogo nie pobudziłem bo nie miałem ochoty tłumaczyć się. Odpaliłem samochód i ruszyłem w ustalonym kierunku. Droga zleciała mi bardzo szybko, nawet się dobrze nie zorientowałem, a już byłem na miejscu.  Wysiadłem jak poparzony z auta i ruszyłem w kierunku mieszkania dziewczyny. Kiedy byłem już pod drzwiami bez wahania w nie zapukałem. Niestety nikt się w nich nie pojawił, więc postanowiłem powtórzyć czynność. Niestety tym razem rezultat był ten sam.
-No co jest czemu nikt nie otwiera?- powiedziałem sam do siebie. Znów zapukałem w drzwi lecz znów na marne. Wyjąłem więc telefon i wybrałem jej numer.  Niestety tak jak poprzednim razem, nie odebrała. Zacząłem się martwić. Nie wiedziałem co zrobić. W tej chwili czułem się bezsilny. I ta świadomość, że jestem bezużyteczny dobijała mnie jeszcze bardziej. Nagle usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi. Już miałem nadzieję, że to ona. Jednak moje podekscytowanie znikło równie szybko jak się pojawiło. Na dodatek to nie były drzwi od jej domu. Odwróciłem się i zobaczyłem wysokiego szatyna, który wyglądał na bardzo zaspanego. Trochę głupio mi się zrobiło, że go obudziłem.
-O kurde bardzo przepraszam, że cie obudziłem- powiedziałem na wstępie.
-Nic nie szkodzi-odpowiedział z uśmiechem, na co ja odwzajemniłem gest- Jeżeli szukasz [t.i] to raczej jej dziś nie spotkasz. Odkąd wyszła z rana przez cały dzień jej nie widziałem. Nie masz co tu stać tylko czas zmarnujesz.
-Dzięki za informację. Jestem Harry.
-A ja Michał, miło mi.  Nie to, że jestem wścibski, ale czemu akurat dobijasz się o tej godzinie.
-Ymmm….. Powiedzmy, że muszę z nią obgadać bardzo ważna sprawę- skończyłem i spuściłem wzrok na podłogę przygryzając wargę.
-Wchodź, co będziesz czekał na nią pod drzwiami. Jak przyjdzie będziesz mógł usłyszeć i od razu z nią pogadać skoro to takie ważne- powiedział otwierając szerzej drzwi robiąc mi tym samym miejsce. Z początku trochę się opierałem, ale po namowach Michała przystałem na jego propozycje.
-A w ogóle to skąd znasz [t.i]?-zapytałem kiedy siedzieliśmy na kanapie.
-Znaliśmy się jeszcze zanim wyjechała do Londynu. Byliśmy dobrymi znajomymi w Polsce-mówiąc to zrzedła mu mina.
-Tylko dobrymi znajomymi czy jednak może kimś więcej?
-No dobra byliśmy razem ale niestety stało się coś czego bardzo żałuję do dziś.
-Co takiego?
-Wiesz to trochę drażliwy temat.  A ty kim jesteś? Bo raczej nie jej chłopakiem.
Ałć to trochę zabolało, ale miał rację. W sumie to nie wiem czy jesteśmy razem czy nie. I znów powróciło to przygnębienie.
-Sory stary jeżeli powiedziałem coś nie tak.
-Nie no spoko ale w sumie to sam nie wiem kim dla siebie jesteśmy.
Rozmawialiśmy tak, aż do rana. Musze powiedzieć, że strasznie go polubiłem. Nawet nie zorientowałem się, że dochodzi 7:30.
-Dzięki stary za rozmowę. Ale muszę już lecieć- podziękowałem i wyszedłem. Kiedy stałem już za drzwiami zobaczyłem jak [t.i] wychodzi z windy z Jackobem. W sumie to mogłem przewidzieć to, że pójdzie do niego. Zawsze z nim rozmawia kiedy ma jakiś problem. Nagle zobaczyłem jak nasz wzrok spotyka się i poczułem jakby świat stanął w miejscu. Nic nie było ważniejsze niż ona.


Your’s pov


Kiedy wyszłam z windy zobaczyłam jego. Nasze spojrzenia się spotkały się, a ja utonęłam w jego pięknych hipnotyzujących oczach. Mój nastrój momentalnie stał się ponury, gdy przypomniałam sobie, że jeszcze z nim nie rozmawiałam. Ale to jest ten właściwy czas. Może nie wiem którego jeszcze wybrać, ale wiem, że nie mogę unikać ich do tego czasu. Wolnym krokiem podeszłam do Harrego nie spuszczając z niego oczu. Kiedy już stałam przed nim, odezwałam się jako pierwsza:
-Wiem po co tu jesteś, choć wejdziemy do środka i tam porozmawiamy- powiedziałam i otworzyłam drzwi. Gdy wszyscy byliśmy już w mieszkaniu powiedziałam:
-Jackob poczekasz w salonie? Ja pójdę z Harrym pogadać do mojego pokoju. Rób co chcesz- mówiąc to złapałam zielonookiego za rękę i zaprowadziłam do mojej sypialni. Pamiętam jak był tu po raz pierwszy. To była niezapomniana noc. Stój [t.i] pamiętaj co chcesz mu powiedzieć- skarciłam się w myślach.
-Od kiedy czekasz na mnie tutaj?
-Już od dobrych paru godzin-powiedział znów patrząc w me oczy. Przez co zaczęłam jeszcze bardziej się denerwować i nie mogłam sklecić normalnego zdania w mojej głowie.
-J-jak to? To gdzie byłeś przez ten czas? Tylko nie mów, że czekałeś pod drzwiami?- zająkałam się.    
-Nie, choć miałem taki zamiar. Spędziłem ta noc u twojego sąsiada, Michała.
Co? U Michała? Czemu? Jak? Tylko nie u niego. Jeszcze jego tu brakowało.
-Dobrze wróćmy do tematu. Przepraszam, że nie dawałam znaku życia ale musiałam sobie wszystko przemyśleć. A nie miałam zamiaru popełniać kolejnego błędu. Tak więc nie chcąc trzymać cię dłużej w niepewności, podjęłam decyzję- zacięłam się na moment, a mój wzrok spoczął na czubkach moich butów - że nie będę z tobą- to ostatnie zdanie przyszło mi wypowiedzieć z wielka trudnością. Nie sądziłam, że będę w stanie to zrobić, ale nie mogłam postąpić w inny sposób. Nie mam zamiaru już nikogo więcej ranić. Kiedy spojrzałam w oczy Harrego, dostrzegłam w nich ból i rozpacz- Harry ja….- zaczęłam, choć tak na prawdę nie wiedziałam co powiedzieć- ja bardzo przepraszam, że przez mnie cierpisz, ale mam nadzieję, że kiedyś mi wybaczysz to wszystko.
-Nie rozumiem, czemu nie chcesz być ze mną?- powiedział i spojrzał na mnie tak jak jeszcze nigdy w życiu na mnie nie patrzył.
-Wiem, że gdybym była z tobą to zraniłabym w ten sposób Nialla. A wiedz, że ja nadal chyba coś do niego czuję, tak samo jak do ciebie, a przecież to absurd. Harry wiem, że nie mogę być z żadnym z was i uwierz to nie była najłatwiejsza decyzja, w ręcz przeciwnie. Pamiętaj, że nadal cie kocham, ale nasz związek nie może dalej istnieć. Mam nadzieję, że to rozumiesz.
-Tak rozumiem.  Mam nadzieję, że kiedyś będziemy mogli spróbować od nowa. Wiedz, że też cię nadal kocham i nie gniewam się na ciebie. A teraz wybacz, ale lepiej będzie jak już pójdę- powiedział podchodząc do mnie powoli, a potem złożył na moim czole pocałunek, po którym odwrócił się i zniknął z mojego pola widzenie, jak i z życia. Jeszcze tylko muszę się spotkać z Niallem i jemu tez wszystko wyjaśnić.  Po tym jak Harry opuścił moje mieszkanie zaczęłam szykować się do szkoły, a następnie po skończonych czynnościach razem z Jackobem ruszyłam w jej kierunku. Kiedy byłam już na miejscu od razu pomaszerowałam w stronę Sali teatralnej, gdzie miały odbyć się moje zajęcia. Na szczęście pan Roger był już w Sali i mogłam porozmawiać z nim o moim castingu.
-Dzień dobry- powiedziałam.
-Dzień dobry- widzę, że masz się dużo lepiej. Te parę dni wolnego od szkoły jednak ci przysłużyło.
-Oj tak- odpowiedziałam z uśmiechem- Mam do pana małą prośbę.
-Zamieniam się w słuch.
-Chodzi o moje przesłuchanie. Pomimo, że przygotowywałam się do niego chciałam zapytać, czy ocenił by pan moją pracę.
-Oczywiście, nie ma problemu. Wskakuj na scenę i do roboty.
Nie zwlekając ani chwili dłużej odstawiłam torbę na podłogę, dałam skrypt nauczycielowi, weszłam na scenę i odegrałam role jak najlepiej potrafię. Po skończonej czynności nastała głucha cisza. Obawiałam się najgorszego lecz po chwili stania i oczekiwania na reakcję pana Rogera, doczekałam się owacji na stojąco. Szczerze mówiąc to nie spodziewałam się czegoś takiego.
-Czyli mam rozumieć, że podobało się panu- zapytałam z bananem na twarzy.
-No pewnie. Kurcze wiedziałem, że jesteś dobrą aktorką ale nie sądziłem, że masz taki talent.
-Dziękuję. Mógłby pan przypomnieć mi na którą jest to przesłuchanie dziś?
-Na 16. Idziesz z kimś czy wolisz sama?
-Jeszcze nie wiem.
-Dobrze tylko daj mi znać jak ci poszło.
-Nie ma sprawy, dziękuję za pomoc- powiedziałam i w tym momencie zabrzmiał dzwonek. Połowy klasy nie było gdyż dziś jest „Masz Talent” i każdy ćwiczy swoje numery aby zaprezentować się jak najlepiej. Przez całą godzinę siedziałam jak na szpilkach i wyczekiwałam dzwonka, bo chciałam spotkać się z Jackobem i zobaczyć jak idą mu próby. Kiedy w końcu zabrzmiał tak długo wyczekiwany dźwięk poderwałam się z miejsca i jako pierwsza wybiegłam z sali.  Przygotowania miały odbyć się w auli, w której postawiono scenę dla osób biorących udział. Powiem, że wystrój pomieszczenia był piękny. Przed sceną ustawiony był stół a przy nim 5 krzeseł. Domyśliłam się, że jest to miejsce gdzie zasiada jury więc podeszłam bliżej i o mało co zawału nie dostałam. Na stoliku ustawione były karteczki z nazwiskami przydzielające miejsce, a na nich widniały imiona i nazwiska dobrze nam znanego zespołu. Myślałam, że mieli nam tylko pomóc, doradzić a nie oceniać. Gdybym wiedziała, że zostają jednej dzień dłużej nie przychodziłabym tu. Nie chce niezręcznych sytuacji. Lepiej będzie jak się ulotnie z tego miejsca i poszukam Jackoba- pomyślałam. I już po chwili odeszłam w stronę sąsiednich sal znajdujących się  tuż obok auli. Służyły one w tym czasie jako „garderoby” dla uczestników. Chodziłam od sali do sali w celu znalezienie przyjaciela, jednak z marnym skutkiem. Kiedy otworzyłam ostatnie drzwi zamurowało mnie. W pomieszczeniu zastałam całe One Direction, które w tym momencie wlepiało swoje ślepia w moją postać. Nie powiem, panowała bardzo niezręczna sytuacja, więc spuściłam wzrok, przeprosiłam i zamknęłam za sobą drzwi. Poczym odeszłam z tam tond szybkim krokiem. Niestety już na zakręcie poczułam jak ktoś łapie mnie za łokieć, powodując to, że musiałam się zatrzymać. Kiedy odwróciłam się ujrzałam słodkiego blondyna.
-Niall czemu mnie zatrzymujesz?
-Nie dałaś mi odpowiedzi-powiedział spuszczając wzrok i delikatnie puszczając moją rękę.
-Serio chcesz pogadać o tym tu i teraz?
-Tak. Nie mogę znieść już tego czekania. Proszę daj mi odpowiedź.
-Tak więc podjęłam decyzję. I zdecydowałam, że nie pozostaje nam nic innego jak dać sobie przestrzeń. To nie jest dobry pomysł, abyśmy znów byli razem. Mam nadzieję, że kiedyś mi wybaczysz całe moje zachowanie. Niall wiedz, że nadal coś do ciebie czuję, ale będzie błędem gdybyśmy wrócili do siebie.
-Rozumiem. Mam nadzieję, że i ty mi kiedyś wybaczysz. Wiedz, że ja tez nadal coś do ciebie czuję i nadal chcę być z tobą, ale nie chcę cie do niczego zmuszać.
-Niall przepraszam ale muszę iść- powiedziałam po czym przytuliłam blondaska . Trwaliśmy tak w uścisku przez dobrych parę minut. Tak szczerze to nie chciałam go już nigdy więcej puszczać. Ale musiałam. Podjęłam decyzję i muszę się jej trzymać, bez względy na to czy jest trudno czy nie. Kiedy oderwałam się od chłopaka spojrzałam, po raz ostatni w te jego niebieskie tęczówki i odeszłam bez słowa. Idąc dolnym korytarzem przypadkowo na kogoś wypadłam.
-Prze…. Jackob gdzie ty się podziewałeś, szukałam cię.
-A ja ciebie.
-Co? Czemu? W ogóle czemu nie jesteś na próbach?
-No i dlatego cię szukałem. Alice zachorowała i nie może śpiewać. Proszę zastąp ją.
-Czemu ja? Wiesz dobrze, że ja nie śpiewam.
-Bo tylko ty znasz cała choreografię i piosenkę.
-Jackob ja…..
-No proszę- przerwał mi- wiesz, że to dużo dla mnie znaczy pomóż mi- dokończył układając dłonie jak do modlitwy i robiąc minę zbitego psa.
-Och no dobra tylko się tak na mnie nie patrz. Ale teraz to ja mam prośbę.
-Zrobię wszystko.
-Pójdziesz ze mną na casting.
-No zgoda a teraz chodź- powiedział po czym złapał moja dłoń i pociągną w stronę Sali, gdzie odbywały się nasze próby. Z racji tego, że w naszym składzie była mała zmiana planu występowaliśmy ostatni, aby mieć czas na zgranie się. Ludzi zgromadzonych było multum. Nie licząc zawodników. Szczerze to nie miałam pojęcia, że „Masz Talent” jest aż tak popularne. Teraz to dopadła mnie jeszcze większa trema. Nigdy nie lubiłam śpiewać przed publicznością, wolałam stać na scenie gdzie przeobrażałam się w inną postać. W tedy mogłam zapomnieć o sobie i swoich lękach, a być kimś innym, nowym, kimś kogo inni nie znają i nie będą oceniać. Dlatego uwielbiam aktorstwo, bo mogę stać się kimś kim zawsze chciałam być.  Kimś nieustraszonym, kogo nie obchodzi zdanie innych. Gdy nadszedł czas występu nerwy mnie zżerały. W życiu tak się nie czułam. Nawet na przesłuchaniu do tej szkoły. Chciałam tylko wejść na tą głupią scenę, zaśpiewać i zejść z tam tond tak szybko jak się pojawiłam. Ale wiem, że nie mogę zawieść Jackoba. Muszę dać z siebie wszystko. I oto nadeszła ta chwila. Tłum zachęcał nas brawami, a ja poczułam jak cały świat nagle się zatrzymuje. Nie słyszałam nic poza biciem moje serca. Jeszcze tylko ostatnie poprawki i już byłam gotowa na wyjście. Spojrzałam w oczy Jackoba, które dodały mi otuchy i ruszyliśmy. Z początku oślepił mnie błysk reflektorów, ale to nie powstrzymało mnie. Ustawiliśmy się na swoich miejscach i zaczęliśmy nasz pokaz. Wykonaliśmy piosenkę Katy Perry „Unconditionally”.  Pomimo tego, że był to mój  pierwszy występ tak dużą publicznością, uspokoiłam nerwy i wykonałam utwór jak najlepiej. Kiedy ucichły ostatnie dźwięki piosenki, publiczność poderwała się z miejsc jak jury i wykonała aplauz na stojąco. Była to wspaniała chwila, której nie zapomnę. Ukłoniliśmy się i zeszliśmy niemalże w podskokach ze sceny. W tej chwili dziękowałam Jackobowi, że namówił mnie na to.
-Byłaś niesamowita- zaczął chłopak.
-Ty też. Mam nadzieję, że wygrasz.
-My wygramy- poprawił mnie.
Teraz nastała chwila oczekiwania. Gdy powróciliśmy na scenę, każdy nie mógł opanować nerwów. A na dodatek nasze wspaniałe jury przedłużało moment ogłoszenia werdyktu. Ostatnie sekundy i stało się. Nie wygraliśmy. Tymi szczęściarzami okazał się zespół Third Degree.  W sumie to należało się im, gdyż byli niesamowici. Jako nagrodę pojadą z trasę z chłopakami.


3 godz. później


-[t,i] nie martw się. Dasz sobie radę. Pamiętaj jestem tu- powiedział Jackob. No tak nastała moja kolej. Kiedy przeszłam przez drzwi za którymi odbywało się przesłuchanie zapomniałam o wszystkich zmartwieniach, które mnie blokują. W tym momencie nie liczyło się nic i nikt, poza mną. Przesłuchanie uważam za udane. Nawet bardzo. TAK! TAK! TAK! UDAŁO SIĘ! DOSTAŁAM ROLĘ! Zagram w filmie! Gdy już wyszłam z pokoju natychmiast wpadłam w ramiona przyjaciela. Nie możecie wyobrazić sobie tego co czułam w tamtym momencie.  Tak zakończyła się moja historia w Londynie. Wyjechałam do Los Angeles gdzie  zostałam profesjonalną aktorką, a w moim życiu zapanował spokój i harmonia. Nie spotkałam się już więcej z chłopakami z One Direction, ale z tego co czytałam układa im się świetnie i cieszę się tego. Choć mam nadzieję, że jeszcze kiedyś odbuduję to co było kiedyś.

KONIEC



Ada xx


środa, 16 kwietnia 2014

Nabór

Czy byliby tu chętnie do naboru? Bo blog podupada, adminki niemalże wcale się nie udzielają.
Proszę o odpowiedzi w komentarzach.

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

#Niall :*

Test ciążowy wypadł mi z ręki... I co ja mam teraz zrobić? Mam 20 lat i mam zostać matką? Przecież to jest szalone. Nie dam sobie rady. Jestem za młoda na macierzyństwo. To się nie uda. W kącikach moich oczu zaczęły się zbierać łzy. Boję się co na to Niall. Jak zareaguję? Nie mogę mu na razie o tym powiedzieć. Muszę go jakoś na to przygotować. Wytarłam pojedynczą łzę spływającą po moim policzku. Muszę być silna, dla siebie i dla tego dziecka. Mimo tego, że chciało mi się płakać, byłam szczęśliwa. Wyszłam z łazienki i zamknęłam za sobą drzwi. Test ciążowy wrzuciłam do kosmetyczki i zeszłam na dół. Kiedy byłam już na ostatnim schodku usłyszałam otwieranie drzwi wejściowych.
- Cześć kochanie. - przywitał mnie mój chłopak i obdarował mnie buziakiem w policzek
- Cześć. Jak ci miną dzień?
- Nawet nienajgorzej. A tobie?
- Porządnie się wyspałam. Chociaż raz.
- Szczerze ci zazdroszczę. - powiedział siadając na kanapie i włączył telewizor - a jak się czujesz?
- Co?- Pytam jak się czujesz. Wzięłaś przecież wolne bo było ci niedobrze.
- Ach to! Już lepiej pewnie jakieś zatrucie. Jesteś głodny? - zapytałam zmieniając temat
- Nie, bo byłem z chłopakami w Nandos. Chodź pooglądamy coś razem.
Usiadłam na kanapie tuż obok niego. Położyłam głowę na jego ranieniu, a on mnie przytulił. Niall jest najlepszym chłopakiem jakiego można by było sobie wymarzyć. Tylko ciekawe jak zareaguje na to że będziemy mieli dziecko. Przestraszy się? Może będzie zadowolony?
- Greg wysłał mi dziś nowe zdjęcie małego. - Niall wyrwał mnie z rozmyślań i pokazał słodkie zdjęcie swojego bratanka.
- Thoe jest słodziutki. 
- Ma to po wujku. - promiennie się uśmiechnął
- Oczywiście. Chciałbyś mieś takiego brzdąca? - zapytałam
- Teraz? - odpowiedział pytaniem na pytanie
- Nie wiem czy teraz. Pytam tylko czy byś chciał? 
- No oczywiście, że tak. Ale chyba na razie jesteśmy na to za młodzi. Mamy jeszcze czas. Chciałbym być jak najlepszym ojcem. Może z wiekiem zrobię się bardziej odpowiedzialny i będę najlepszym ojcem na świecie. A ty będzie wspaniałą mamą
- Taa.
- Ej wszystko w porządku?
- Tak, a dlaczego pytasz?
- Wydaje mi się, że jesteś jakaś zamyślona.
- Nie, ja po prostu jestem trochę zmęczona. Posprzątałam dzisiaj cały dom i miałam trochę roboty.Niall wybuchnął śmiechem.
- Nie powiedziałbym. Ja jestem bardzo porządkowy.
- Chciałbyś.
- To może idź się połóż.
- To dobry pomysł. Idziesz ze mną?
- Zaraz będzie mecz.
- W takim razie mam nadzieję że Durby znowu wygra. - uśmiechnęłam się i pocałowałam go w policzek
- Ja też mam taką nadzieję. Słodkich snów
.- Dziękuję.

*** Kilka dni później
- Jeszcze mu nie powiedziałaś? - zapytała [I.T.P]
- Nie było kiedy.- Ty po prostu nie chcesz tego zrobić. On jest świetnym chłopakiem na pewno będzie skakał z radości
- Ostatnio powiedział, że jesteśmy za młodzi na dzieci.
- Ale to co innego.W tej chwili usłyszałam, że Niall wrócił.- Na razie nie mogę mu powiedzieć.
- Jeżeli ty mu nie powiesz to ja to zrobię.
- Hej. - Niall pocałował mnie na powitanie i przytulił moją przyjaciółkę - Komu macie zamiar coś powiedzieć?
- Zapytaj [T.I]. - powiedziała [I.T.P]
Niall spojrzał na mnie pytającym wyrazem twarzy.
- Dobra to ja będę lecieć. Załatwiajcie swoje sprawy sami
.No tak wpakowała mnie w coś takiego i teraz ucieka, czasem mam ochotę ją zabić.
- O czym ona mówiła?
Nagle poczułam jakbym miałam Saharę w buzi. Wyjęłam szklankę z szafki i chciałam nalać sobie wody, ale Niall wyjął wszystko z moich rąk i z powrotem ustawił na szafce.
- Coś się stało? - zapytał już trochę zdenerwowany
- Nie.
Bez żadnych trudności zostałam uniesiona i posadzona na blacie szafki. Teraz nasz oczy były na tym samym poziomie.
- Nie kłam.
W tej chwili moje ręce stały się najciekawszym obiektem moich obserwacji. Niall delikatnie uniósł mój podbródek i musiałam spojrzeć w jego hipnotyzujące oczy.
- Niall no bo… ja … - zaczęłam się jąkać
- Ty co?
- Jestem w ciąży
.Przez chwilę przyglądał mi się uważnie. 
- Będziemy mieli dziecko?  zapytał z uśmiechem
- Na to wygląda. - oddałam mu słaby uśmiech
- Boże! Będę ojcem? [T.I] kocham cię! - cmoknął mnie w usta - Od jak dawna wiesz?
- Od kilku dni.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś?
- Bałam się jak zareagujesz.
- Muszę zadzwonić do rodziców! Nie na początku zadzwonię do chłopaków. Nie! Napiszę na Twitterze. Boże, ale ja jestem szczęśliwy! - znowu mnie pocałował - Kocham cię!
- Ja ciebie też. - przytuliłam się do niego 
*** Kilka lat później
Nie jest mi pisane poczytać książkę w spokoju.
- Mamusiu! - woła mnie nasz pięcioletni syn David
- Tak kochanie?
Wchodzę do ogrodu i widzę Niall i jego mniejszą kopię, różniącą się tylko kolorem włosów ubranych w koszulki Durby. 
- Patrz jakiego strzelę gola dla taty.
Oczywiście Niall udaje, że nie mógł obronić jego gola, a mały biega szczęśliwy i krzyczy w niebogłosy
.- Kochanie zagraj z nami! – woła Niall
- Wolę nie. Pójdę ugotować obiad.
- Może spaghetti. -  sugeruje David i przytula się do moich nóg
- Jasne, dla mojego królewicza wszystko. – całuję go w policzek i zmierzam w stronę kuchni.
Zatrzymuję się przy dużym lustrze w przedpokoju i spoglądam na swój już dość pokaźny brzuszek. Uśmiecham się sama do siebie.
- Błagam, niech to będzie dziewczynka

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Siemka! Pewnie mnie już nikt nie pamięta ale postanowiłam dodać imagina, po jakiejś półrocznej przerwie. :D a co tam!
Liczę na jakieś komentarze, nawet krytyka jest mile widziana :D
Teraz będę miała więcej czasu, więc częściej będę coś dodawała.
Do następnego :*

środa, 9 kwietnia 2014

Z serii imaginy czytelników

Imagin z Harry'm przysłany od Minnie Wright. Czytajcie, bo piękny ;')

***

Jesień w Anglii nie różniła się za bardzo od pozostałych pór roku. No, może
więcej padało, a na niebie częściej gościły szare chmury, ale do tego
wszyscy byli przyzwyczajeni. Nie rozróżniałam dni tygodnia, nie liczyłam
miesięcy. Czas uciekał mi przez palce i nim się obejrzałam nadszedł
listopad. Mokry. Nie tylko przez deszcz.
Wsparłam głowę na ugiętej ręce, jakby jej ciężaru nie mogła już dłużej
unieść szyja. Palcem wskazującym obrysowywałam brzeg niebieskiego kubka, w
którym zaparzona herbata miętowa zdążyła wystygnąć, ale mnie to nie
obchodziło. Kółka wychodzące spod opuszka były idealne, lecz ta figura sama
w sobie była ślepą uliczką. Cykl zamknięty jest dobry w biologii - nie,
kiedy chcesz z niego wyjść. Do tej pory nie widziałam jasnego wyjścia z tej
sytuacji. Cokolwiek robiliśmy, nic się nie zmieniało i nawet nie zanosiło
się na to.
- [T.I.]...
Uniosłam wzrok na siedzącą naprzeciwko mnie Trish, trzymającą na kolanach
swojego synka, który wyciągał rączki po słodycze w szklanej misie. Byliśmy
w jasnej, przestronnej kuchni, po której roznosił się smakowity zapach
przypraw i przygotowywanej w piekarniku lazanii.
Zaraz po kolejnej głośnej dyskusji przyjechałam do mojego brata, gdzie
zawsze mogłam znaleźć schronienie. Architekt siedział w pracy, a jego żona
była w gronie ludzi będących dla mnie podporą i skarbnicą wiedzy. To do
niej kierowałam swoje kroki gdy miałam problem, bo tylko jej zwierzyłam się
z moich kłopotów w związku.
Jej zielone oczy przypominały mi jego tęczówki, więc postać Jacoba była
lepszym punktem do zaczepienia. Mały był niezwykle uparty i niestrudzenie
sięgał po ciastka. Ulitowałam się nad nim podsuwając mu naczynie, za co
otrzymałam wyraz szczerej dziecięcej radości w brązowych oczach.
- Co się stało?
- Odeszłam.
No dobra, sprawa nie prezentowała się aż tak spokojnie jak to
wypowiedziałam. Prawdopodobnie nadal byłam w szoku, że się na to zdobyłam,
bo nigdy nie wyobrażałam sobie takiego zakończenia.
- Nie mówisz chyba poważnie? - jej szczere zaskoczenie wskazywało, że ona
też się tego nie spodziewała.
Wzruszyłam ramionami, unosząc kubek do ust, by zyskać na czasie.
Wzdrygnęłam się, gdy zimna ciecz popłynęła wzdłuż przełyku, lecz nadal
miała niesamowity smak.
- O co tym razem poszło?
Zmarszczyłam brwi na to pytanie. Było trafne, za to odpowiedź trudna.
- A o co nie poszło... J-ja - wzięłam głęboki oddech - ja już tak nie mogę.
My chyba nie potrafimy ze sobą rozmawiać.
Każda rozmowa kończyła się złością, pełnymi wyrzutu spojrzeniami i
trzaskiem zamykanych drzwi - przeze mnie albo przez niego. Kłóciliśmy się o
każdą błahostkę. Tego popołudnia to ja wybiegłam z mieszkania, mając w
kieszeni telefon i kilka funtów. Komórkę wyłączyłam zaraz po znalezieniu
się w autobusie.
Zresztą Harry i tak by nie zadzwonił, a tylko w ten sposób mogłam się
łudzić, że się o mnie martwi. Nie chciałam jak desperatka wpatrywać się w
ekran, pragnąc żeby podświetlił się pokazując jego zdjęcie, co nigdy by nie
nastąpiło. Przyznać, że przegrałam bitwę o jego serce było najcięższą
rzeczą, którą musiałam zrobić. On teraz pewnie siedział w klubie albo na
domówce bez zmartwień, w otoczeniu mnóstwa kobiet, z których połowa to jego
byłe i przyjaciółki. Bawił się doskonale, podczas gdy ja analizowałam
wszystko walcząc z bólem głowy, bo do tego wszystko prowadziło.
Na pytania zadawane podczas wspólnej kolacji odpowiadałam jak mogłam
najlepiej. Scott zdawał się niczego nie podejrzewać, Trish powstrzymała się
od komentarza, uśmiechając się ciepło i pocieszająco. Grałam znowu
szczęśliwą dziewczynę, bez problemów, kłamiąc, że między mną a Stylesem
jest wszystko dobrze, jeśli nie lepiej. Z tej sielskiej atmosfery miałam
wrócić do miejsca, będącego kompletną opozycją domu Scotta i Trish.
Postanowiłam jednak najpierw podarować sobie długi spacer.
Drzwi windy rozsunęły się, ukazując przede mną obraz ostatniego piętra w
postaci trzech par drzwi. W dłoni trzymałam pęk kluczy od mieszkania
Harry'ego, który dał mi portier. Zostawiałam go u niego, co jak widać w
popłochu się przydało. Jedna z zawieszek przedstawiała małego kościotrupa,
będącego moim znakiem rozpoznawczym. Tak się poznaliśmy - przyszedł do
zdjęcia złamanej ręki, bajerując inne klientki na sposób w jaki to zrobił,
a mnie przekonując o złamanym sercu. To był dzień, w którym zobaczyłam go
po raz pierwszy i wiedziałam, że nie ostatni.
W przedpokoju zmieniłam buty przy nikłym świetle małej lampki. Tak, jak
podejrzewałam nie było chłopaka. Wróciliśmy do utartego schematu, tak
bardzo znienawidzonego. Już tutaj byliśmy, znałam to aż za dobrze.
Powiedzenie, że nie chcę tego niczego nie dawało. Trzeba było zacząć
działać.

*Kiedy robisz, co w twojej mocy, ale nie osiągasz celu Kiedy dostajesz to,
czego chcesz, ale nie to, czego potrzebujesz Kiedy czujesz się taki
zmęczony, ale nie możesz spać Utknąłeś na wstecznym biegu Kiedy te łzy
spływają po twojej twarzy Kiedy tracisz coś, czego nie możesz niczym
zastąpić Kiedy kogoś kochasz, ale wszystko idzie na marne Czy mogłoby być
gorzej?*

Po wzięciu kąpieli wygrzebałam spod łóżka torby i kartony, po czym zaczęłam
się w nie pakować. Zabierając rzeczy z garderoby, wspomnienia wróciły,
atakując mnie ze zdwojoną siłą. Przesunęłam palcami po jego czarnym swetrze
delektując się miękkością ubrania i nie mogąc się powstrzymać, pochyliłam
się zaciągając się specyficznym zapachem właściciela. Przymknęłam powieki,
przegryzając dolną wargę, nie pozwalając, by jakikolwiek dźwięk wydobył się
z moich ust, mimo że byłabym tego jedynym świadkiem. Otarłam wierzchem
dłoni słone łzy i zgasiłam światło. To był koniec. Spadłam na sam dół.

*And I'll be gone gone tonight The ground beneath my feet is open wide The
way that I've been holdin' on too tight With nothing in between*

***

Dopiero trzask drzwi sprawił, że mrugnąłem powiekami. Oddychałem głęboko
niczym po intensywnym wysiłku, który nie przyniósł ukojenia. Płuca
napełniały się powietrzem, a gardło nadal pulsowało, jakby brakowało mu
krzyku, wydobywającego się z niego zaledwie kilka sekund temu. Stałem jak
sparaliżowany, z mocno zaciśniętymi pięściami, gotowy do ataku. Tylko że
nikogo nie było. Cisza zalegająca w uszach raniła je. Zostałem sam między
czterema ścianami, będącymi świadkami wielu scen.
*"Wszyscy kłamią. Ty nie jesteś wyjątkiem.."*
*"Do czego jestem ci potrzebna?! Do rozgrzewania łóżka?!"*
*"Kiedykolwiek pomyślałeś jak ja się wtedy czuję?!"*
*"Jesteś głupkiem! Pieprzonym egoistą! Potrafisz kochać kogoś prócz
siebie?!"*
Nie potrafiłem wyjaśnić historii napisanych na tych ścianach. One po prostu
się działy, nie pytając żadnego z nas o pozwolenie. Były chwile śmiechu,
radości, pełne ciepła i miłości. Podszedłem do ramki wiszącej na jednej z
głównych ścian w salonie, chowającej za szkłem najpiękniejszą fotografię
jaką widziałem. Ja i [T.I]. My. Razem. Uśmiechnięci. Było to na urodzinach
Louisa. Staliśmy wtedy na zewnątrz mimo minusowej temperatury i
kilkucentymetrowego śniegu. Lou i Zayn zabawiali się w odpalanie
fajerwerków w czym z ochotą im pomogłem. Kiedy zaczął się pokaz, zauważyłem
jak [T.I] pociera o siebie dłonie odziane w pasiaste rękawiczki. Szybko do
niej podszedłem, objąłem i ucałowałem w zaczerwieniony nosek. Zachichotała.
Mówiła, że lubi jak ją ogrzewam, a ja za punkt honoru obrałem sobie
utrzymywanie jej ciepła. Pierwsza petarda wystrzeliła w powietrze, więc
szybko odwróciłem dziewczynę, przytulając się do jej pleców, chowając jej
dłonie w swoje na jej brzuchu. Wtedy przybiegła Perrie z aparatem w ręku,
natomiast my wyszczerzyliśmy się jak głupki.

Westchnąłem, przesuwając palcem po twarzy [T.I]. Błyszczące szare oczy,
cała rozpromieniona, z zaczerwienionymi policzkami od mrozu. Tak dawno tego
nie widziałem. Tak bardzo za tym tęskniłem. Doskonale wiem, że byłem
przyczyną. Ja oraz moje cholerne zachowanie. To był ostatni wieczór
należący do dobrych wspomnień. Potem rozpoczęło się piekło.
Jej łzy. Nieufność. Wzrok pełen bólu i rozczarowania. Zakładanie masek w
towarzystwie przyjaciół. Dnie bez odzywania się do siebie. Widziałem, jak
odwracała głowę, gdy chciałem złapać z nią kontakt wzrokowy. Wkurzałem się,
że ją krzywdzę, że do tego doprowadziłem i że nie jestem w stanie zmienić
tego. Na nadgarstku wypalał mi skórę tatuaż, który kiedyś świadczył o sile
mojej osobowości, że nikt nie może na mnie wpłynąć i mnie zmienić. Teraz
byłem gotowy go zdrapać, gdybym tylko mógł. Zostawiłbym zamiast niego puste
miejsce. Jak moje serce - pozostawione otwarte, lecz puste na wiele dni.
*"To zaszło za daleko. Nie czuję tego samego jeśli chodzi o nas co kiedyś.
Nie umiem z tobą żyć..."*
Miałem wrażenie, że jeśli umrę, zapiszą jej słowa na moim grobie.
Powinna była wiedzieć, iż ją kocham. Że nie wyobrażałem sobie życia bez
niej. Tylko ty, geniuszu, powinieneś był dać jej znak. Ona nie była temu
winna. Fundowałem jej samotność, oczekując od niej w zamian ciepła, gdy
wracałem późną nocą nietrzeźwy do domu. Tak zachowuje się zakochany facet?
Na ścianach zapisane były wszystkie kolory, odzwierciedlające emocje
domowników. Nie dziwiła mnie przewaga szarości i czerni, przeplatanych z
czerwienią, nie oznaczającą miłości, lecz gniew. Nie mogłem ich zmienić,
zmazać. Tak jak nie można cofnąć swojego życia do momentu narodzin, by móc
je przeżyć jeszcze raz, od początku, stąpając po innych drogach. Jedyne co
mogłem, to sprawić, by te barwy zostały zastąpione przez zupełnie inne
odcienie, przywracając im życie.
Czekałem na nią, aż wróci, ściskając telefon w ręku, jakby to miało
sprawić, że zamiast automatu odezwie się jej głos po drugiej stronie. Nie
dopuszczałem o siebie myśli, że odeszła. Musiała tu wrócić - miała tu swoje
rzeczy, tu mieszkała. Ze mną. Z tym, który dawał jej nadzieję na lepsze nic
nie zmieniając.
Ściemniło się, a jej nadal nie było. Na zegarku zauważyłem kilka minut po
dwudziestej i zacząłem się jeszcze bardziej niepokoić. Po raz setny
wybrałem jej numer, otrzymując tą samą odpowiedź, co za każdym poprzednim
połączeniem. Przeszedłem szybko na korytarz, zabierając z szafki klucze od
auta i po zamknięciu drzwi mieszkania, z przerzuconą kurtką przez ramię,
zbiegłem na dół nie czekając na windę.
W twarz, prócz zimnego wiatru uderzały mnie wspomnienia, utwierdzające mnie
w tym, jakim byłem idiotą i że tym razem [T.I] wcale nie musi do mnie
wrócić. Trwoniłem jej miłość i zaufanie, dopóki nie pękła wewnątrz.
Myślałem, że mnie nie zostawi, bo zawsze byłem rozchwytywany przez kobiety.
Pieprzony egoista! To mnie dobijało, lecz zasłużyłem na to.
Gnałem przez ulice prosto do domu Scotta, kuląc się, gdy inni kierowcy
trąbili na moją jazdę. Miałem wrażenie, iż całe miasto wiedziało co
zrobiłem i wytykało mnie palcami.
Pokonałem schody na ganek domu Barrettów jednym susem, a zapalone okna
świadczące o obecności domowników nieco mnie uspokoiły. [T.I] musiała tu
być!
W drzwiach pojawiła się Trish, obdarzając mnie zdziwionym spojrzeniem.
Zmieszałem się. Cóż, dawno się nie widzieliśmy.
- Była tutaj, ale już jej nie ma - rzuciła chłodno, odpowiadając na nieme
pytanie.
Nie ma jej?
- Wiesz może gdzie poszła? Błagam, pomóż mi...
Pokiwała przecząco głową i zamknęła mi drzwi przed nosem. Wpatrywałem się w
czarną powłokę przez kilka sekund, zanim odwróciłem się i wskoczyłem do
auta. Odpaliłem silnik drżącymi rękoma. Do świadomości dochodziły najgorsze
scenariusze, lecz póki nie byłem pewien, że zrobiłem wszystko, by ją
zatrzymać, nie przyjmowałem w opcjach jej odejścia.
Gwałtownie zawróciłem i włączyłem ogrzewanie. Na dworze było niewiele ponad
kilka stopni Celsjusza. Gdzie ona się podziewała? Przecież nie przepadała
za mrozem, a jak już musiała gdzieś iść, byłem zawsze obok, by ją ogrzać.
Rozglądałem się uważnie po drodze, bo jeśli nie u Scotta była, to wróciła
do domu. Przynajmniej taką miałem nadzieję.
Nadzieja matką głupich.
Pusto. Ciemno. Cicho.
Z telefonem przy uchu wybiegłem z windy, przeklinając w duchu to, że od
razu za nią nie wyszedłem, kiedy trzasnęła drzwiami. *Abonent tymczasowo
niedostępny.* Byłem gotowy jeździć całą noc, żeby ją znaleźć i sprawić by
było jej ciepło. Nie tylko fizycznie. Chciałem, aby poczuła ciepło mojego
ciała i serca przy sobie.
Kolejne odwiedzane przeze mnie miejsca nie przynosiły dobrych wieści.
Poruszałem się w tę i z powrotem, zaglądając wszędzie, gdzie tylko mogła
się pojawić [T.I]. Kawiarnie, księgarnie, park. Pojechałem do Mandy i kilku
jej przyjaciół, ale żadne z nich nie miało informacji o Barrett.
            Łzy w oczach zamazywały mi pole widzenia. Czas był zamrożony.
Pragnąłem krzyknąć na całe gardło, ile tchu w płucach, tak jak stałem. Nie
obchodzili mnie ludzie, tylko moja [T.I]. A może już nie moja? Na miejscu
serca miałem wielką dziurę. Ono było w klatce, do której kluczyki posiadała
wyłącznie ta dziewczyna. Jej się trzymałem i nie myślałem o zabezpieczeniu,
bo przecież bez niej nie istniałem. Dlaczego dopiero teraz to zrozumiałem?!
           Objechałem jeszcze kilkakrotnie miasto. Bez skutku. Martwiłem
się, że coś jej się stało, że ktoś mógł jej coś zrobić. Już wszystko jedno
mi było, czy do mnie wróci czy odepchnie na zawsze. Zapragnąłem jedynie
zabrać ją do domu, gwarantując bezpieczeństwo.
           W radiu głosili północ, kiedy podjechałem pod budynek z ciemnej
cegły. Postanowiłem, że jeśli nie będzie jej na górze zadzwonię na policję,
bez względu na konsekwencje. Ponownie nie czekając na windę wybrałem
schody. Zatrzymałem się przed odpowiednimi drzwiami i przez chwilę tak
stałem nasłuchując. Strach został spotęgowany, jednak dzięki skupieniu
trafiłem od razu kluczami w zamek. Z duszą na ramieniu przestąpiłem próg
mieszkania.
Zapaliłem małą lampkę, kątem oka rejestrując obecność jej kurtki na
wieszaku. Musiałem dotknąć ubrania, by upewnić się, że to nie fatamorgana.
Przy szafce ustawione były jej buty, na co serce zareagowało trzepotem.
- [T.I]? - cisza.
Przeszedłem salon, rozglądając się po nim. Na stoliku przy kanapie leżał
pęk kluczy z kościotrupem. Uśmiechnąłem się delikatnie. To były jej.
Drzwi od sypialni były uchylone, a w środku ciemno. Pchnąłem je lekko,
natomiast łuna światła z salonu pozwoliła, bym zobaczył na łóżku skuloną
dziewczynę. Wypuściłem wstrzymywane powietrze z ulgą. Była tutaj. Cała i
zdrowa. Bezpieczna. Nic jej się nie stało.
Podszedłem bliżej. Klatka piersiowa [T.I] unosiła się miarowo. Włosy
okalały twarz, na której ślady wyznaczyły ściekające wcześniej łzy.
Płakała. Znowu. Przeze mnie. Coś ścisnęło mnie za serce. Powinno być
inaczej.
Przysunąłem jak najbliżej łóżka fotel, starając się to zrobić jak
najciszej. Nie śmiałem położyć się obok niej. Zsunąłem ze stóp buty i
skarpetki, wkopując je pod mebel i umościłem się w fotelu, kładąc nogi obok
stóp [T.I]. Podarowałem sobie prysznic i tym podobne rzeczy. Wiedziałem, że
o poranku ujrzę ją w świetle dnia, ale nie zamierzałem opuścić jej, kiedy
ledwie co ją znalazłem. Czekałem na ten czas.
- Kochanie, gonitwa za tobą jest jak ściganie chmur... - szepnąłem, opierając
głowę o oparcie, nie spuszczając z dziewczyny oczu.

***

Poranek przyszedł zdecydowanie za szybko. Słońce wpadało do sypialni przez
okna, które zapomniałam wieczorem zasłonić. Jego promienie osiadły na mojej
twarzy, skutecznie mnie wybudzając. Ziewnęłam przeciągle po przeturlaniu
się z prawego boku na plecy. Pachnąca, ciepła pościel wcale mnie od siebie
nie wyganiała, lecz ja musiałam się obudzić. Po otworzeniu oczu zamrugałam
kilkakrotnie, by przyzwyczaić się do natężenia światła.
Usiadłam na łóżku dostrzegając w fotelu śpiącą postać. Mebel był
przyciągnięty jak najbliżej do mnie, a Harry siedział w nim, mając nogi
ułożone niedaleko moich. Zazwyczaj gramolił się do łóżka bez względu na to
w jakim znajdował się stanie i obejmował mnie mocno w talii, a ja udawałam,
że było dobrze, że tak miało być. Teraz na wszystko patrzyłam inaczej,
zostałam wyrwana z tego snu i chciałam przebudzić z niego Harry'ego.
Wystarczyło delikatne przesunięcie stopy żeby chłopak niespokojnie się
poruszył mrucząc coś pod nosem. Byłam gotowa założyć się o rękę, że dalej
będzie drzemał, a ja wymknę się z pokoju oraz z jego życia. Podciągnęłam
nogi pod siebie i już podnosiłam kołdrę, kątem oka pokuszając się o ponowne
zerknięcie na fotel, gdy natrafiłam na wpółprzymknięte zielone tęczówki.
Zamarłam, podobnie jak moje serce, tylko że ono zaraz zdwoiło siłę uderzeń,
dudniąc tak głośno, iż obawiałam się że Harry je usłyszy. Zaległa cisza.
Nawet typowe poranne dźwięki z zewnątrz umilkły, jakby na całej ziemi
zatrzymał się czas. Z uwagą obserwował każdy mój ruch, wodząc kocimi oczami
po moim ciele, zatrzymując się na chwilę na podwiniętych kończynach. Łóżko
wtedy wydało mi się ogromne jak nigdy. Po jednej stronie ja, po drugiej on,
rozdzieleni oceanem błękitnej kołdry, którą wspólnie wybraliśmy. Czułam się
jak złodziej przyłapany na gorącym uczynku, tyle tylko, że ja nie miałam
czego ukraść. To on skradł moje serce i ranił je od kilkunastu miesięcy,
lecz ono nadal do niego należało. Nie potrafiłam nic na to poradzić.
Ten poranek był jednym z dziwniejszych w naszym życiu. Nie wiedziałam co
powiedzieć, Harry milczał. Jedyną formą kontaktu był wzrok i mimika twarzy,
ta jednak była zamrożona. Brak krzyku, gwałtownych ruchów zdezorientowało
mnie do granicy możliwości. Nie potrafiłam odczytać żadnych uczuć z jego
oczu, na co się przestraszyłam. Czy to znak stania się dla siebie niemal
obcymi ludźmi? Tak wiele nas dzieliło, tyle ominęło, iż nie umiałam
dowiedzieć się jakie emocje w nim dominują, kiedy na mnie patrzył w ten
sposób?
Pod ciężarem jego spojrzenia spuściłam głowę, wypuszczając zgromadzone w
płucach powietrze przez rozchylone usta. Okazywanie przed nim słabości było
tym, co wychodziło mi najlepiej.
Czekałam, aż coś powie, zrobi cokolwiek, byleby przestać tak siedzieć.
Naprawdę nie mieliśmy o czym ze sobą rozmawiać?
Cicho westchnęłam i podniosłam się z materaca poprawiając za sobą pościel.
Skierowałam się w stronę szafy, ukradkiem wycierając łzy nagromadzone w
kącikach oczu. Zgarnęłam przygotowane ubrania, przytulając je do piersi
niczym ukochaną maskotkę. Na lustro w łazience nie miałam co spoglądać, bez
wątpienia odstraszyłabym każdego człowieka spotkanego na drodze. Wciągnęłam
jeansy i zwykłą koszulkę, obmyłam twarz ciepłą wodą, dopakowałam ostatnie
kosmetyki i z poskładaną w kostkę piżamą opuściłam pomieszczenie, mijając
się ze stojącym przy drzwiach Harrym.
- [T.I]..
Jego zachrypnięty głos wywołał ciarki przechodzące wzdłuż moich pleców,
pozostawiając za sobą gęsią skórkę. Odliczyłam w myślach do pięciu i
odwróciłam się do niego przodem.
- O co chodzi?
Zauważyłam na jego policzku odcisk od szwów poduszki, kiedy zrobił krok do
przodu. Miał na sobie te same ubrania co wczoraj. Już nie wyglądały tak
świeżo - były wymęczone i zmięte, co nie dziwiło bo w nich spał.
- Porozmawiajmy.
Westchnęłam, domyślając się do czego to prowadziło.
- Myślałam, że już sobie wszystko powiedzieliśmy.
- Wczoraj poniosły nas emocje..
Emocje? Co on nie powie!
- Który raz Harry? Nie mam ochoty na kolejną nie prowadzącą do niczego
kłótnię - wyznałam.
- Ja też nie. Mam zawroty od tego, że ciągle kręcimy się w kółko - wplótł
palce we włosy i pociągnął u ich nasady. Odgarnął kosmyki z czoła sprawnym
ruchem, dzięki czemu zobaczyłam małą zmarszczkę między jego brwiami.
- Sam widzisz - wzruszyłam ramionami, uśmiechając się blado. - Najlepsza
opcja to moja wyprowa...
- Przestań grać, [T.I]! - przerwał mi, podchodząc bliżej. - Mówisz o tym,
jakbyś zapowiadała deszcz nad Londynem. Wiem, że tak nie myślisz..
- Skąd wiesz? Od stycznia gramy w jakąś durną grę, w której każde z nas
ustala własne zasady testując granicę drugiego. Oboje założyliśmy maski.
Okłamujemy siebie nawzajem i wszystkich dookoła. Myślisz, że nie modliłam
się, czekając na inne zakończenie? Na to byś choć na chwilę zwrócił na mnie
uwagę, a nie na te wszystkie kobiety...
- Zrzucanie winy w niczym nie pomoże. Trzeba znaleźć przyczynę, moment, w
którym coś pękło..
- Przecież doskonale wiesz kiedy to było. Nie chcę cofać się do przeszłości
- pokręciłam głową.
Wizja wszystkiego, przez co przeszłam w ostatnich miesiącach nie było tym,
czego oczekiwałam od życia.
- Musimy to zrobić. Inaczej nauczymy się tylko popełniać te same błędy.
- Ale tego nie da się naprawić! Nie rozumiesz? Tyle razy próbowałam zmienić
tor, odejść, ale wierzyłam, że tym razem nam się uda - wzięłam głęboki
oddech. Nie patrząc na niego kontynuowałam. - Już nie wierzę. To jest
złamane.

***

*- Wchodziłem po drabinie prosto do okna, z którego wylatywały kłęby
dymu... Pożar był ogromny, jednak ogień dla mnie wtedy się nie liczył.
Obchodziła mnie tylko kobieta uwięziona w tym mieszkaniu...*
*Kolejne westchnięcia kobiece wydobyły się z poczekalni. Posłałam Mandy
zaciekawione spojrzenie, odprowadzając kobietę ze zwichniętą kostką do
wyjścia. Ta tylko wysunęła podbródek do przodu, nie odrywając oczu od
kędzierzawego chłopaka z temblakiem na lewej ręce. Otoczony wianuszkiem
kobiet wydawał się być w swoim towarzystwie. Pożegnałam klientkę i wracając
do gabinetu chwyciłam teczkę kolejnego pacjenta.*
*- Pan Harry Styles.*
*Po hallu rozniósł się głośny dźwięk zawodu kobiet. Zorientowałam się, że
wywołałam główny obiekt zainteresowania, czym nagrabiłam sobie mnóstwo
minusów.*
*- I jak się skończyło? Jesteś z nią? - niepohamowana ciekawość rudej i
zadane przez nią pytania wydały się krążyć po głowach wszystkich w
poczekalni, takie miały zadowolone miny. Pomyślałam, że zaraz zaczną jej
bić brawo.*
*Chłopak spojrzał na mnie pytająco, jakby oczekując mojej zgody na co
kiwnęłam ręką by kontynuował. Zaskoczona intensywnością zielonych tęczówek,
ruszyłam powoli do gabinetu.*
*- Niestety. Okazało się, że jest zaręczona. Była bardzo szczęśliwa, a ja
nie chciałem w to ingerować. Liczyło się dla mnie tylko to.*
*Uśmiechnęłam się pod nosem na emocjonalną reakcję pacjentek, które i tym
razem stanęły na wysokości zadania w wydawaniu odgłosów żalu i zasmucenia.
Chyba nawet słyszałam pochlipywanie. Pokiwałam z rozbawieniem głową,
przygotowując sprzęt.*
*- Zamknąć drzwi? - doszedł mnie głos chłopaka, który stał w progu.*
*- Tak, poproszę.*
*Podszedł pewnie do biurka, przyglądając się temu, co robię.*
*- A zatem.. Prześwietlenie złamanej lewej ręki.*
*Ustawił się przy maszynie kładąc kończynę na odpowiednim miejscu.*
*- Wie pani, że to nie jedyne złamanie?*
*- Jak to? Nie uwzględnili tego w karcie? - już rzucałam się do teczki,
kiedy przytrzymał mnie za nadgarstek. Miał chłodne dłonie, mimo że siedział
u nas prawie godzinę.*
*- Mam złamane serce.*
*Jego dotyk był palący, zostawiający gorące odciski na skórze. Policzki
zalały się rumieńcem, a to za sprawą magicznych tęczówek i delikatnie
ukazujących się dołeczków, gdy uniósł kąciki malinowych ust.*
*- Nie wiem czy coś na to poradzę.*
*- Wierzę w panią. Jest pani specjalistką od złamań.*

***

- Nieprawda - odparł pewnie. - Nadal wierzysz. Spec od złamań już naprawił
jedno serce, pamiętasz? - wyciągnął rękę w moją stronę, ale powstrzymał się
w połowie drogi, jak gdyby nie wiedział czy może wykonać ten gest. - Tym
razem nie jesteś sama. Razem możemy stawić temu czoło i przez to przejść.
Tylko razem jesteśmy najsilniejsi.
To nie był sen. Przegryzałam wnętrze policzka, uszczypnęłam się w rękę i
nadal stałam pośrodku salonu. Harry stał przede mną, nie unosząc się, a
mówiąc spokojnie, cicho.
- Nie chcę więcej być powodem twojego zawodu i cierpienia - ostatnie zdanie
powiedział cicho, ze skruchą.
Zahaczył delikatnie, z pewną dozą nieśmiałości o moje palce. Upewniony, że
nie wyrwę mu się splótł nasze dłonie. Kciukami pocierał wnętrze moich
dłoni. Tęskniłam za tym tak bardzo.
- Myśleliśmy że mamy więcej czasu, ale przez te wszystkie zawirowania
straciliśmy go zbyt dużo. Jesteśmy spóźnieni. Musimy podjąć decyzję. Ja już
zdecydowałem, wszystko zależy od ciebie [T.I] - chcesz ze mną być? Nie mam
zamiaru popełniać błędów, które doprowadziły nas do tego miejsca. Widok
ciebie zranionej rozdziera mnie samego. Pozwól mi to naprawić. Kocham cię.
Rozchylonymi ustami zachodziła wymiana gazowa, bo nos został zapchany. Nie
poczułam jak pierwsze łzy popłynęły po skórze, tworząc na niej mokre
szlaki. Serce tłukło w piersi, wyrywając mnie do przodu. W głowie
przetwarzałam słowa Harry'ego, będące jasne i szczere. On chciał to
wyprostować, skończyć z utartym schematem, wyjść z labiryntu i zabrać mnie
ze sobą. Ze sobą. Nie zostawić na pastwę losu ze złamanym sercem, jak to ja
chciałam rozwiązać. Pragnął życia ze mną. Kochał mnie!
- Wybacz mi, [T.I]  - oparł nasze czoła o siebie. Jego głęboki oddech owiał
moją twarz. - Tatuaże mogą zdobić moją skórę, moje jeansy mogą być podarte.
Nie jestem idealny, ale przysięgam, że jestem idealny dla ciebie - szeptał.
- Szukałem ciebie całą noc. Tak bardzo się boję, że cię stracę..
Milczałam. Na takie zakończenie liczyłam?
- Powiedz coś. Powiedz, że mnie nienawidzisz, że kochasz kogoś innego, ale
odezwij się do mnie.. - jęknął.
Przełknęłam ślinę, pociągnęłam nosem i biorąc głęboki oddech, podniosłam na
niego wzrok. Zielone oczy były zaszklone i przepełnione bezradnością.
- Harry... - szepnęłam.
Widocznie spiął się, oczekując kontynuowania. Nie nadchodziło.
- Tak?
Do dzieła Barrett!
- Mogę ci wybaczyć, ale pod jednym warunkiem.
Nie rozluźnił się, wręcz przeciwnie - jeszcze bardziej spiął mięśnie.
Widziałam, że w jego umyśle pojawiają się różne wizje i podejmuje decyzję.
- Zrobię wszystko cok..
- Wybacz mi - wcięłam mu się.
Nie mógł być bardziej zaskoczony. Rozszerzył oczy, jakby to miało pomóc mu
zrozumieć.
- Ale..
- Nie jestem mniej winna niż ty - byłam pewna swoich racji. - Oboje
jesteśmy w to nierozerwalnie wplątani. Patrząc bliżej jest wiele do
odkrycia. Musimy dowiedzieć się co było złe bez obwiniania siebie nawzajem.
Zatem..?
Uważnie skanował moje oczy, nie spuszczając z nich swoich ani na sekundę.
Jego tęczówki zajaśniały dawno niewidzianym blaskiem. Uśmiechnął się
nieśmiało, ściskając mocniej moje dłonie.
- Wybaczam ci [T.I].
- Wybaczam ci Harry.
Uśmiechy na naszych twarzach się poszerzyły, kiedy jednocześnie
wypowiedzieliśmy słowa, mające ogromną moc. Największą na świecie.
- Kocham cię.
Dotyk miękkich ust chłopaka na moich własnych wzbudził wielką chmarę
motyli, do tej pory poruszających powoli swoimi skrzydełkami. Dzisiaj
odżyły na nowo, pobudzone głębokim uczuciem. Miłość płynęła w moich żyłach
razem z krwią, docierając do każdej najmniejszej komórki. Byłam w moim
własnym raju - tu, na ziemi, w deszczowej Anglii, mając u boku miłość
mojego życia.
Spodziewałam się takiego zakończenia? Szczerze? Nie. Nie ja. Moje serce
natomiast od początku na nie liczyło. To ono nie poddało się, gdy rozum
podpowiadał by zrezygnować. Tylko czy gdyby nie rozum, nadal tkwilibyśmy w
martwym punkcie, gdzieś pośrodku świata kłótni? Nie miałam co gdybać.
Harry oderwał się ode mnie, składając ostatni, delikatny pocałunek na
spierzchniętych ustach, nie wypuszczając mnie z objęć. Wysunęłam palce z
jego loków, przenosząc je na ramiona.
- To należy do ciebie - zdjął z szyi naszyjnik ze srebrnym sercem, który
wczoraj wcisnęłam w złości mu w pięść. Odgarnął mi włosy na lewe ramię i
zapiął łańcuszek. Chłodny metal zatrzymał się poniżej linii obojczyków. -
Tak samo jak moje całe serce. Zechcesz je przyjąć?
Nie odmówiłam. Nie mogłam. I nie chciałam. Już nigdy nie chciałam być bez
niego.
Wbrew pozorom wszystkie elementy układanki wracały na swoje miejsce. To tak
jak z puzzlami, wpasowując jeden w odpowiednie miejsce, reszta pójdzie
sama. Obraz, który z tego powstanie masz przed sobą. My tworzyliśmy własną
ilustrację szczęścia. Historię naszego życia. Nie wiedzieliśmy co z tego
wyjdzie, ale byliśmy pewni, że póki jesteśmy razem, damy sobie radę i
będzie to coś wspaniałego.
Skreśliliśmy więc z naszego planu popełnianie tych samych błędów.

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Blogi

Zapraszam na moje blogi:

Nowy fanfiction o Niall'u :

Fanfiction o Harry'm :

Z serii imaginy czytalników

Dzisiaj publikuję imagin, który przysłała nam nasza czytelniczka Torii K. Miłego czytania! :*

~*~

Sobotnia impreza. Razem z [I.T.P.] i jej mężem poszłam na urodzinowo-rocznicową imprezę razem z moim narzeczonym, Liamem, z którym, za równo 6 tygodni, biorę ślub.
Na początku, póki byliśmy w miarę trzeźwi, impreza się kręciła. [I.T.P.] jest w moim wieku,a jest już 5 lat po ślubie z Louisem...zazdrościłam jej tego. Ja sama skończyłam niedawno 26 lat i dopiero wychodziłam za mąż.
Po dość długim bloku muzycznym usiedliśmy wszyscy do naszego stolika w loży. Zamówiliśmy kolejkę. Po chwilii kelnerka, o dość kobiecych kształtach, podeszła do stolika i najpierw puściła Liamowi "oczko", a dopiero po wymownym odchrząknięciu Louisa,  postawiła przed każdym z nas kieliszek z wódką. Normalnie nie piłam, no ale cóż, raz się żyje! Wypiliśmy chyba 4 kolejki, a z moją słabą głową zaczęłam sie źle czuć.
-Zaraz wrócę!- Powiedziałam głośno, żeby przekrzyczeć muzykę i wstałam od stolika.
-A gdzie się sama wybiera moja narzeczona?- Zapytał z udawaną zazdrością w głosie Li.
-Do toalety.- Odpowiedziałam beznamiętnie, a chołopak zaciągnął mnie na swoje kolana.
-Nie każ mi na siebie długo czekać, bo mam na ciebie ochotę.- Wymruczał mid o ucha po czym, przygryzł jego płatek. 
Pocałowałam chłopaka namiętnie w usta i poszłam.
W toalecie było kilka dziewczyn, które mówiły o jakimś chłopaku..
-Jak go nie widziałaś?! Czarne rurki, koszula w kratę...czekoladowe oczy..ach..- rozmarzyła się jedna z nich. 
Opis bardzo podobny do Liama, ale stwierdziłam, że to zbieg okoliczności, bo potem usłyszałam jeszcze szepty, których wolałabym nigdy nie usłyszeć
-A jak dałam mu numer z jeszcze jedna dziewczyną, to zapisywał je "Piękna 1", "Piękna 2"!!!- Prawie wypiszczała kolejna dziewczyna. 
Nie. To nie Liam. On by mi tego NIGDY nie zrobił!.
Umyłam ręce, starając się ignorować te wszystkie piszczące laski, ale jak wyszłam z łazienki, to stanęłam jakbym zobaczyła ducha. [I.T.P.] i Lou nigdzie nie było, ale domyśliłam się, gdzie są, słysząc pomruki z łazienki(fuuuj xd słuchać, jak twoja przyjaciółka się pieprzy xd bleah xd). Jednak to drugie...to, co zobaczyłaś potem..
Liam tańczył z tą blond-kelnereczką, która perfidnie ocierała się o jego "przyjaciela". Potem podeszły jeszcze te flądry z toalety i robiły dokładnie to samo, co Blondi. 
Tego było za wiele. Pod wpływem emocji, wzięłam jakiś kufel z piwem, z przypadkowego stolika i weszłam w tłum tańczących.
-Czy ty, Liamie Payn, nie bierzesz ze mną ślubu za półtora miesiąca?!- Spytałam naprawdę wkurzona. On tylko wzruszył ramionami i zaśmiał się. Straciłam panowanie nad sobą- wylałam mu całe piwo na głowę. Zauważyłam, że jego telefon, który leżał na stoliku, co wydało mi się dziwne, zawibrował- Li dostał sms'a.Szybkim krokiem ruszyłam w stronę loży. Liam poszedł za mną.
-Co ty, do jasnej cholery, robisz?!- Brązowooki podniósł na mnie głos. Był mokry i śmierdzący od piwa...do tego naprawdę w kurzony.
-Przeciez nie mamy przed sobą tajemnic..-widząc, że zbiera sie koło niego "baranie stadko", czyli te laski, co są bardziej rozebrane niż ubrane, i dodałam- Prawda KOCHANIE?!- Ostatnie słowopraktycznie wykrzyczałam mu w twarz.
-Odwal się ode mnie!- Warknął na mnie chłopak, po czym zwrócił się do tych...ugh, nie wiem już, jak je nazywać!-Ja już idę, dziewczęta.- Mój narzeczony,a właście były narzeczony, zrobił smutną minkę, na co, jak na jakiś sygnał, wszystkie zaczęły się do niego przytulać i...Całować go?!
-NIE! STARCZY JUŻ TEGO! TERAZ WSZYSTKIE GRZECZNIE ZABIERZECIE STĄD SWOJE ZGRABNE TYŁECZKI I DACIE MI POGADAĆ Z MOIM BYŁYM NARZECZONYM!- Wydarłam się na dziewczyny, na co wszystkie grzecznie odeszy..Oprócz Blondi.Potem wszystko działo sie w przyspieszonym tępie. Ja rzuciłam się na Kelnerkę, kiedy [I.T.P.] i Louis bardzo głosno tłumaczyli Liamowi, że jest idiotą, dupkiem etc... Poczułam, że ktoś, a dokładnie Lou, podnosi mnie z Blondynki.
-Trzymaj!- Powiedziałam kładąc Liamowi na dłoni pierścionek zaręczynowy.- Daj tą błyskotkę, wartą dobre pare tysięcy funtów, jakiejś innej lasce!- Wykrzyczałam mu to prosto w twarz, a ten uśmiechnął sie i dał go owej flądrze..w sensie Kelnerce.
Widząc to załamałam się i wybiegłam z klubu nawet nie obracając się za siebie. Mój Liam..Znaczy-mój były, Liam, tylko stał i się śmiał...
Biegłam w nieznanym mi kierunku przez puste uliczki Londynu. Moje wysokie szpilki nie pomogły mi w tym i upadłam na środku ulicy. Auto, które jechało, zatrzymało się przedemną. Widziałam tylko, stopy pasażera, który wysiadł z samochodu. Zamknęłam oczy, kiedy ten człowiek mnie dotknął. Nie miałam ochpty na rozmowy w tym momencie.
-[T.I.]! [T.I.], obudź się! Wstawaj!!- To był Liam! Pojechał za mną! Mocno szarpal za moje ramiona i..
Zerwałam się gwałotwnie, dzieki czemu lekko zakręciło mi się w głowie, ale zobaczyłam, że jestem w naszej sypialni, gdzie słodko śpią nasze dzieci, Diana i Damian, a koło mnie siedzi Liam z bardzo zmartwiona miną. Gdzyby nie to, że jego ręka dotknęła mojego policzka, to nie wiedziałabym, że płacze. 
-Kochasz mnie?- Zapytałam prosto z mostu dalej roniąc słone łzy.
-Co ci przyszło do głowy, żeby mnie o to pytać? Oczywiście, że tak! I to najmocniej na świecie!- Odpowiedział mi chłopak i pocałował mnie. Było tak, jakby to był nasz pierwszy pocałunek. Bardzo powolny z pełnym uczuciem. Nasze języki walczyły o dominację, ale nie dane nam było to zakończyć, bo..jedno z naszych malutkich dzieci się obudziło i domagało się jedzenia.
Obydwoje zachichotaliśmy.
-Ty czy ja?- Zapytalam z rozbawieniem w głosie i kiwnęłam głową w stronę łóżeczka, w którym spała Diana.
-Ja. Ty już w śnie musiałaś się namęczyć, bo strasznie się wierciłaś.- Zasmiał się lekko chłopak i wstał z łóżka obdarowując mnie przy tym całusem w policzek.
Uśmiechnęłam się do siebie patrząc na moją dłoń, na której od 3 dumnie nosze obrączkę i od 6-pierścionek zaręczynowy. Wtedy uświadomiłam sobie, że jestem niesamowitą szczęściarą, a to, co wydarzyło się na imprezie, było tylko snem.
Jak się podoba? Komentujcie xx

czwartek, 20 marca 2014

Niall, a może jednak Harry..... cz 15

Witam moje marcheweczki!! Wiem znów nawaliłam. Przepraszam, że tak długo musieliście czekać na imagina, no ale miałam natłok nauki. Mam nadzieję, że mi wybaczycie. Mam tez dobrą wiadomość. Okres sprawdzianów i kartkówek właśnie sie zakończył, więc teraz będę miała więcej czasu na pisanie. Zdecydowałam, że napisze jeszcze ze 2 bądź 3 rozdziały i zakończę to opowiadanie. Jeżeli macie jakieś pomysły na zakończenie to śmiało piszcie. Jeżeli macie także pomysły co do innych imaginów bądż sami piszecie to dajcie znać w komentarzach. A ja postaram się spełnić wasze wymagania :) czas odpokutować !! ^^ No więc nie przedłużając rozdział dedykuje Lenci Styles

20 kom= NEXT


-Zranisz mnie odchodząc. Kochanie zrozum, że kocham cię ponad wszystko i błagam daj nam jeszcze jedną szansę
-Niall- powiedziałam po cichu tym razem nie kontrolując moich łez- proszę cię daj mi pomyśleć. Nie chcę teraz podejmować decyzji. Proszę cię daj mi czas.
-Dobrze, skoro tego chcesz. Nie będę na ciebie naciskał ale wiec, że nadal cię kocham- powiedział po czym wstał  i nachylił się nade mną, by ucałować delikatnie mój policzek, a następnie skierował się do wyjścia. Siedziałam tak jeszcze przez jakiś czas pochłonięta myślami. Nigdy nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. Czuję się fatalnie. Nigdy się tak nie zachowywałam i przenigdy nie dopuściłabym się jakiejkolwiek zdrady. Chyba za wcześnie uznałam, że jestem odpowiedzialna i sama mogę pokierować swoim życiem. Prawdę mówiąc jestem tylko zwykłą smarkulą, która poczuła za wiele wolności i uznała, że pozjadała wszystkie rozumy. Nawet nie wiem jak wytłumaczyć moje zachowanie. Może spowodowane jest tym, że Michał wcześniej zranił moje uczucia, to ja teraz krzywdzę w pewien sposób nieświadomie innych,  byle by samej sobie nie zadawać bólu? Albo może po prostu jestem zwykłą egoistyczną suką?
-Och.. sama już nie wiem. Muszę z kimś pogadać, tylko z kim?- wypowiedziałam te słowa szeptem- może Jackob mi pomoże? Na niego zawszę mogę liczyć. Tak pójdę do niego.
Tak jak powiedziałam, tak też postanowiłam. Wstałam powoli i skierowałam się w stronę wyjścia. Kiedy przekraczałam próg drzwi spojrzałam na telefon. Zobaczyłam, że jest godzina 14:50 trochę się zdziwiłam, że tak długo rozmyślałam, a prawdę mówiąc miałam wrażenie, że spędziłam nad tym może max 20 min. Nic sobie z tego nie robiąc ruszyłam w stronę domu Jackoba. W sumie to może powinnam najpierw do niego zadzwonić i go uprzedzić?- pomyślałam.
-Halo?- usłyszałam głos przyjaciela.
-Hej jesteś w domu, chcę z tobą porozmawiać?
-Tak jestem, ej co się stało, czemu jesteś smutna- tak oto cały Jackob, przypuszczam, że on zna mnie lepiej ode mnie samej i za to go kocham.
-Umm, dowiesz się kiedy będę już na miejscu.
-Ok to czekam, paa.
Nie odpowiadając rozłączyłam się i przyśpieszyłam kroku by jak najszybciej znaleźć się u przyjaciela. Kiedy od jego domu dzielił mnie raptem zakręt nagle poczułam w kieszeni delikatne wibracje. Wyciągnęłam ponownie telefon zauważyłam, że dzwoni do mnie...



Harry's pov (w tym samym czasie)


Siedziałem razem z Louisem, Liamem i Zaynem w salonie przed telewizorem, ale w cale nie mogłem się skupić na filmie. Nawet nie wiem co my tak właściwie oglądamy, Szczerze to nawet nie miałem zamiaru siedzieć tutaj z nimi tylko zamknąć się w pokoju i w samotności rozmyślać o [t.i], Niallu i mnie. Niestety chłopaki uznali, że odkąd wróciliśmy z trasy nie spędziliśmy wspólnie popołudnia. No więc nie chcąc robić im przykrości zgodziłem się na ten głupi film. Co chwila tylko wierciłem się na kanapie w celu znalezienia odpowiedniego miejsca, co z resztą denerwowało chłopaków. Nagle usłyszałem jak drzwi frontowe się otwierają i już po chwili zobaczyłem zapłakanego Nialla. Po głowie przeszły mi najgorsze myśli. Kiedy reszta go zobaczyła natychmiast do niego podeszła i zaczęła się go o wszystko wypytywać. Nie chcąc być gorszym zawtórowałem im.
-Niall, co się stało?- jako pierwszy przemówił Liam.
-Powiedziałem [t.i], że ją zdradziłem- powiedział Niall, dławiąc sie swoimi łzami.
-Co zrobiłeś?- krzyknęła reszta, oprócz mnie oczywiście, ja w tym czasie stałem cicho koło nich i obserwowałem dalszy rozwój sytuacji.
-Na pewno sie załamała-powiedział Louis. Taaa strasznie się załamała- pomyślałem.
-Jak mogłeś jej coś takiego zrobić, myślałem, że zależy ci na niej- tym razem odezwał sie Zayn.
-Raczej jesteśmy kwita-powiedział Niall
-Nie rozumiem?- odparł Lou.
-Ona też mnie zdradziła.
-Co? Z kim?- wydarł sie Liam. I nagle dopadało mnie większe przygnębienie. Nie mogłem od tak powiedzieć "Ej stary to ja przespałem sie z twoją dziewczyna i na dodatek ją kocham, Prawdopodobnie to z mojego powodu cię zostawiła" I co ja mam teraz zrobić ?
-I co teraz?- odparł Zayn.
-Poprosiłem ją abyśmy dali sobie jeszcze jedną szansę. Niestety powiedziała, że nie jest pewna tego czy powinniśmy wrócić do siebie i żebym dał jej czas na przemyślenie tego.
-Niall ona ma rację. Skoro oboje byliście w stanie zdradzić się nawzajem to raczej nie powinniście do siebie wracać.
-Ale ja naprawdę ją kocham.
-A może jednak pójdziesz do siebie i na spokojnie przemyślisz, czy warto?- odezwałem się.
-Tak Harry ma racje, przemyśl to na spokojnie, rozważ wszystkie za i przecie, a dopiero potem podejmij decyzję-dopowiedział mulat.
-Dobra, może macie rację-powiedział blondas i udał sie ze spuszczoną głową do swojego pokoju.
Kiedy tylko Niall zniknął mi z pola widzenia zwróciłem sie w stronę chłopaków.
-Nie wiem jak wam ale mi odechciało sie oglądać. Pójdę do siebie, a wy róbcie co tam sobie chcecie- powiedziawszy to wycofałem się na górę, by po chwili udać się do mojego pokoju. Kiedy tylko przekroczyłem próg drzwi pospiesznie wyjąłem telefon z kieszeni i wybrałem numer [t.i]. Słyszę jeden sygnał, potem drugi, za chwile trzecie i czwarty, aż w końcu włącza sie poczta głosowa. Próbuje jeszcze raz, ale znów jest ta sama sytuacja.
-[t.i] co jest czemu nie odbierasz?- mówię sam do siebie i po raz kolejny wybieram numer dziewczyny.
Kiedy nie udało mi sie z nią skontaktować zostawiłem jej wiadomość na poczcie i odłożyłem telefon na szafce obok łóżka, na którym runąłem z impetem. Leżałem tak z rękoma zgiętymi na klatce piersiowej nie przestając myśleć o dzisiejszej sytuacji.

Your's pov
Kiedy zauważyłam, że dzwoni do mnie Harry, natychmiastowo schowałam telefon do kieszeni. Nie wiem czemu ale nie miałam ochoty teraz z nim rozmawiać. Pierw musiałam przemyśleć wszystko dwa razy zanim powiem bądź zrobię coś, czego potem będę żałowała. Uznałam, że nie mogę działać pochopnie i bezmyślnie, co w ostatnim czasie często się zdarza. Kiedy dotarłam pod adres zamieszkania Jackoba podeszłam do dębowych drzwi, z zawahaniem uderzyłam lekko moimi knykciami, by po chwili usłyszeć jak dźwięk rozchodzi się wokół mnie. Nie czekałam długo, gdyż dosłownie po minucie zauważyłam, że drzwi sie otwierają a w nich staje wysoki brunet, który wyciąga ręce w moja stronę. Na co ja pośpiesznie ląduję w jego ciepłym i kojącym uścisku. Nie kontrolując swoich emocji popadam w histeryczny płacz, który słychać chyba na drugim końcu miasta.
-Już dobrze- mówi- wejdź do środka i wszystko mi opowiesz.
Nie zwlekając ruszyłam w ślady chłopaka i przekroczyłam próg domu. Kiedy zamknąwszy za sobą drzwi i zdjąwszy z siebie  buty oraz kurtkę, powędrowałam w stronę salonu. Rozsadziłam się wygodnie na kanapie i czekałam ze spokojem na Jackoba. Nie minęło 5 minut, a brunet stał przy kanapie podając mi wielkie pudełko lodów i gigantyczną łyżkę.
-Dziękuję- powiedziałam po czym nabrałam trochę zawartości i wsadziłam łyżkę do buzi.
-To co powiesz mi wreszcie co się stało. I to bez żadnej ściemy- mówiąc to pogroził mi palcem.
-No ok, ok. Zdradziłam Nialla z Harrym.
-Co??- wykrzyknął- Ale jak? Kiedy? W ogóle dla czego to zrobiłaś?
-W sumie to sama nie wiem.
-Dobrze opowiedz wszystko od początku.
-To zdarzyło sie po tej mojej kłótni z Niallem. Harry przyszedł tego samego wieczora do mnie do mieszkania, chcąc poprawić mi humor i zaproponował wyjście do klubu. Tam trochę przesadziłam z alkoholem no i jakoś tak wyszło, że przespałam się z nim. Ale jeśli myślisz, że to koniec to się mylisz- powiedziałam, zobaczywszy minę chłopaka- Kiedy obudziłam się rano i uświadomiłam sobie co zrobiłam, nawet nie miałam wyrzutów sumienia. Zrozumiałam, że czuję coś do Harrego. Wiedziałam także, że nie powinnam tak traktować Nialla i spotkałam się z nim dzisiaj, aby wszytko wyjaśnić. Na miejscu okazało się, że on tez nie jest bez winy i także mnie zdradził. Wiedziałam, że to będzie koniec naszego związku i zobaczyłam, że on to strasznie przeżywa. W tedy zrozumiałam jaki błąd popełniłam. Niall zaproponował, abyśmy znów dali sobie szansę, ale ja poprosiłam go o czas. W sumie nie wiem co mam teraz zrobić więc pomyślałam, że mi jakoś pomożesz- dokończyłam i czekałam, aż Jackob da mi jakąś odpowiedź. On jednak nic nie powiedział, lecz objął mnie po raz kolejny i wyszeptał mi do ucha.
-Nie mam pojęcia jak mogłaś się tak wpakować, w kłopoty ale nie martw się. wiec, że zawszę będę przy tobie.   
-Dziękuję jesteś najlepszym przyjacielem- powiedziałam pogłębiając uścisk.
 -Dobrze a teraz powróćmy do tematu. Dlaczego w ogóle przespałaś się z Harrym. Przecież to do ciebie nie podobne.
-Sama nie wiem. Kiedy byłam z nim w tym klubie poczułam cos czego nie czułam przy Niallu. To było coś nie do opisania.
-Ok rozumiem. Ale skoro wiesz, że kochasz Harrego to czemu nie powiedziałaś Niallowi, że to jest koniec waszego związku?
-Uwierz mi próbowałam, ale on błagał mnie abym dała nam jeszcze jedną szansą. No i kiedy zobaczyłam te jego oczy przepełnione żalem, bólem i skruchą nie dałam rady mu odmówić. Kiedy byłam z nim sam na sam i spojrzałam w te jego błękitne hipnotyzujące oczy, zrozumiałam, że jego też darze większym uczuciem. Zrozumiałam w tedy, że kocham ich obu. Ale to absurd! Przecież nie mogę kochać ich obu! Czy ja do reszty zgłupiałam? Wiem, że to się źle skończy, że któremuś złamię serce. Ponad to oboje sa najlepszymi przyjaciółmi, ba oni są jak bracia! Tworzą razem zespół, na który liczą dziewczyny z całego świata. I co jak przez mnie się pokłócą i zrezygnują z tej przyjaźni? Zniszczę w tedy wszystko!- mówiłam w pełni nie kontrolując ani swoich emocji ani słów. Wylatywały one ze mnie jak z torpedy. Nawet nie myślałam nad tym co mówię.
-Uspokój się. Bo to nic dobrego nie przyniesie. Skoro mówisz, że kochasz ich obu to ja niestety ci nie pomogę, gdyż to od ciebie zależy, którego z nich wybierzesz. Wiem, że to oklepany tekst, ale musisz posłuchać głosu serca. Musisz się opanować i pomyśleć, ż którym chcesz być. Wiem, że to nie będzie łatwy wybór i szybko go nie podejmiesz, ale nie możesz tez z tym zwlekać. Pamiętaj, że oni tez mają uczucia i muszą znać twoja odpowiedź. A w ogóle to Niall wie, że zdradziłaś go z Harrym?
-Nie. Nie chciałam mu mówiąc bo bałam się, że zniszczę ich przyjaźń. Wiem, że nie powinnam tego zatajać, ale już i tak zbyt dużo popsułam.
-No w sumie to masz racje. To co oglądamy film na rozluźnienie?
-Wiesz w sumie to wolałabym porobić co innego. Niedługo, a dokładniej po weekendzie mam przesłuchania do filmu i jeszcze nie miałam czasu, aby dobrze się przygotować. To jak? Pomożesz mi?
-Oczywiście, że tak- powiedział Jackob z uśmiechem na ustach i zabraliśmy się do roboty. Spędziliśmy nad tym masę czasu, bawiąc się przy tym znakomicie. Śmiechów nie było końca. Tego mi właśnie było potrzeba. Odejście od tych problemów i skupienie się na spełnianiu moich marzeń.  W między czasie odpracowałam swoja nieobecność w szkolę i uzupełniłam wszystkie wiadomości.  Kiedy scenariusz został opanowany, spostrzegłam, że było grubo po północy.
-No to miło było, ale czas się pożegnać. Muszę wracać do domu.
-No co ty nie puszczę cię o tej porze. Zostań dziś na noc, a jutro wyjedziemy wcześniej, żebyś mogła przed lekcjami wstąpić do siebie i naszykować się do szkoły.
-No sama nie wiem….
-Nie karz mi nalegać- chłopak pogroził mi palcem, a następnie złapał mnie za nadgarstek prowadząc do pokoju, w którym miałam spędzić noc. Później dał mi coś do przebrania i skierował mnie do łazienki, bym mogła wziąć prysznic.

Harry’s pov (w tym samym czasie)


Spędziłem wiele godzin leżąc na łóżku i rozmyślając o mnie i o [t.i]. Wielokrotnie przychodzili do mnie chłopcy z zapytaniem czy wszystko w porządku, ale sprytnie ich spływałem. Nie miałem ochoty teraz z nikim rozmawiać. Zwłaszcza, że [t.i] nie dawała znaku życia przez te 10 godzin. Czekałem cierpliwie, ale dłużej już nie mogę! Nie mogę tak be czynnie leżeć i czekać! Postanowiłem, biorę sprawę we własne ręce…… 

Ada xx